Witam w Nowym Roku Szczególnie Ekkore naszą noworoczną Gospodynię
Ostatnio ''widzieliśmy'' się rok temu,szybko to zleciało,no nie? A tak poważnie to jeszcze raz wszystkiego najlepszego w tym 2026 ,niech nam się wiedzie,niech nam się darzy a wszelkie troski omijają z daleka
Witam styczniowo i noworoczne Na początek uściski dla naszej Gospodyni za dobry i kolorowy początek. Wszystkim aktywnym kawiarenkowiczom i tym tylko zaglądającym życzę udanego startu w nowe, nadchodzące dni, duuuużo zdrowia i wszystkiego szczęśliwego. Oby ten 2026 rok przyniósł pokój na świecie...
U nas Sylwester wystartował z niespodzianką w postaci telefonu od gospodarza apartamentu, że wysiadło w całym bloku ogrzewanie a tym samym nie ma ciepłej wody. Był tak zakłopotany i tak serdeczny, że aż mi się Jego zrobiło szkoda. Mimo starań serwisanci powiedzieli, że trzeba wymienić jakiś główny panel czyli to robota na styczeń, jak przyjdzie dostawa. No i co tu robić? Oboje z Połówkiem zdecydowaliśmy, że jak zorganizuje jakieś ogrzewanie w postaci przenośnego kaloryfera, to jedziemy. Tak więc ruszyliśmy w drogę a gospodarz zamówił kuriera z grzejnikiem olejowym. Tym sposobem udało się jakoś zorganizować i w Sylwestra cieszyliśmy się nowym miejscem. Na szczęście jest tutaj miło i przytulanie. Kaloryfer włączony na 100%, my ubrani ciepło i jest dobrze. Dodatkowo mamy do dyspozycji malutki eko kominek. Przenośny, więc zagrzał nam wczoraj łazienkę. Świętowaliśmy tańcząc do godz. 2.30 a obudziliśmy się już o 7.30. Pewnie zmęczenie małe dopadnie nas popołudniu, ale najważniejsze, że zabawa się udała. We dwójkę też można Jedzenia mamy całą lodówkę więc będziemy się gościć Morze szumi nam gdzieś za rogiem, ale spacer dziś odpada, bo niestety jest deszczowo. Może jutro się uda. A póki co czas zjeść jakieś małe śniadanie i cieszyć się pierwszym dniem 2026 roku. Ps. Nasz apartament czyli rzut oka na "salę balową" Uściski - Emila
Witam późno bo ktoś mój laptop sobie upodobał a nasze sierściuszki kochane upodobały sobie mnie i ciągle czegoś chcą: Lu ciągle w szoku po huku noworocznym /wytłumiliśmy hałas jak tylko można było- ochronne słuchawki i grube opaski nakładaliśmy psince, ale i tak dygotała ze strachu/; reszta w normie.
Nowy Rok, nowe postanowienia, a może tylko odkurzone. Życzę Wszystkim realizacji większości postanowień i spełniania /stopniowego bo to łatwiejsze/ wszystkich marzeń. Spokojniejszego, lepszego życia dla Wszystkich i wszędzie :))
Dziękuję Ekko za piękne i bardzo ciekawe otwarcie. Niech ten Nowy 2026ty będzie na 200% happy - uśmiechnięty od ucha do ucha, zawsze nie tylko od święta
Smakosiu, dzisiejszy koncert wiedeński był wyjątkowo radosny, szczerze serdeczny i całkowicie na luzie, bez tradycyjnej ciut ciężkiej i napiętej atmosfery, to dobry znak - dostrzeżono też kobiety kompozytorki, dyrygent z Kanady, młodziutki' a piękne życzenia składał lepiej po francusku niż angielsku, do tego na finał wlazł między rzędy i dyrygował widzami a nie muzykami Fajnie i spontanicznie to wyszło, prawie jak na koncercie stadionowym, tak z przesłaniem: ludziska łączcie się, nie walczcie między sobą /make love not war/. I tego nam właśnie potrzeba :) Pozdrawiam Gospodynię, Gości i Kibiców
Koncert faktycznie był wyjątkowy. Świetnie go odpisałaś. Podpisuję się pod każdą refleksją. Ja na koniec lekko się wzruszyłam widząc emocje dyrygenta. Widziałaś jak spontanicznie pocałował z tyłu szyję skrzypka? To nie było jakieś uczuciowe, raczej spontaniczny gest wdzięczności za piękny finał.
Nie zauważyłam tego cmoka w szyję, ale wierzę że to było spontaniczne podziękowanie za samo zaproszenie do Wiednia /o tym zawsze marzył ten francuski' Kanadyjczyk/ i za piękny, udany koncert 2026. Co klasa, to klasa
Super przesłanie i zawsze na czasie Moje kociaki też się biedne skryły i wyjść nawet na jedzonko nie chciały. Psa ani jednego słychać nie było,co oznacza ,że musieli je dobrze ukryć? A kiedyś to był koncert na kilka psich głosów ,głównie wycie. Petardy strzelały ile wlazło zewsząd. Widok wspaniały nie powiem,ale zwierzaki no cóż niekoniecznie zadowolone.
Bardzo przytulnie tam u Was Dobrego wypoczynku i ,żebyście się nie przeziębili przy tej pogodzie. Może jutro będzie lepiej? U nas zima na całego,ale temperatura nie jest specjalnie niska -4
Ale fajnie zobaczyć rozgadana kawiarenkę. My mieliśmy ograniczony czasowo poranek, bo pospaliśmy długo, potem trzeba się było streszczać do kościoła. A potem pojechaliśmy na wycieczkę. Było super, choć zupełnie inaczej niż pierwotnie było zakładane. Ale o tym później albo jutro. Zaraz muszę szykować obiad. Dzisiaj zeberka, podopieczone w piekarniku. I pewnie warzywa luzem.
W 2 dzień Nowego Roku. Ani się obejrzymy jak będziemy świętować koniec karnawału a potem Wielkanoc Póki co najwyższy czas na małą kawkę. Napijecie się?
A jeszcze za chwilę koniec roku. Czas gna jak oszalały, szczególnie u mnie. Życie na dwa domy przyspiesza.
W tygodniu przychodzę i wychodzę z pracy, nie czuję ilości godzin, może po tych 10 już mi się chce do domu. Jak jestem sama to pranie, sprzątanie zakupy, weekend przeleci nie wiadomo kiedy. Jak jesteśmy razem, szczególnie u mnie, to ciągłe wakacje, bez zobowiązań. W domu trzeba ogarniać dookoła, obowiązki, tu mamy czas na gnanie za wiedzą, widokami, odczuciami, bo mało obowiązków.
Poza łatwiejszym finansowo życiem, możliwością utrzymania teścia bez ogromnych wyrzeczeń, to aspekt poznawania jest drugim dla którego było warto. Możemy zobaczyć dużo, bez wydawania pieniędzy na noclegi, bez potrzeby długich wakacji, których nie ma się tyle. I najprawdopodobniej byśmy zobaczyli może z 10 % tego co widzieliśmy, gdzie byliśmy, bo to byłoby miejsce do przejazdu gdzieś.
W tym roku będzie zjazd trzech szwagrów, ja jestem osobą łącząca ich wszystkich. Przyjeżdża mój brat z mężem siostry. Kupili bilety już. Od połowy maja do połowy czerwca. Teraz planujemy im wakacje, na dwa domy. Myślę, że będzie się działo... Tyle, że oni mają 4 tygodnie wakacji, a my po tygodniu jedynie. Coś się wymyśli, najwyżej jak będą chcieli pojadą sami, biorąc samochód.
Piątek, piąteczek, piąteluniek - pierwszy w 2026 r. Ale pogoda! No normalnie nie idzie wyjść. Wiatr bardzo duży a do tego śnieg z deszczem. Jeszcze nie było okazji popatrzeć na morze Czekamy...może po 14-ej będzie ciut lepiej. Ja niestety trochę zakatarzyłam. U mnie to jakiś standard. Jak po wszystkich intensywnych przygotowaniach wreszcie mam okazję odpocząć, to wtedy pojawia się zaziębienie. Organizm odpuszcza i tak to się kończy. Biorę witaminę D i inne takie naturalne specyfiki żeby się za mocno nie rozkręciło. Dziś ruchy mamy spowolnione. W sumie dopiero zjedliśmy śniadanie. Potem kawa i kawałek poświątecznego piernika a na koniec jak auta pozwoli spacer. Dobrego dnia
Ja mam tak z opryszczka. Wirusa mam w sobie. Kiedyś miałam kurację i coś z 5 lat po było bez. Teraz nauczyłam się, żeby nie pić i nie jeść na zewnątrz w chłodne i wietrzne dni, bo to podobnie jak oblizywanie, od razu powoduje powstanie. Staram się używać pomadki ochronnej, gdy tylko czuję spierzchniete usta. A wczoraj jeszcze zauważyłam, że wydzielina z nosa. Mnie w takich warunkach zewnętrznych zawsze cieknie z nosa. Zużywam tony chusteczek na zewnątrz. Być może to być główna przyczyna, rozbieram w jakiś sposób mojego wirusa na ustach
Nieoczekiwane wolne hurrra. Wychodzi, że po świętach przyjechałam na jeden dzień do pracy. Ale jaki super tydzień w górach.
Smakosiu nie daj się chorobie, chłodne mieszkanie nie jest wspomagaczem. Pod kołdrę i się wygrzać, skoro pogoda nie zachęca.
Goplana kawę sobie zrobiłam, jakby komuś się jeszcze chciało to mam znowu nową. 4 rodzaje włoskiego espresso, na święta była jakaś promocja. I jak ktoś reflektuje na świąteczny sernik, wczoraj rozmrozilam.
Coś ostatnio długo śpię, jak nie ja. Przez co dzień jest krótszy. Wczoraj szliśmy do kościoła na 10, to było ledwie, ledwie z czasem. Dzisiaj jest plan z soboty, skoro wolne. Jaskinia i muzeum.
Ale wracając do wczoraj. Plan był szlak i po punktach widokowych. Ale po drodze, kilka minut przed parkingiem szlaku, zobaczyliśmy inny parking, zapełniony samochodami i kładka nad drogą dla pieszych. Pierwsze wrazenie, że to punkt widokowy. Po zatrzymaniu się przy tablicy informacyjnej, wyszło, że na szlak właściwy nie mamy co się porywać, bo to 6 godzin w obie strony, to wybraliśmy krótki, do punktu widokowego. Zajęło nam to 1.5 godziny w obie strony. Warto było. Potem pojechaliśmy na planowany parking. I okazało się, że szlak trudny, na 6 godzin, do tego z wspinaczka po pętlach z grubych prętów. Późno było. To pojechaliśmy sobie kręta drogą do punktu widokowego. I dalej do "kuźni", która okazała się pozostałościa po plantacji (obeszliśmy z zewnątrz, bo zamknięte), miała być przy drodze, która z trzycyfrowym numerem okazała się drogą szybkiego ruchu. I była, tylko dojazd był z drugiej strony, przez teren campusu politechniki, najważniejszej uczelni w Wirginii. Bardzo ładne budynki, było co podziwiać. Na plantacje i na szlaki wrócimy jeszcze.
Zostawiam kilka zdjęć dla Was. Podziwiajcie góry i krowy (przy muzeum był jakiś wydział weterynaryjny politechniki, a krowy prezentowały się pięknie)
Świetne zdjęcia. Szczególnie upodobałam sobie to drugie My właśnie wróciliśmy z 4 km spaceru wzdłuż plaży. Wreszcie jakieś okienko bez deszczu. Ubrałam się grubo, że ledwo zapiełam kurtkę Na fotkach widać tylko oczy, reszta owinięta szalem. Teraz gorąca herbata z imbirem. Połówek rozpalił ten bio kominek i trzeba przyznać, że dobrze nas dogrzewa. A najlepsze jest to, że przenosimy tę "białą kostkę" do łazienki przed myciem i zaraz robi się ciepło.
Czy to elektryk z widokiem płomieni. Ja mam takie w sypialniach (tyle, że zamontowane w kominek), włączyłam je tylko raz, po przeprowadzce, żeby sprawdzić. Do tej pory nie było potrzeby. Chyba, żeby dzisiaj wieczorem zrobić nastój, hmm...
Drugie to zdjęcie mojego męża...mnie też bardzo się podoba.
O jak przytulnie tam u Was. Taki kominek to świetna sprawa,nie tylko daje ciepło,ale wspaniały przytulny i romantyczny nastrój. Zawsze o nim marzyłam ,ale mężowski się nie zgodził,bo mówi,że nie będzie co trochę malował okopconej ściany. Mój brat ma i nie narzeka. A malować będą na wiosnę po 9 latach od ostatniego malowania i prawdę mówiąc ja tam nie widzę,by było cokolwiek brudno
Fotki bardzo ładne,śliczne. U nas sernik poszedł w całości. Piernik jeszcze został,codziennie jemy po kawałeczku. Dostaliśmy jeszcze od swatowej,też bardzo dobry,czuć dużo miodu. Swatowa nazywa go piernik Całusek
Witam sobotnio Już się spakowaliśmy i czas wracać do domu. Od rana jakaś zamieć. Śniegu nasypało bardzo dużo i wiatr nie ustał więc zimnica. Teraz wyszło na chwilę słońce więc Połówek poszedł na krótki spacer a ja w tym czasie ogarnęłam podłogi. Wracając jeszcze do tego kominka, to on jest na bio paliwo czyli innymi słowy jakiś spirytus. Fajnie się sprawdził, bo dawał sporo ciepła. Nie jest na prąd i nie dymi więc nie brudzi ściany. Przenosiliśmy go do łazienki przed wieczornym dłuższym korzystaniem i w 5 minut było nagrzane. Zrobiłam fotkę dla Was jak jest odsunięty od ściany. To zwyczajnie prostokąt. A inne fotki pokazują jak wygląda gdy jest wygaszony. No nic, czas się zbierać. Jeszcze tylko kawałek piernika z kawą i w drogę. Dobrego dnia
I już ostatni dzień wakacji. Jutro mąż jedzie do kotów.
Wczoraj był bardzo intensywny dzień. Najpierw pojechaliśmy do jaskini, ale bilety już były wyprzedane na naszą godzinę, trzeba było czekać całą godzinę na kolejny, dodatkowy, to kupiliśmy na ostatnie zwiedzanie, które okazało się przedostatnim, bo dołożyli jeszcze jeden tour po nas. A sami pojechaliśmy do muzeum. Przepiękne zdjęcia nocne pociągów parowych amerykańskiego artysty fotografa amatora. Ile przygotowan, jaka umiejętność operowania światłem, wyczucie, gdzie ustawić reflektory. Kupiliśmy album, być może jeden z ostatnich do nabycia. Wznowien może nie być, bo artysta zmarł nim zostały odnalezione jego negatywy, skradzione przez byłą żonę, w czasie ich małżeństwa. Trudno ustalić prawa spadkowe teraz. Po muzeum obeszlismy sobie centrum miasta, jeszcze jedna wycieczka nas czeka, bo trzeba było jechać do jaskini. W sumie mogliśmy dłużej chodzić, ale nigdy nie wiadomo co po drodze się wydarzy, lepiej miec zapas. To poszwedalismy po sklepie ze starociami, który był obok. Jakie piękne solniczki, miarka do płynów, pojemnik na jajka, maselniczka, ozdoby na stół z jadeitu były. Plus wiele innych, fajnych "śmieci". Nabylismy 4 porcelanowe kufle z browaru amerykańskiego budwaisera, sprzedawane co roku na święta. Kolekcja ma ponad 40 egzemplarzy. Ale o tym dowiedziałam się po powrocie do domu. Gdyby nie cena (orginalna na stronie browaru za bieżące egzemplarze jest wyższa niż to co my zapłaciliśmy za nasze 4 lata, za sztukę, nie komplet,w pudełkach, nieużywane), marzyłaby mi się w posiadaniu. Są przepiękne. No ale ponad 100 dolarów za te z pierwszych lat serii...
Poza zakupami było jeszcze zwiedzanie jaskini, jak zawsze przepiękna, jak zawsze wywołująca zachwyt. Każda inna. Widzieliśmy sporo nietoperzy. Nazwa - Dixi jest od psa, który wpadł przez dziurę i w ten sposób jaskinia została odkryta. A wyglądał jak pies naszej córki, kupiliśmy jej koszulkę (pytanie na ile prawda w wyglądzie, to było na początku 20 wieku, jak uwieczniono konkretnego psa
Kilka zdjęć dla Was. Kufle z internetu, żeby pokazać piękno, moje są w samochodzie, jadą z mężem jutro do domu.
Patrzę na te zdjęcia z jaskini i przyszło mi do głowy, że to chyba jedna z piękniejszych. Coś nam wcześniej pokazywałaś przy okazji wyjazdów. My też już trochę widzieliśmy, ale tutaj te formacje skalne i wybarwienia są autentycznie wspaniałe.
Najładniejsza dla mnie jaskinia była w Czechach, pod Praga. Tam skały rzeczywiście były kolorowe, wyglądały jak jowisz, może w innym układzie kolorów. No i oczywiście morawski kras.
Tutaj jaskinia była ścisła, w wielu miejscach musieliśmy się kulić i pochylać głowy. I była rewelacyjnie oświetlona, tak, że światło nie raziło aparatu, jak zazwyczaj. Zdjęcia wychodziły dużo ładniejsze Ale też przy wsparciu latarki przewodniczki dawało złudzenie innych kolorów. A tam był jedynie zielony, od mchu porastającego formacje skalne.
Ja lubię jaskinie, każda jest inna, każda ma co innego do zaoferowania. Generalnie staram się omijać prywatne, bo często jest sporo dodatków zabawowych, a mało formacji skalnych. Ta na zdjęciach w necie wyglądała ładnie, było blisko (niecałe pół godziny od miejsca zamieszkania), to się zdecydowaliśmy. Byliśmy zaskoczeni, że to prawie godzinny tour. Naprawdę warto było.
Witam niedzielowo Wróciliśmy po 16-ej więc szybko wszystko rozpakowałam, włączyłam pralkę i można było odsapnąć. Jako, że szykuje nam się 6-go spotkanie rodzinne, to już trzeba planować zakupy. Cały czas coś się dzieje więc nie ma kiedy się nudzić. Wstałam wcześniej, bo katar nie dał mi pospać. Jak wczoraj przyjechaliśmy, to nie było tutaj śniegu a dziś rano zaskoczenie, bo za oknem biało. W drodze powrotnej wyłonił się wczoraj piękny księżyc. Zrobiłam fotkę zza szyby auta więc tak na szybko. Milej i relaksującej niedzieli życzę
Śmietanowiec wygląda bardzo apetycznie i pewnie tak smakuje skoro szybko znika Dobrze, że teraz zagadnęłam Mam zaparzoną kawę więc już się przysiadam. Póki co nie mam pojęcia co będę robić na obiad. Po powrocie raczej wykładamy resztki. Zajrzę w razie czego do zamrażalnika
Jak jeszcze z ciasta coś zostało to się przysiadam. Mam kawę, komu, komu.
Wczoraj dzień spędziliśmy w domu, do 3.30 po południu. Ja ogarnęłam pranie, mąż kupił bilety na wyjazd do Teksasu na marzec, kupione osobno, a miejsca obok siebie mamy. I ustaliliśmy ramowy program 9 dniowej wycieczki na przyjazd szwagrów. Niestety moje konie (stadnina, gdzie są hodowane), z browaru (te z kufli) wypadły z programu, bo za daleko. Nic to, trzeba poczekać na inny raz. Ja je widziałam na żywo, bo jak byłam z mężem na konferencji, ponad rok temu, to mieliśmy zwiedzanie browaru w programie dla osób towarzyszących.
Potem byliśmy na burgerach. A wieczorem na ostatniej nocy Iluminights. Jak zwykle pięknie, bajkowo. Mąż był zachwycony, ja też, choć to drugi raz.
Dzisiaj on jedzie, ja trochę ogarnę mieszkanie potem. A jutro do pracy. Ciężko będzie po tygodniu laby. Przyjechałam na jeden dzień pracy, ale wakacje w górach były super. Tego mi trzeba było. Spałam długo, jak nie ja. Dzisiaj, aby na pewno zdążyć do kościoła na 9, nastawiłam budzik.
Na obiad to nie mam pojęcia co zrobię, może nic, jak się objem wcześniej, na lunch przed wyjazdem męża będą taco.
I przedświątecznie,bo przecież jutro Trzech Króli. Świąt mamy a świąt ostatnio,ale mnie to nie przeszkadza. Lubię ten klimat,potem już jest tak zwyczajnie No i nowe rachunki. Ciekawa jestem podsumowania za prąd. Za chwilę czyli za jakieś 1,5 godziny zawita u nas ksiądz po kolędzie. Po raz pierwszy od 6 lat. Od czasu wybuchu pandemii kolęda była na poszczególne miejscowości wyłącznie w Kościele. Nawet jak już było po to proboszcz tak praktykował. W tym roku wróciło jak było dawniej.
Witam poniedziałkowo Jestem przy biurku ze stertą papierów i zapisuję sobie (żeby nie zapomnieć) co mam jeszcze zrobić. Początek roku zazwyczaj jest pracowity. Katar jeszcze trzyma i niestety "sprzedałam" go Połówkowi. Poranek ze śniegiem. nawet trochę prószy. Na termometrze zero stopni. Zostawiam Wam gorącą herbatę i zmykam. Dobrego dnia
I już trzeba do pracy, nie było łatwo wstać. Po leniuchowaniu trzeba przestawić się na zorganizowanie.
U mnie Trzech Króli było wczoraj, kredę przyniosłam, ale przecież tu, przed wyprowadzką nie będę znaczyć mieszkania. A mąż zapomniał zabrać swojego kawałka.
U mnie na minusie, bez śniegu. Dobrze, ale ciut rozczarowujące, zima w górach bez śniegu.
Już powoli myślę jak się spakować, tym razem do przeprowadzki. Dużo tego pakowania mam w ostatnim czasie.
Obiecałam zdjęcia wewnątrz. Kiedyś tam Już z codziennym rozgardiaszem, zamieszkale.
Dwa pomieszczenia - pierwszy salon z kominkiem i "moją " kanapą, plan był, żeby poszła do domu. Zobaczymy co wyjdzie. I kuchnia. Reszta ciągle zagracona pudłami, reszta z którą nie wiadomo co zrobić. Meble będą w drugiej połowie stycznia.
Oj prawda. Też bym chciała taką. Choć miałam, w sumie mam nadal, tyle, że węższa a dłuższą, 17 metrów kwadratowych. Często taką wielką kuchnię mają Ci, którzy nie gotują albo bardzo mało. U mnie w pracy praktycznie nie gotują, kupują restauracyjne na wynos, gotowe mrożone albo polprodukty. Domowego obiadu od podstaw nie zrobisz z tego co mają w domu, musiałbyś iść na zakupy.
Witam wtorkowo i świątecznie Chleby rosną a ja się zastanawiam jak będzie wyglądał dzień. W planach jest spotkanie rodzinne, każdy coś przynosi więc wczoraj przygotowywałam, ale... Połówek wstał z bólem zatokowym a od wczoraj Smardze na potęgę. Najwyraźniej ja wszystko zapoczątkowałam. Co poradzić. Teraz nie wiem czy pojedziemy ..? Chyba tylko dostarczymy to, co przygotowaliśmy. Za oknem całkiem przyjemna aura. Miejscami prześwituje słońce. Trochę biało, ale to od wczoraj tak. Czas na jakieś śniadanie. Zostawiam gorącą herbatę. Dobrego dnia
Dziękuję za herbatkę,takiej gorącej było mi trzeba O to bardzo przykre,że Połówek źle się czuje. Bóle zatokowe są okropne,wiem coś o tym. U mnie najgorzej przy schylaniu,wtedy to tak napiera,że aż mam mroczki w oczach. Miejmy jednak nadzieję,że lek pomoże i spędzicie ten dzień jak planowaliście. A jak nie,to trudno,zdrowie najważniejsze
Ja już po mszy,ale o 11:00 jeszcze wybieramy się na Orszak ,który odbędzie się po raz pierwszy w dziejach naszej parafii. Jestem podekscytowana ,bo nigdy jeszcze nie byłam,widziałam tylko w telewizji. Zobaczymy jak wyjdzie. Pogoda dopisuje więc myślę,że wszystko powinno się udać Miłego świętowania Wszystkim
Współczuję chorowania. Wirus tak ma, że lubi się przemieszczać. Będziecie mieli najwyżej święto we dwoje.
Mała wczoraj nie miała szkoły. Oczywiście mama zapomniała i pojechały. Miałam komplet w domu. Wszyscy mieli trudny dzień po długiej przerwie bez obowiązków. Zdążyć na czas.
Mała nauczyła się wiązać buty. I teraz potrzebujemy coś z 15 minut więcej, bo to wszystko nieporadne jeszcze. A bardzo podoba się jej ta nowa umiejętność i nie chce innych butów.
Witam środowo Dziś z domowych pieleszy. Wzięłam sobie dzień urlopu. Wczoraj byliśmy na tym rodzinnym spotkaniu. Po Ibupromie zatoki Połówek czuł się lepiej więc spędziliśmy miły, rodzinny czas. Dziś odpoczywamy i w zasadzie oboje jeszcze się kierujemy. Trzeba jeszcze nacieszyć się choinką. U nas będzie stała do końca tygodnia. Hm ..może w sobotę wieczorem rozbiorę...? A Wy jeszcze macie? Wczoraj przy śmietniku stało już dużo drzewek. Zawsze trochę mnie smuci ten widok, robi mi się żal. Czas pomyśleć o śniadaniu. Upiekłam żytni chleb z dużą ilością ziaren kminku. Ależ wyszedł pyszny. Częstujcie się - starczy dla wszystkich Dobrego dnia
U mnie choinka to do 2 lutego stoi. Mam sztuczną, to nie ma potrzeby martwić się o igły. W tym roku może być dłużej, bo mąż zaraz po powrocie z rejsu (tydzień po), leci do Kalifornii na konferencję. Może nie mieć czasu. Zobaczymy.
No i z domu nici. Wczoraj wycofali się z zakupu. Bo okazało się, że gościu nie miał zarejestrowanych przebudow i napraw, nie zgłosił, nie uzyskal potrzebnych pozwoleń, nie miał przeprowadzonej kontroli zatwierdzajacej. Także zostaję gdzie jestem. Dobrze, że gościu nie zrobił wymaganych napraw porządnie. Albo przynajmniej tak, żeby wyglądało porządnie. Nie odpowiadał na telefony odnośnie tego. A wcześniej ponaglal podpisanie umowy ostatecznej. To wzbudziło podejrzenia, ich agent sprawdził i zonk. Mam dalej garaż i windę, hehehe.
Ostatni dzień w pracy na ponad 2 tygodnie. Dwa tygodnie wakacji. Jutro do domu, piątek na ostateczne ogarnianie i w sobotę rano w drogę.
A ja na sam wyjazd zarysowałam sobie okulary. Drzwiami od samochodu. Ręka szybciej popchnęła drzwi niż ja zabierałam głowę. Mam wykupiona ochronę, więc nie zapłacę nic. Ale na rejs ich nie będzie. Muszę się przyzwyczaić do rysy przez środek.
Ale szczęście, że agent miał "włączoną" czujność, bo potem byłby problem. Ty, jak wnioskuję nie jesteś zawiedziona? Fajnie, że przed Wami tyle wolnego i kolejne emocje związane z wyjazdem
I tak , i nie. Cieszyłam się na to nowe lokum - czyste, jasne, nowe z wyglądu. Tu jest ciemno, dużo zakurzonych bibelotow. Tyle, że tam miałabym puste ściany, jakieś wyposażenie od nich. Ale o większość musiałabym się upominać, czego nie lubię. Albo po prostu sama bym kupiła. Tutaj mam wszystko z wyposażenia, gdybym chciała mogłabym spokojnie mieszkać, jedną czy dwoma walizkami ciuchów.
Generalnie każda opcja dobra. To tylko służbowe mieszkanie, na jakiś czas. Pewnie będą dalej szukać...
i zimowo Na zewnątrz fajnie,pogoda sprzyja spacerom bo nie ma mdłego zapachu z kominów tylko świeże zimowe powietrze. Jak ja je lubię Tak sobie myślę,bo karnawał trwa w najlepsze. Może by tak nasmażyć pączków angielskich (oponki) ser mam,jak i resztę składników,a mężowski je wprost uwielbia. A u Was? Robicie coś karnawałowego czy czekacie dopiero na Tłusty Czwartek? W tym roku wypada 12 lutego
Ja to chyba na Tłusty czwartek. I teraz to już nie zawsze, choć w tym roku może zrobię pączki serowe z mascarpone z air fryera. Trochę mnie powstrzymuje świadomość, że może być zonk wykreowany przez AI, bo te pieczone nigdy nie wyglądają jak smażone, więc zdjęcie może być oszukane. Ale przepis brzmiał realnie i przekonywująco.
Miałam pospać, ale się nie udało. Obudziłam się kilka minut przed budzikiem, całkowicie wyspana. I okazało się, że zapomniałam wyłączyć budzika na dzisiaj. Być może bym kimnela jeszcze, ale jak zadzwonił, to toaleta wymusiła wstanie. Nic to, szybciej wyjadę.
Witam czwartkowo No i się nie wyspałam. Zasnęłam przed 23-cią, ale już myśląc o pracy a to spowodowało pobudkę o 4.30 Ech, co ja mam za naturę. Poranek piękny, ale mroźny czyli minus dziesięć. Teraz jeszcze świeci słońce i jest minus pięć stopni. Hm...muszę wyjść na pocztę, ale nie chce mi się. Mam jakiegoś lenia. Normalnie jestem śpiąca. No ale trzeba, to trzeba więc zmykam. Dobrego dnia
Piątek, piąteczek, piąteluniek Jupi! Jutro się wyśpię! Dziś musiałam wcześniej wstać, bo miałam sprawę do załatwienia jeszcze przed pracą wiec wszystko na przyspieszonych obrotach. Bardzo zimny poranek. Niby tylko minus dziewięć stopni, ale jest taka wilgotność, że przenika w każdą "dziurkę" ciała. Na drzewach utworzyła się urokliwa szadź. Dziś dzień zakupów dla rodziców i wspólny obiad. Jeszcze jest Połówek więc spędzimy wspólnie rodzinny czas. W pracy zaczynam wychodzić z pierwszych, pilnych obowiązków i już jest mniej zamieszania. Póki co herbata z cytryną a potem czas na pracę. Dobrego dnia
U nas -10 ale co to jest w porównaniu do zim kiedyś,gdzie nie można było normalnie iść takie zaspy i mrozy były. Pamiętam nawet raz jak było -20 to ogłosili ,że dzieci nie idą do szkoły. Jaka radocha była Mrozik jest ale słonecznie. Śnieg nie pada,drogi przejezdne. Gdy oglądam w telewizji jakie warunki panują gdzie nie gdzie w Polsce no to włos się jeży
Poza tym nic nowego, na razie zastanawiam się co zrobić na obiad. Po głowie chodzą mi kluski kładzione a zupa? Hm ,do rozpatrzenia. A u Was?
Walizki spakowane ze wszystkim na próbę czy się mieści. Wszystko weszło. Mamy po dwie i plecaki. Ostatnie ogarnianie i jutro rano w drogę.
Wczoraj na obiad była pierś z kurczaka, pokrojona w kostkę z ogromną ilością papryk i sosem BBQ (reszta ze słoika). Jakie to dobre wyszło. Muszę częściej robić takie szybkie patelnie.
Dzisiaj w planach ryba plus surówka z pora i marchwi, trzeba zjeść pora.
Dzisiaj przychodzą polskie baby. Na chwilę, na kawę, żeby się zobaczyć.
Ja tylko na moment. Będzie ciężki dzień. Obudziłam się po 1 wyspana, nie mogłam zasnąć, po ponad godzinie stwierdziłam, że chyba nie zasnę i wzięłam telefon, w nadziei, że mnie zmęczy. Nic z tego... Nic to, trzeba wytrwać.
Walizki w samochodzie, przydałby się większy, bo się nie mieszczą, przez moją kolumbryne. Ale to była jedyna opcja. Koniecznie muszę kupić nową.
Pora na wczesne śniadanie. I wcześniejszy wyjazd, bo siedzenie niczego nie zmieni. 9 godzin jazdy przed nami.
Witam sobotnio Wstałam z lekkim uciskiem zatok i jakoś brak nastroju. Trzeba rozebrać choinkę i powoli zacząć myśleć, że teraz czas wskoczyć w utarty rytm. Połówek jutro wyjeżdża. Zrobimy jakąś kolację wieczorem żeby mieć choć trochę wspólnej przyjemności przed wjazdem. Co poradzić - tak to jest. Tyle się dzieło, odwiedziny, gotowanie, pieczenie, wyjazd a teraz trzeba na codzienność. Obowiązki czekają po każdej stronie. Póki co kawa i kawałek ciasta. Dobrego dnia
Rozebrałaś choinkę? ja też się nad tym zastanawiam,zwłaszcza,że powoli zaczyna się sypać. Kiedyś żywą usuwaliśmy tuż po święcie Trzech Króli. Myślę,że jutro na spokojnie rozbiorę,nigdy nie czekam do 2 lutego,jakiś wewnętrzny głos mnie pogania Pewnie pozostałości z przeszłości,no cóż u mnie tradycja silnie zakorzeniona i po prostu tak mam
U nas sypie ''miałki'' śnieżek,gdzie nie gdzie zadymka, -11. Pogoda w sam raz na gorącą miodną herbatę i ciepłe śniadanie. Dziś szakszuka ,dawno nie było,a taka smaczna Oczywiście rosół już na piecu się warzy. W takie pogody uwielbiam. Na drugie łopatka ,jeszcze rozważam,rolady czy bitki? Decyzja należy do mężowskiego,choć zawsze jak spytam ,to mówi,nie wiem,zrób co uważasz,a potem mówi a gdzie rolady a zrobiłam bitki
A co tam u Was. Ekkore dojechałaś na czas? Odezwijcie się jak znajdziecie chwilkę a tymczasem miłego poranku
Dobra niedzielka Fajnie jest, zima na całego - sikorki nas oblegają jak nigdy, dostały słonecznik i wcinają aż furczy. Dla nas mam wiewiórkę, świeżutkie fotki, pachnące czekoladą i rumem - akurat na chłody dla rozgrzewki Jak zabraknie, to podrzucę kolejne porcje Smacznej niedzieli:
Idealna ta Twoja Wiewiórka,od razu porywam cały kawał do kawy ale przepadzita jestem co? Tak smakowicie wygląda a o tej porze roku,to ciągnie do słodkości niestety,ale tam głównie orzechy i jabłuszka to samo zdrowie A jeszcze czekolada i rum...Niebo w buziuchnie
Nie jadłam jeszcze takiego ciasta więc chętnie się przysiądę do małej porcji. Małej, bo przed chwilą jadłam lody i już się zaslodziłam . Ale ciacha nie odpuszczę
Wczoraj jechalimy, jechalimy i dojechalimy. 11 godzin w podróży. Ale na spokojnie, z postojami i cieszeniem się coraz cieplejsza aura. Max było 29 stopni.
Zatrzymaliśmy się na ogromnej stacji, to był plan, żeby zobaczyć czym się fascynują Amerykanie. Bo to jak obowiązkowy punkt programu. Jak ostatni raz jechaliśmy, 4 lata temu nie było żadnej, teraz co najmniej jedna w stanie. Moja Karolina ma w budowie, na drodze w góry. Byłam generalnie rozczarowana. Na plus tanie bardzo paliwo oraz super czyste, przestronne toalety. Jedzenie, to co wzięliśmy pyszne- kanapka z beef brisket. Choć wszystko wyłożone w podgrzewaczach, to znika w przeciągu kilku minut i co chwilę donoszą nowe, robione na bieżąco, na oczach wszystkich. Do tego można kupić różne orzechy w karmelowej skorupce. Ja tylko spróbowałam. Jakie to dobre było, a jakie słodkie.
Minusy To ogromna stacja. Ogrom samochodów, ogrom ludzi. To wielki sklep z badziewiem wszelkiego rodzaju, bardzo fajnie wyglądającym, wszystko praktycznie z bobrem, który reklamuje ta stację. Taka pułapka dla podróżnych na wakacjach. My też się złapaliśmy na nią, mam kubek, mąż gatki do spania oraz nabyliśmy magnes. Obeszlismy mniej niż pół tego sklepu, bo miałam dosyć. A mój mąż uwielbia takie miejsca, ja przeszłam dalej, on został gdzieś z tyłu oglądając jak dziecko. Brak jakichkolwiek miejsc do siedzenia. Idea grab and go, zjedz w samochodzie. Generalnie chyba ciężko byłoby zorganizować tyle miejsc.
W drodze będziemy korzystać z tej stacji, ze względu na cenę paliwa i toalety. Rozmiar nie oszczędza czasu.
Generalnie podróż była miła, bez korków.
Dzisiaj boarding od 13.30. A rano, od 9 idziemy jeszcze do muzeum lotnictwa.
Kilka zdjęć rozgrzewających w Waszych mroznych klimatach dla Was. A będzie cieplej.
Od patrzenia na te palmy otulone promieniami słońca robi się człowiekowi ciepłej. Ech, tylko pozazdrościć. Fajnie, że zmęczenie Was nie dopadło. Szczególnie Ciebie, bo przecież prawie nie spałaś. Miłego odpoczynku
Mąż też wstał wcześnie, dlatego pojechaliśmy wcześniej. A on całą drogę jechał. Mnie po drodze parę razy śpik brał, chyba raz przysnęłam, ale akurat wtedy seria smsow mnie obudziła. Od popołudnia dwa tygodnie intensywnej laby.
Padłam wczoraj o 7. Ale obudziłam się po 4, wyspana, myślę
W hotelu spotkaliśmy ludzi z naszego rejsu. I też z Greenville, tylko south Carolina
Witam niedzielowo Melduję, że choinka rozebrana. Oj, smutno się zrobiło. Została tylko ta malutka w doniczce na stole. W kuchni na oknie są światełka i te muszą wystarczyć. Wczoraj zrobiliśmy sobie kolację z winem i oglądneliśmy film. Miło i spokojnie upłynął nam czas, ale przed 23-cią oboje byliśmy już śpiący. Starość No a dziś od rana wszystko na przyspieszonych obrotach, bo Połówek szykuje się do wyjazdu. Oby tylko nie było opóźnień z pociągami. Póki co musi pojechać do Berlina a tam wsiada w pociąg. No a ja...hm...ja wracam na utarte tory i na początek zabieram się za pranie i zmianę pościeli. Upiekłam dla Połówka chleb żeby zabrał ze sobą odrobinę "domu". Na obiad oczyszczamy lodówkę. Zostały ziemniaki z wczoraj więc podsmażymy a do tego podgrzeję rybę. Dobrego dnia
Witam poniedziałkowo Dzień mroźny, ale wiatr niewielki więc jest OK. Wczoraj odkryłam w piwnicy w moim pionie tak skorodowaną rurę odpływową, że autentycznie widać jak płynie woda. To oznacza, że muszę dziś zgłosić ten problem, bo inaczej może zalać wszystkie piwnice. Czaję się jeszcze z tym zgłaszaniem, bo jestem w pracy i nie mogę wyjść a przecież trzeba będzie otworzyć fachowcowi pomieszczenie. Ech, że też nie mogło się to wydarzyć jak był Połówek. Teraz mam problem na głowie. Co to jest, że jak On wyjeżdża, to wtedy pojawia się jakieś "bojowe zadanie" A to się zepsuje lodówka, a to nawali spłuczka w toalecie. Zazwyczaj krótko po tym, jak Połówek wyjedzie. Na ten tydzień mam sporo spraw. Muszę iść do stomatologa na kontrolne sprawdzenie co tam "w trawie piszczy". Muszę też umówić wizytę do fryzjera, bo już wściekam się na swój wygląd, po zdjęciu czapki. Może uda się w piątek. Kolejne muszę, to ufarbować odrosty. Mam też zaległe dwa spotkania. Może to jakoś zmieszczę w tym tygodniu...? A póki co praca czeka. Hm...chodzi za mną słodkie. Ależ bym teraz zjadła sobie kawałek świątecznego piernika. Czeka na mnie w domu. Zostało niewiele więc już zaczynam "celebrować" każdy kęs Zrobiłam gorącą herbatę z imbirem. Częstujcie się. Dobrego dnia
Hej hej. My już gdzieś na oceanie, płyniemy w świat.
Smakosiu, złe zazwyczaj się staje, gdy zostajemy same. Ja w zeszłym roku tak miałam z pompą ciepła, zepsuła się, gdy mąż wyjechał, a na dworze były wielkie mrozy.
Wczoraj byliśmy w muzeum lotnictwa. Było super. Każdą grupę, nawet dwuosobowa, oprowadzał przewodnik, wtedy można było wejść do. Myśmy nie skorzystali, tylko dołączalismy się do innych na chwilę. Bo było mało czasu. A oni super opowiadali. To byli emerytowani piloci. Musimy wrócić tam.
Potem wejście na statek, wszystko poszło sprawnie, kontrola, ledwie zauważyliśmy to. Zabraliśmy swoje walizki sami. Pokój był już gotowy. To rejs bez dzieci, głównie emerycki. Nie ma ograniczeń wiekowych narzuconych, ale urwać dziecko na dwa tygodnie ze szkoły... Wczoraj na wieczornym przedstawieniu najmłodsza uczestniczka rejsu miała 17 lat. Ja nie widziałam do tej pory nikogo kto wyglądałby na dziecko. Młodo tak, ale już nie dziecko. Było pytanie kto jest nauczycielem, prawie nikt nie wstał. Potem prowadzący się poprawił, był i jest dodał, pół sali wstało. My jesteśmy w młodszym przedziale wiekowym. Jedzenia ogrom, nie wiadomo co wybrać, a żołądek jeden.
Dzisiaj dzień na morzu. Będzie zwiedzanie statku w dalszym ciągu, moczenie w wodzie, leżakowanie. No i jedzenie pomiędzy.
Ależ to robi wrażenie. Niby wiemy, że te statki hotelowe są takie wielkie, ale zazwyczaj brakuje wyobraźni, że aż tak wielkie. Fajnie się ogląda takie fotki, bo wtedy wyobraźnia działa i ta perspektywa rozmiarów totalnie się zmienia Czy mi się wydaje, czy na jednym ze zdjęć facet gra na misach? Dzięki za fotki. Odpoczywaj!
Ten jest z tych mniejszych. Co mi akurat bardziej pasuje. Nie ma tych ogromnych przestrzeni co na mardi gras. Ale też stanowi całość, spójność. Mardi Gras dla mnie było mnóstwem "wiosek", bez połączenia. Tu jest tylko jedna rzecz na nie - atrium jest zajęte przez bar, tak jakby alkohol był w centrum, scena jest piętro czy dwa wyżej, na wysuniętym podeście, gdzie ewentualnie ludzie mogą ich zajść od tyłu, ewidentnie grają do kotleta, to jest do drinka. Na innych bar był z boku, a widownia miała kontakt z grającymi. Było fajniej. Wieczorne show, ono jest w teatrze, będzie super, zespół jest bardzo dobry głosowo, będzie się przyjemnie słuchało.
Dzisiejsze śniadanie, brunch - w restauracji z obsługą Długo się czekało na stolik (rezerwacja przez aplikację, przychodzisz jak dostaniesz info), długo na jedzenie. Ale przez to człowiek mógł zjeść więcej, nie czując tego.
Już na poprzednim rejsie porcje były mniejsze. Ale to dobrze, możesz popróbować więcej, bez przejedzenia.
Kilka zdjęć ze śniadania, mieliśmy stolik przy samym kanale, więc przyjemnie się czekało przy kawie i kolejnych etapach śniadania.
A co do choroby morskiej. Statek nie buja za bardzo. Nawet jak są fale, to w odczuciu jest spokojniej niż turbulencje w samochodzie. Człowiek się nie zatacza. Na mnie nie działa kompletnie. Mój mąż miewa chorobę morską na Bałtyku, tu nic.
Wow,toż to marzenie płynąć takim statkiem,ale masz fajowo. Jak tam pięknie ,aż dech zapiera. Pewnie też nieźle kosztuje taki rejs. W każdym bądź razie nie ważna cena ,jak jest możliwość i okazja to ahoj przygodo jak to mówią
Jeżeli nie chcesz za bardzo szaleć, umiesz zorganizować sobie czas samemu, to jest to jedna z tańszych opcji wakacyjnych. Masz pełne wyżywienie, baseny i leżaki, rozrywkę w cenie. Wycieczki wykupujesz takie, co co coś pokazują, drinki mogą a nie muszą, na lądzie też płacisz za wszystko. Nasz pierwszy rejs na 5 dni, dla 3 osób, ze wszystkimi atrakcjami po drodze, kosztował nas mniej niż bilet lotniczy dla jednej. Znajomi zawsze pytali (każdy chciał wiedzieć ile to kosztuje)- to za osobę, bo tak tanio, nie za 3.
Nasz rejs jest droższy, bo ilość dni. 15 dni wakacji wszędzie kosztuje. Ale myśmy wzięli to na kredyt 0 %, od operatora, nawet nie czujemy, że spłacamy.
Mamy wykupiony pakiet na drinki i wszelkie napoje. I powiem Wam, że najlepsza jest kawa z darmowego ekspresu w samoobsługowym barze (ta co jest w cenie rejsu). Ta za pieniądze czy nawet w restauracji z gondola były gorsze w smaku.
Witam wtorkowo Ostatnio była w ciągłym biegu i z myślami nad głową...co jeszcze zrobić, o czym zapomniałam a co odhaczyć... Wczoraj, po wyjeździe Połówka zrobiło się w domu pusto i cicho. Ta cisza mi nie przeszkadza, ale smutno, że jest tak daleko. Co by nie mówić, to potrzebowałam wczorajszego odpoczynku. Po powrocie do domu, podgrzałam resztki z lodówki czyli miałam taki niby obiad, bo trzeba wyjadać Coś oglądnęłam, trochę się pouczyłam i prędzej, niż zwykle wskoczyłam do łózka. A tam laptop na kolana i oglądnęłam połowę filmu. Naprawdę odpoczęłam. A! Jeszcze bym zapomniała - zjadłam pół opakowania lodów No! To się wyspowiadałam Dziś od rana czuje się powolną odwilż. Jeszcze widać resztki śniegu, ale zakładam, że jutro będzie tylko szare błocko. Póki co, w temacie skorodowanej rury cisza. Wysłałam zgłoszenie i mają się odezwać. Tradycyjnie zaparzyłam gorącą herbatę z imbirem i goździkami. Częstujcie się. Dobrego dnia
I już wtorek, ciężko ogarnąć dni tygodnia, trzeba myśleć intensywnie.
Wczorajszy dzień przeleciał ot tak. Polezelismy trochę na leżakach, pomoczylismy się. Byliśmy na prelekcji, takiej naukowej o wielorybach, jutro będą delfiny. Byłam zaskoczona, bo sala pełna do ostatniego miejsca. Rejs emerytów pod tym względem jest fajny (kilkoro dzieci się objawiło). Potem koncert na skrzypcach i piosenek z lat 80tych (w różnych miejscach statku). I wieczorne przedstawienie z muzyką z lat 20-30. Jazzowanie na całego. W pierwszej chwili myśleliśmy, że będzie tylko instrumentalnie. A i jeszcze przed było przedstawienie wszystkich oficerów i kapitana statku. A potem dzikie tańce na barze dyrektora rejsu. Pomiędzy tym wszystkim jedzenie.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
U mnie ciągle 2025.
Ale powitalismy polski z rodziną przez komunikator.
Dzień był pełen wrażeń, widoków.
A potem nasze skromne party. I dalej trwa.
Parę zdjęć dla Was.
Witam w Nowym Roku
Szczególnie Ekkore naszą noworoczną Gospodynię 

Ostatnio ''widzieliśmy'' się rok temu,szybko to zleciało,no nie?
A tak poważnie to jeszcze raz wszystkiego najlepszego w tym 2026 ,niech nam się wiedzie,niech nam się darzy a wszelkie troski omijają z daleka
Agnieszka-goplana
Witam styczniowo i noworoczne

Morze szumi nam gdzieś za rogiem, ale spacer dziś odpada, bo niestety jest deszczowo. Może jutro się uda. 
Na początek uściski dla naszej Gospodyni za dobry i kolorowy początek.
Wszystkim aktywnym kawiarenkowiczom i tym tylko zaglądającym życzę udanego startu w nowe, nadchodzące dni, duuuużo zdrowia i wszystkiego szczęśliwego. Oby ten 2026 rok przyniósł pokój na świecie...
U nas Sylwester wystartował z niespodzianką w postaci telefonu od gospodarza apartamentu, że wysiadło w całym bloku ogrzewanie a tym samym nie ma ciepłej wody. Był tak zakłopotany i tak serdeczny, że aż mi się Jego zrobiło szkoda. Mimo starań serwisanci powiedzieli, że trzeba wymienić jakiś główny panel czyli to robota na styczeń, jak przyjdzie dostawa. No i co tu robić? Oboje z Połówkiem zdecydowaliśmy, że jak zorganizuje jakieś ogrzewanie w postaci przenośnego kaloryfera, to jedziemy. Tak więc ruszyliśmy w drogę a gospodarz zamówił kuriera z grzejnikiem olejowym. Tym sposobem udało się jakoś zorganizować i w Sylwestra cieszyliśmy się nowym miejscem. Na szczęście jest tutaj miło i przytulanie. Kaloryfer włączony na 100%, my ubrani ciepło i jest dobrze. Dodatkowo mamy do dyspozycji malutki eko kominek. Przenośny, więc zagrzał nam wczoraj łazienkę.
Świętowaliśmy tańcząc do godz. 2.30 a obudziliśmy się już o 7.30. Pewnie zmęczenie małe dopadnie nas popołudniu, ale najważniejsze, że zabawa się udała. We dwójkę też można
Jedzenia mamy całą lodówkę więc będziemy się gościć
A póki co czas zjeść jakieś małe śniadanie i cieszyć się pierwszym dniem 2026 roku.
Ps. Nasz apartament czyli rzut oka na "salę balową"
Uściski - Emila
Tradycyjnie noworoczne południe z koncertem filharmoników wiedeńskich. A za oknem wichura i śnieg z deszczem.
Witam
późno bo ktoś mój laptop sobie upodobał
a nasze sierściuszki kochane upodobały sobie mnie i ciągle czegoś chcą:




Lu ciągle w szoku po huku noworocznym /wytłumiliśmy hałas jak tylko można było- ochronne słuchawki i grube opaski nakładaliśmy psince, ale i tak dygotała ze strachu/;
reszta w normie.
Nowy Rok, nowe postanowienia, a może tylko odkurzone.
Życzę Wszystkim realizacji większości postanowień i spełniania /stopniowego bo to łatwiejsze/ wszystkich marzeń.
Spokojniejszego, lepszego życia dla Wszystkich i wszędzie :))
Dziękuję Ekko za piękne i bardzo ciekawe otwarcie.
Niech ten Nowy 2026ty będzie na 200% happy - uśmiechnięty od ucha do ucha, zawsze nie tylko od święta
Smakosiu, dzisiejszy koncert wiedeński był wyjątkowo radosny, szczerze serdeczny i całkowicie na luzie, bez tradycyjnej ciut ciężkiej i napiętej atmosfery, to dobry znak - dostrzeżono też kobiety kompozytorki, dyrygent z Kanady, młodziutki' a piękne życzenia składał lepiej po francusku niż angielsku, do tego na finał wlazł między rzędy i dyrygował widzami a nie muzykami
Fajnie i spontanicznie to wyszło, prawie jak na koncercie stadionowym, tak z przesłaniem: ludziska łączcie się, nie walczcie między sobą /make love not war/. I tego nam właśnie potrzeba :)
Pozdrawiam Gospodynię, Gości i Kibiców
Koncert faktycznie był wyjątkowy. Świetnie go odpisałaś. Podpisuję się pod każdą refleksją. Ja na koniec lekko się wzruszyłam widząc emocje dyrygenta. Widziałaś jak spontanicznie pocałował z tyłu szyję skrzypka? To nie było jakieś uczuciowe, raczej spontaniczny gest wdzięczności za piękny finał.
Nie zauważyłam tego cmoka w szyję, ale wierzę że to było spontaniczne podziękowanie za samo zaproszenie do Wiednia /o tym zawsze marzył ten francuski' Kanadyjczyk/ i za piękny, udany koncert 2026.
Co klasa, to klasa
Super przesłanie i zawsze na czasie
Moje kociaki też się biedne skryły i wyjść nawet na jedzonko nie chciały. Psa ani jednego słychać nie było,co oznacza ,że musieli je dobrze ukryć?
A kiedyś to był koncert na kilka psich głosów ,głównie wycie. Petardy strzelały ile wlazło zewsząd. Widok wspaniały nie powiem,ale zwierzaki no cóż niekoniecznie zadowolone.
Bardzo przytulnie tam u Was
Dobrego wypoczynku i ,żebyście się nie przeziębili przy tej pogodzie. Może jutro będzie lepiej? U nas zima na całego,ale temperatura nie jest specjalnie niska -4
Ale fajnie zobaczyć rozgadana kawiarenkę.
My mieliśmy ograniczony czasowo poranek, bo pospaliśmy długo, potem trzeba się było streszczać do kościoła.
A potem pojechaliśmy na wycieczkę. Było super, choć zupełnie inaczej niż pierwotnie było zakładane.
Ale o tym później albo jutro.
Zaraz muszę szykować obiad. Dzisiaj zeberka, podopieczone w piekarniku.
I pewnie warzywa luzem.
Witam piątkowo
Póki co najwyższy czas na małą kawkę. Napijecie się?
W 2 dzień Nowego Roku. Ani się obejrzymy jak będziemy świętować koniec karnawału a potem Wielkanoc
A jeszcze za chwilę koniec roku.
Czas gna jak oszalały, szczególnie u mnie.
Życie na dwa domy przyspiesza.
W tygodniu przychodzę i wychodzę z pracy, nie czuję ilości godzin, może po tych 10 już mi się chce do domu.
Jak jestem sama to pranie, sprzątanie zakupy, weekend przeleci nie wiadomo kiedy.
Jak jesteśmy razem, szczególnie u mnie, to ciągłe wakacje, bez zobowiązań. W domu trzeba ogarniać dookoła, obowiązki, tu mamy czas na gnanie za wiedzą, widokami, odczuciami, bo mało obowiązków.
Poza łatwiejszym finansowo życiem, możliwością utrzymania teścia bez ogromnych wyrzeczeń, to aspekt poznawania jest drugim dla którego było warto.
Możemy zobaczyć dużo, bez wydawania pieniędzy na noclegi, bez potrzeby długich wakacji, których nie ma się tyle. I najprawdopodobniej byśmy zobaczyli może z 10 % tego co widzieliśmy, gdzie byliśmy, bo to byłoby miejsce do przejazdu gdzieś.
W tym roku będzie zjazd trzech szwagrów, ja jestem osobą łącząca ich wszystkich. Przyjeżdża mój brat z mężem siostry. Kupili bilety już. Od połowy maja do połowy czerwca.
Teraz planujemy im wakacje, na dwa domy.
Myślę, że będzie się działo...
Tyle, że oni mają 4 tygodnie wakacji, a my po tygodniu jedynie.
Coś się wymyśli, najwyżej jak będą chcieli pojadą sami, biorąc samochód.
Będzie super, ale to przyspieszy bieg czasu.
Piątek, piąteczek, piąteluniek - pierwszy w 2026 r.
Czekamy...może po 14-ej będzie ciut lepiej. Ja niestety trochę zakatarzyłam. U mnie to jakiś standard. Jak po wszystkich intensywnych przygotowaniach wreszcie mam okazję odpocząć, to wtedy pojawia się zaziębienie. Organizm odpuszcza i tak to się kończy. Biorę witaminę D i inne takie naturalne specyfiki żeby się za mocno nie rozkręciło.
Ale pogoda! No normalnie nie idzie wyjść. Wiatr bardzo duży a do tego śnieg z deszczem. Jeszcze nie było okazji popatrzeć na morze
Dziś ruchy mamy spowolnione. W sumie dopiero zjedliśmy śniadanie. Potem kawa i kawałek poświątecznego piernika a na koniec jak auta pozwoli spacer.
Dobrego dnia
Ja mam tak z opryszczka. Wirusa mam w sobie. Kiedyś miałam kurację i coś z 5 lat po było bez.
Teraz nauczyłam się, żeby nie pić i nie jeść na zewnątrz w chłodne i wietrzne dni, bo to podobnie jak oblizywanie, od razu powoduje powstanie.
Staram się używać pomadki ochronnej, gdy tylko czuję spierzchniete usta.
A wczoraj jeszcze zauważyłam, że wydzielina z nosa. Mnie w takich warunkach zewnętrznych zawsze cieknie z nosa. Zużywam tony chusteczek na zewnątrz. Być może to być główna przyczyna, rozbieram w jakiś sposób mojego wirusa na ustach
Nieoczekiwane wolne hurrra.
Wychodzi, że po świętach przyjechałam na jeden dzień do pracy.
Ale jaki super tydzień w górach.
Smakosiu nie daj się chorobie, chłodne mieszkanie nie jest wspomagaczem.
Pod kołdrę i się wygrzać, skoro pogoda nie zachęca.
Goplana kawę sobie zrobiłam, jakby komuś się jeszcze chciało to mam znowu nową. 4 rodzaje włoskiego espresso, na święta była jakaś promocja.
I jak ktoś reflektuje na świąteczny sernik, wczoraj rozmrozilam.
Coś ostatnio długo śpię, jak nie ja.
Przez co dzień jest krótszy.
Wczoraj szliśmy do kościoła na 10, to było ledwie, ledwie z czasem.
Dzisiaj jest plan z soboty, skoro wolne.
Jaskinia i muzeum.
Ale wracając do wczoraj.
Plan był szlak i po punktach widokowych.
Ale po drodze, kilka minut przed parkingiem szlaku, zobaczyliśmy inny parking, zapełniony samochodami i kładka nad drogą dla pieszych. Pierwsze wrazenie, że to punkt widokowy.
Po zatrzymaniu się przy tablicy informacyjnej, wyszło, że na szlak właściwy nie mamy co się porywać, bo to 6 godzin w obie strony, to wybraliśmy krótki, do punktu widokowego.
Zajęło nam to 1.5 godziny w obie strony. Warto było.
Potem pojechaliśmy na planowany parking.
I okazało się, że szlak trudny, na 6 godzin, do tego z wspinaczka po pętlach z grubych prętów. Późno było.
To pojechaliśmy sobie kręta drogą do punktu widokowego.
I dalej do "kuźni", która okazała się pozostałościa po plantacji (obeszliśmy z zewnątrz, bo zamknięte), miała być przy drodze, która z trzycyfrowym numerem okazała się drogą szybkiego ruchu. I była, tylko dojazd był z drugiej strony, przez teren campusu politechniki, najważniejszej uczelni w Wirginii. Bardzo ładne budynki, było co podziwiać.
Na plantacje i na szlaki wrócimy jeszcze.
Zostawiam kilka zdjęć dla Was. Podziwiajcie góry i krowy (przy muzeum był jakiś wydział weterynaryjny politechniki, a krowy prezentowały się pięknie)
Świetne zdjęcia. Szczególnie upodobałam sobie to drugie
Na fotkach widać tylko oczy, reszta owinięta szalem. Teraz gorąca herbata z imbirem. Połówek rozpalił ten bio kominek i trzeba przyznać, że dobrze nas dogrzewa. A najlepsze jest to, że przenosimy tę "białą kostkę" do łazienki przed myciem i zaraz robi się ciepło.
My właśnie wróciliśmy z 4 km spaceru wzdłuż plaży. Wreszcie jakieś okienko bez deszczu. Ubrałam się grubo, że ledwo zapiełam kurtkę
Czy to elektryk z widokiem płomieni.
Ja mam takie w sypialniach (tyle, że zamontowane w kominek), włączyłam je tylko raz, po przeprowadzce, żeby sprawdzić. Do tej pory nie było potrzeby.
Chyba, żeby dzisiaj wieczorem zrobić nastój, hmm...
Drugie to zdjęcie mojego męża...mnie też bardzo się podoba.
O jak przytulnie tam u Was. Taki kominek to świetna sprawa,nie tylko daje ciepło,ale wspaniały przytulny i romantyczny nastrój. Zawsze o nim marzyłam ,ale mężowski się nie zgodził,bo mówi,że nie będzie co trochę malował okopconej ściany. Mój brat ma i nie narzeka. A malować będą na wiosnę po 9 latach od ostatniego malowania i prawdę mówiąc ja tam nie widzę,by było cokolwiek brudno
Fotki bardzo ładne,śliczne. U nas sernik poszedł w całości. Piernik jeszcze został,codziennie jemy po kawałeczku. Dostaliśmy jeszcze od swatowej,też bardzo dobry,czuć dużo miodu. Swatowa nazywa go piernik Całusek
Witam sobotnio
Już się spakowaliśmy i czas wracać do domu. Od rana jakaś zamieć. Śniegu nasypało bardzo dużo i wiatr nie ustał więc zimnica. Teraz wyszło na chwilę słońce więc Połówek poszedł na krótki spacer a ja w tym czasie ogarnęłam podłogi.
Wracając jeszcze do tego kominka, to on jest na bio paliwo czyli innymi słowy jakiś spirytus. Fajnie się sprawdził, bo dawał sporo ciepła. Nie jest na prąd i nie dymi więc nie brudzi ściany. Przenosiliśmy go do łazienki przed wieczornym dłuższym korzystaniem i w 5 minut było nagrzane. Zrobiłam fotkę dla Was jak jest odsunięty od ściany. To zwyczajnie prostokąt. A inne fotki pokazują jak wygląda gdy jest wygaszony.
No nic, czas się zbierać. Jeszcze tylko kawałek piernika z kawą i w drogę.
Dobrego dnia
Szkoda, że wiele nie uzyliscie z morskich widoków. Ale zawsze to zmiana okoliczności, czas we dwoje, bez codziennych obowiązków.
Dokładnie tak, jak napisałaś. Dla nas najcenniejszy jest ten wspólny czas.
I już ostatni dzień wakacji.
Jutro mąż jedzie do kotów.
Wczoraj był bardzo intensywny dzień.
Najpierw pojechaliśmy do jaskini, ale bilety już były wyprzedane na naszą godzinę, trzeba było czekać całą godzinę na kolejny, dodatkowy, to kupiliśmy na ostatnie zwiedzanie, które okazało się przedostatnim, bo dołożyli jeszcze jeden tour po nas.
A sami pojechaliśmy do muzeum.
Przepiękne zdjęcia nocne pociągów parowych amerykańskiego artysty fotografa amatora.
Ile przygotowan, jaka umiejętność operowania światłem, wyczucie, gdzie ustawić reflektory.
Kupiliśmy album, być może jeden z ostatnich do nabycia. Wznowien może nie być, bo artysta zmarł nim zostały odnalezione jego negatywy, skradzione przez byłą żonę, w czasie ich małżeństwa. Trudno ustalić prawa spadkowe teraz.
Po muzeum obeszlismy sobie centrum miasta, jeszcze jedna wycieczka nas czeka, bo trzeba było jechać do jaskini.
W sumie mogliśmy dłużej chodzić, ale nigdy nie wiadomo co po drodze się wydarzy, lepiej miec zapas.
To poszwedalismy po sklepie ze starociami, który był obok.
Jakie piękne solniczki, miarka do płynów, pojemnik na jajka, maselniczka, ozdoby na stół z jadeitu były.
Plus wiele innych, fajnych "śmieci".
Nabylismy 4 porcelanowe kufle z browaru amerykańskiego budwaisera, sprzedawane co roku na święta. Kolekcja ma ponad 40 egzemplarzy. Ale o tym dowiedziałam się po powrocie do domu.
Gdyby nie cena (orginalna na stronie browaru za bieżące egzemplarze jest wyższa niż to co my zapłaciliśmy za nasze 4 lata, za sztukę, nie komplet,w pudełkach, nieużywane), marzyłaby mi się w posiadaniu. Są przepiękne.
No ale ponad 100 dolarów za te z pierwszych lat serii...
Poza zakupami było jeszcze zwiedzanie jaskini, jak zawsze przepiękna, jak zawsze wywołująca zachwyt. Każda inna. Widzieliśmy sporo nietoperzy. Nazwa - Dixi jest od psa, który wpadł przez dziurę i w ten sposób jaskinia została odkryta. A wyglądał jak pies naszej córki, kupiliśmy jej koszulkę (pytanie na ile prawda w wyglądzie, to było na początku 20 wieku, jak uwieczniono konkretnego psa
Kilka zdjęć dla Was.
Kufle z internetu, żeby pokazać piękno, moje są w samochodzie, jadą z mężem jutro do domu.
Patrzę na te zdjęcia z jaskini i przyszło mi do głowy, że to chyba jedna z piękniejszych. Coś nam wcześniej pokazywałaś przy okazji wyjazdów. My też już trochę widzieliśmy, ale tutaj te formacje skalne i wybarwienia są autentycznie wspaniałe.
Najładniejsza dla mnie jaskinia była w Czechach, pod Praga.
Tam skały rzeczywiście były kolorowe, wyglądały jak jowisz, może w innym układzie kolorów.
No i oczywiście morawski kras.
Tutaj jaskinia była ścisła, w wielu miejscach musieliśmy się kulić i pochylać głowy.
I była rewelacyjnie oświetlona, tak, że światło nie raziło aparatu, jak zazwyczaj. Zdjęcia wychodziły dużo ładniejsze
Ale też przy wsparciu latarki przewodniczki dawało złudzenie innych kolorów. A tam był jedynie zielony, od mchu porastającego formacje skalne.
Ja lubię jaskinie, każda jest inna, każda ma co innego do zaoferowania.
Generalnie staram się omijać prywatne, bo często jest sporo dodatków zabawowych, a mało formacji skalnych.
Ta na zdjęciach w necie wyglądała ładnie, było blisko (niecałe pół godziny od miejsca zamieszkania), to się zdecydowaliśmy.
Byliśmy zaskoczeni, że to prawie godzinny tour. Naprawdę warto było.
Witam niedzielowo
Wróciliśmy po 16-ej więc szybko wszystko rozpakowałam, włączyłam pralkę i można było odsapnąć. Jako, że szykuje nam się 6-go spotkanie rodzinne, to już trzeba planować zakupy. Cały czas coś się dzieje więc nie ma kiedy się nudzić.
Wstałam wcześniej, bo katar nie dał mi pospać.
Jak wczoraj przyjechaliśmy, to nie było tutaj śniegu a dziś rano zaskoczenie, bo za oknem biało.
W drodze powrotnej wyłonił się wczoraj piękny księżyc. Zrobiłam fotkę zza szyby auta więc tak na szybko.
Milej i relaksującej niedzieli życzę
Witam w południe

W przerwie przed obiadowej wpadam do Kawiarenki by się z Wami przywitać i poczęstować Śmietanowcem,którego z resztą połowy już nie ma
U mnie na obiad to samo 1 danie co zwykle a na drugie mam schab po kowalsku,ziemniaki i buraczki zasmażane. A co dobrego u Was?
Śmietanowiec wygląda bardzo apetycznie i pewnie tak smakuje skoro szybko
znika Dobrze, że teraz zagadnęłam
Mam zaparzoną kawę więc już się przysiadam.
Póki co nie mam pojęcia co będę robić na obiad. Po powrocie raczej wykładamy resztki. Zajrzę w razie czego do zamrażalnika
Jak jeszcze z ciasta coś zostało to się przysiadam. Mam kawę, komu, komu.
Wczoraj dzień spędziliśmy w domu, do 3.30 po południu.
Ja ogarnęłam pranie, mąż kupił bilety na wyjazd do Teksasu na marzec, kupione osobno, a miejsca obok siebie mamy. I ustaliliśmy ramowy program 9 dniowej wycieczki na przyjazd szwagrów.
Niestety moje konie (stadnina, gdzie są hodowane), z browaru (te z kufli) wypadły z programu, bo za daleko. Nic to, trzeba poczekać na inny raz. Ja je widziałam na żywo, bo jak byłam z mężem na konferencji, ponad rok temu, to mieliśmy zwiedzanie browaru w programie dla osób towarzyszących.
Potem byliśmy na burgerach. A wieczorem na ostatniej nocy Iluminights.
Jak zwykle pięknie, bajkowo.
Mąż był zachwycony, ja też, choć to drugi raz.
Dzisiaj on jedzie, ja trochę ogarnę mieszkanie potem.
A jutro do pracy. Ciężko będzie po tygodniu laby.
Przyjechałam na jeden dzień pracy, ale wakacje w górach były super. Tego mi trzeba było.
Spałam długo, jak nie ja.
Dzisiaj, aby na pewno zdążyć do kościoła na 9, nastawiłam budzik.
Na obiad to nie mam pojęcia co zrobię, może nic, jak się objem wcześniej, na lunch przed wyjazdem męża będą taco.
Witam poniedziałkowo
No i nowe rachunki. Ciekawa jestem podsumowania za prąd. Za chwilę czyli za jakieś 1,5 godziny zawita u nas ksiądz po kolędzie. Po raz pierwszy od 6 lat. Od czasu wybuchu pandemii kolęda była na poszczególne miejscowości wyłącznie w Kościele. Nawet jak już było po to proboszcz tak praktykował. W tym roku wróciło jak było dawniej.
I przedświątecznie,bo przecież jutro Trzech Króli. Świąt mamy a świąt ostatnio,ale mnie to nie przeszkadza. Lubię ten klimat,potem już jest tak zwyczajnie
Oooo, ksiądz tak wcześnie rano chodzi po kolędzie? jeszcze nigdy z tym się nie spotkałam. W sumie, to fajnie
Tak,zaczyna już od 9:00 a my jesteśmy drugim domem,także niebawem będzie. Ciekawe tylko czy proboszcz czy wikary?
Witam poniedziałkowo
Jestem przy biurku ze stertą papierów i zapisuję sobie (żeby nie zapomnieć) co mam jeszcze zrobić. Początek roku zazwyczaj jest pracowity.
Katar jeszcze trzyma i niestety "sprzedałam" go Połówkowi.
Poranek ze śniegiem. nawet trochę prószy. Na termometrze zero stopni.
Zostawiam Wam gorącą herbatę i zmykam.
Dobrego dnia
I już trzeba do pracy, nie było łatwo wstać.
Po leniuchowaniu trzeba przestawić się na zorganizowanie.
U mnie Trzech Króli było wczoraj, kredę przyniosłam, ale przecież tu, przed wyprowadzką nie będę znaczyć mieszkania. A mąż zapomniał zabrać swojego kawałka.
U mnie na minusie, bez śniegu. Dobrze, ale ciut rozczarowujące, zima w górach bez śniegu.
Już powoli myślę jak się spakować, tym razem do przeprowadzki.
Dużo tego pakowania mam w ostatnim czasie.
Obiecałam zdjęcia wewnątrz. Kiedyś tam
Już z codziennym rozgardiaszem, zamieszkale.
Dwa pomieszczenia - pierwszy salon z kominkiem i "moją " kanapą, plan był, żeby poszła do domu. Zobaczymy co wyjdzie.
I kuchnia.
Reszta ciągle zagracona pudłami, reszta z którą nie wiadomo co zrobić. Meble będą w drugiej połowie stycznia.
Fajna, duża kuchnia. Marzenie wielu gospodyń
Oj prawda. Też bym chciała taką.
Choć miałam, w sumie mam nadal, tyle, że węższa a dłuższą, 17 metrów kwadratowych.
Często taką wielką kuchnię mają Ci, którzy nie gotują albo bardzo mało.
U mnie w pracy praktycznie nie gotują, kupują restauracyjne na wynos, gotowe mrożone albo polprodukty.
Domowego obiadu od podstaw nie zrobisz z tego co mają w domu, musiałbyś iść na zakupy.
Witam wtorkowo i świątecznie
Chleby rosną a ja się zastanawiam jak będzie wyglądał dzień. W planach jest spotkanie rodzinne, każdy coś przynosi więc wczoraj przygotowywałam, ale... Połówek wstał z bólem zatokowym a od wczoraj Smardze na potęgę. Najwyraźniej ja wszystko zapoczątkowałam. Co poradzić. Teraz nie wiem czy pojedziemy ..? Chyba tylko dostarczymy to, co przygotowaliśmy.
Za oknem całkiem przyjemna aura. Miejscami prześwituje słońce. Trochę biało, ale to od wczoraj tak.
Czas na jakieś śniadanie.
Zostawiam gorącą herbatę.
Dobrego dnia
Dziękuję za herbatkę,takiej gorącej było mi trzeba
O to bardzo przykre,że Połówek źle się czuje. Bóle zatokowe są okropne,wiem coś o tym. U mnie najgorzej przy schylaniu,wtedy to tak napiera,że aż mam mroczki w oczach. Miejmy jednak nadzieję,że lek pomoże i spędzicie ten dzień jak planowaliście. A jak nie,to trudno,zdrowie najważniejsze
Witam świątecznie
Miłego świętowania Wszystkim
Ja już po mszy,ale o 11:00 jeszcze wybieramy się na Orszak ,który odbędzie się po raz pierwszy w dziejach naszej parafii. Jestem podekscytowana ,bo nigdy jeszcze nie byłam,widziałam tylko w telewizji. Zobaczymy jak wyjdzie. Pogoda dopisuje więc myślę,że wszystko powinno się udać
U mnie w Polsce pochody zaczęły się jakoś równo z naszym wyjazdem, nigdy nie byłam.
Może kiedyś.
Współczuję chorowania.
Wirus tak ma, że lubi się przemieszczać.
Będziecie mieli najwyżej święto we dwoje.
Mała wczoraj nie miała szkoły. Oczywiście mama zapomniała i pojechały. Miałam komplet w domu.
Wszyscy mieli trudny dzień po długiej przerwie bez obowiązków. Zdążyć na czas.
Mała nauczyła się wiązać buty. I teraz potrzebujemy coś z 15 minut więcej, bo to wszystko nieporadne jeszcze. A bardzo podoba się jej ta nowa umiejętność i nie chce innych butów.
Witam środowo

Dziś z domowych pieleszy. Wzięłam sobie dzień urlopu. Wczoraj byliśmy na tym rodzinnym spotkaniu. Po Ibupromie zatoki Połówek czuł się lepiej więc spędziliśmy miły, rodzinny czas. Dziś odpoczywamy i w zasadzie oboje jeszcze się kierujemy. Trzeba jeszcze nacieszyć się choinką. U nas będzie stała do końca tygodnia. Hm ..może w sobotę wieczorem rozbiorę...? A Wy jeszcze macie? Wczoraj przy śmietniku stało już dużo drzewek. Zawsze trochę mnie smuci ten widok, robi mi się żal.
Czas pomyśleć o śniadaniu. Upiekłam żytni chleb z dużą ilością ziaren kminku. Ależ wyszedł pyszny. Częstujcie się - starczy dla wszystkich
Dobrego dnia
U mnie choinka to do 2 lutego stoi. Mam sztuczną, to nie ma potrzeby martwić się o igły.
W tym roku może być dłużej, bo mąż zaraz po powrocie z rejsu (tydzień po), leci do Kalifornii na konferencję.
Może nie mieć czasu. Zobaczymy.
No i z domu nici. Wczoraj wycofali się z zakupu.
Bo okazało się, że gościu nie miał zarejestrowanych przebudow i napraw, nie zgłosił, nie uzyskal potrzebnych pozwoleń, nie miał przeprowadzonej kontroli zatwierdzajacej.
Także zostaję gdzie jestem.
Dobrze, że gościu nie zrobił wymaganych napraw porządnie. Albo przynajmniej tak, żeby wyglądało porządnie. Nie odpowiadał na telefony odnośnie tego. A wcześniej ponaglal podpisanie umowy ostatecznej. To wzbudziło podejrzenia, ich agent sprawdził i zonk.
Mam dalej garaż i windę, hehehe.
Ostatni dzień w pracy na ponad 2 tygodnie. Dwa tygodnie wakacji.
Jutro do domu, piątek na ostateczne ogarnianie i w sobotę rano w drogę.
A ja na sam wyjazd zarysowałam sobie okulary. Drzwiami od samochodu. Ręka szybciej popchnęła drzwi niż ja zabierałam głowę. Mam wykupiona ochronę, więc nie zapłacę nic.
Ale na rejs ich nie będzie.
Muszę się przyzwyczaić do rysy przez środek.
Ale szczęście, że agent miał "włączoną" czujność, bo potem byłby problem. Ty, jak wnioskuję nie jesteś zawiedziona?
Fajnie, że przed Wami tyle wolnego i kolejne emocje związane z wyjazdem
I tak , i nie.
Cieszyłam się na to nowe lokum - czyste, jasne, nowe z wyglądu. Tu jest ciemno, dużo zakurzonych bibelotow.
Tyle, że tam miałabym puste ściany, jakieś wyposażenie od nich.
Ale o większość musiałabym się upominać, czego nie lubię. Albo po prostu sama bym kupiła.
Tutaj mam wszystko z wyposażenia, gdybym chciała mogłabym spokojnie mieszkać, jedną czy dwoma walizkami ciuchów.
Generalnie każda opcja dobra. To tylko służbowe mieszkanie, na jakiś czas.
Pewnie będą dalej szukać...
Witam czwartkowo
Na zewnątrz fajnie,pogoda sprzyja spacerom bo nie ma mdłego zapachu z kominów tylko świeże zimowe powietrze. Jak ja je lubię
Tak sobie myślę,bo karnawał trwa w najlepsze. Może by tak nasmażyć pączków angielskich (oponki) ser mam,jak i resztę składników,a mężowski je wprost uwielbia. A u Was? Robicie coś karnawałowego czy czekacie dopiero na Tłusty Czwartek? W tym roku wypada 12 lutego
i zimowo
Ja to chyba na Tłusty czwartek. I teraz to już nie zawsze, choć w tym roku może zrobię pączki serowe z mascarpone z air fryera.
Trochę mnie powstrzymuje świadomość, że może być zonk wykreowany przez AI, bo te pieczone nigdy nie wyglądają jak smażone, więc zdjęcie może być oszukane. Ale przepis brzmiał realnie i przekonywująco.
Miałam pospać, ale się nie udało. Obudziłam się kilka minut przed budzikiem, całkowicie wyspana. I okazało się, że zapomniałam wyłączyć budzika na dzisiaj. Być może bym kimnela jeszcze, ale jak zadzwonił, to toaleta wymusiła wstanie.
Nic to, szybciej wyjadę.
Witam czwartkowo
Ech, co ja mam za naturę.
No i się nie wyspałam. Zasnęłam przed 23-cią, ale już myśląc o pracy a to spowodowało pobudkę o 4.30
Poranek piękny, ale mroźny czyli minus dziesięć. Teraz jeszcze świeci słońce i jest minus pięć stopni. Hm...muszę wyjść na pocztę, ale nie chce mi się. Mam jakiegoś lenia. Normalnie jestem śpiąca. No ale trzeba, to trzeba więc zmykam.
Dobrego dnia
Piątek, piąteczek, piąteluniek

Jupi! Jutro się wyśpię!
Dziś musiałam wcześniej wstać, bo miałam sprawę do załatwienia jeszcze przed pracą wiec wszystko na przyspieszonych obrotach. Bardzo zimny poranek. Niby tylko minus dziewięć stopni, ale jest taka wilgotność, że przenika w każdą "dziurkę" ciała. Na drzewach utworzyła się urokliwa szadź.
Dziś dzień zakupów dla rodziców i wspólny obiad. Jeszcze jest Połówek więc spędzimy wspólnie rodzinny czas.
W pracy zaczynam wychodzić z pierwszych, pilnych obowiązków i już jest mniej zamieszania.
Póki co herbata z cytryną a potem czas na pracę.
Dobrego dnia
Witam piątkowo
Mrozik jest ale słonecznie. Śnieg nie pada,drogi przejezdne. Gdy oglądam w telewizji jakie warunki panują gdzie nie gdzie w Polsce no to włos się jeży 
U nas -10 ale co to jest w porównaniu do zim kiedyś,gdzie nie można było normalnie iść takie zaspy i mrozy były. Pamiętam nawet raz jak było -20 to ogłosili ,że dzieci nie idą do szkoły. Jaka radocha była
Poza tym nic nowego, na razie zastanawiam się co zrobić na obiad. Po głowie chodzą mi kluski kładzione a zupa? Hm ,do rozpatrzenia. A u Was?
Piątek, po nocy we własnym łóżku.
Walizki spakowane ze wszystkim na próbę czy się mieści. Wszystko weszło. Mamy po dwie i plecaki.
Ostatnie ogarnianie i jutro rano w drogę.
Wczoraj na obiad była pierś z kurczaka, pokrojona w kostkę z ogromną ilością papryk i sosem BBQ (reszta ze słoika). Jakie to dobre wyszło.
Muszę częściej robić takie szybkie patelnie.
Dzisiaj w planach ryba plus surówka z pora i marchwi, trzeba zjeść pora.
Dzisiaj przychodzą polskie baby. Na chwilę, na kawę, żeby się zobaczyć.
Ja tylko na moment.
Będzie ciężki dzień. Obudziłam się po 1 wyspana, nie mogłam zasnąć, po ponad godzinie stwierdziłam, że chyba nie zasnę i wzięłam telefon, w nadziei, że mnie zmęczy.
Nic z tego...
Nic to, trzeba wytrwać.
Walizki w samochodzie, przydałby się większy, bo się nie mieszczą, przez moją kolumbryne. Ale to była jedyna opcja. Koniecznie muszę kupić nową.
Pora na wczesne śniadanie. I wcześniejszy wyjazd, bo siedzenie niczego nie zmieni.
9 godzin jazdy przed nami.
Dobrej drogi i udanego odpoczynku. Oby zmęczenie pojawiło się dopiero przed spaniem. Trzymajcie się zdrowo
Daj znać jak dojedziesz. Tym czasem szerokiej drogi,już pewnie coraz bliżej celu
Witam sobotnio
Wstałam z lekkim uciskiem zatok i jakoś brak nastroju. Trzeba rozebrać choinkę i powoli zacząć myśleć, że teraz czas wskoczyć w utarty rytm. Połówek jutro wyjeżdża. Zrobimy jakąś kolację wieczorem żeby mieć choć trochę wspólnej przyjemności przed wjazdem. Co poradzić - tak to jest. Tyle się dzieło, odwiedziny, gotowanie, pieczenie, wyjazd a teraz trzeba na codzienność. Obowiązki czekają po każdej stronie.
Póki co kawa i kawałek ciasta.
Dobrego dnia
Rozebrałaś choinkę? ja też się nad tym zastanawiam,zwłaszcza,że powoli zaczyna się sypać. Kiedyś żywą usuwaliśmy tuż po święcie Trzech Króli. Myślę,że jutro na spokojnie rozbiorę,nigdy nie czekam do 2 lutego,jakiś wewnętrzny głos mnie pogania
Pewnie pozostałości z przeszłości,no cóż u mnie tradycja silnie zakorzeniona i po prostu tak mam
Witam niedzielnie
Oczywiście rosół już na piecu się warzy. W takie pogody uwielbiam. Na drugie łopatka ,jeszcze rozważam,rolady czy bitki? Decyzja należy do mężowskiego,choć zawsze jak spytam ,to mówi,nie wiem,zrób co uważasz,a potem mówi a gdzie rolady a zrobiłam bitki 
U nas sypie ''miałki'' śnieżek,gdzie nie gdzie zadymka, -11. Pogoda w sam raz na gorącą miodną herbatę i ciepłe śniadanie. Dziś szakszuka ,dawno nie było,a taka smaczna
A co tam u Was. Ekkore dojechałaś na czas? Odezwijcie się jak znajdziecie chwilkę a tymczasem miłego poranku
Dobra niedzielka


Fajnie jest, zima na całego - sikorki nas oblegają jak nigdy, dostały słonecznik i wcinają aż furczy.
Dla nas mam wiewiórkę, świeżutkie fotki, pachnące czekoladą i rumem - akurat na chłody dla rozgrzewki
Jak zabraknie, to podrzucę kolejne porcje
Smacznej niedzieli:
Idealna ta Twoja Wiewiórka,od razu porywam cały kawał do kawy
ale przepadzita jestem co? Tak smakowicie wygląda a o tej porze roku,to ciągnie do słodkości niestety,ale tam głównie orzechy i jabłuszka to samo zdrowie
A jeszcze czekolada i rum...Niebo w buziuchnie
Oj tak, smakuje bosko
Nie jadłam jeszcze takiego ciasta więc chętnie się przysiądę do małej porcji. Małej, bo przed chwilą jadłam lody i już się zaslodziłam . Ale ciacha nie odpuszczę
To nie jest bardzo słodkie, przeważają jabłka /były ogromne/ + orzechy włoskie i laskowe.
Polecam, pracy mało, smak fajny
Zachęciłaś mnie
Właśnie wydrukowałam sobie przepis. Może w niedzielę upiekę.
Hej hej, ale pyszne ciasto, też się częstuje.
Wczoraj jechalimy, jechalimy i dojechalimy. 11 godzin w podróży. Ale na spokojnie, z postojami i cieszeniem się coraz cieplejsza aura. Max było 29 stopni.
Zatrzymaliśmy się na ogromnej stacji, to był plan, żeby zobaczyć czym się fascynują Amerykanie. Bo to jak obowiązkowy punkt programu.
Jak ostatni raz jechaliśmy, 4 lata temu nie było żadnej, teraz co najmniej jedna w stanie. Moja Karolina ma w budowie, na drodze w góry.
Byłam generalnie rozczarowana.
Na plus tanie bardzo paliwo oraz super czyste, przestronne toalety.
Jedzenie, to co wzięliśmy pyszne- kanapka z beef brisket. Choć wszystko wyłożone w podgrzewaczach, to znika w przeciągu kilku minut i co chwilę donoszą nowe, robione na bieżąco, na oczach wszystkich.
Do tego można kupić różne orzechy w karmelowej skorupce. Ja tylko spróbowałam. Jakie to dobre było, a jakie słodkie.
Minusy
To ogromna stacja. Ogrom samochodów, ogrom ludzi.
To wielki sklep z badziewiem wszelkiego rodzaju, bardzo fajnie wyglądającym, wszystko praktycznie z bobrem, który reklamuje ta stację. Taka pułapka dla podróżnych na wakacjach. My też się złapaliśmy na nią, mam kubek, mąż gatki do spania oraz nabyliśmy magnes.
Obeszlismy mniej niż pół tego sklepu, bo miałam dosyć. A mój mąż uwielbia takie miejsca, ja przeszłam dalej, on został gdzieś z tyłu oglądając jak dziecko.
Brak jakichkolwiek miejsc do siedzenia. Idea grab and go, zjedz w samochodzie.
Generalnie chyba ciężko byłoby zorganizować tyle miejsc.
W drodze będziemy korzystać z tej stacji, ze względu na cenę paliwa i toalety.
Rozmiar nie oszczędza czasu.
Generalnie podróż była miła, bez korków.
Dzisiaj boarding od 13.30.
A rano, od 9 idziemy jeszcze do muzeum lotnictwa.
Kilka zdjęć rozgrzewających w Waszych mroznych klimatach dla Was. A będzie cieplej.
Od patrzenia na te palmy otulone promieniami słońca robi się człowiekowi ciepłej. Ech, tylko pozazdrościć. Fajnie, że zmęczenie Was nie dopadło. Szczególnie Ciebie, bo przecież prawie nie spałaś.
Miłego odpoczynku
Mąż też wstał wcześnie, dlatego pojechaliśmy wcześniej. A on całą drogę jechał. Mnie po drodze parę razy śpik brał, chyba raz przysnęłam, ale akurat wtedy seria smsow mnie obudziła.
Od popołudnia dwa tygodnie intensywnej laby.
Padłam wczoraj o 7.
Ale obudziłam się po 4, wyspana, myślę
W hotelu spotkaliśmy ludzi z naszego rejsu. I też z Greenville, tylko south Carolina
Witam niedzielowo

Melduję, że choinka rozebrana. Oj, smutno się zrobiło. Została tylko ta malutka w doniczce na stole. W kuchni na oknie są światełka i te muszą wystarczyć.
Wczoraj zrobiliśmy sobie kolację z winem i oglądneliśmy film. Miło i spokojnie upłynął nam czas, ale przed 23-cią oboje byliśmy już śpiący. Starość
No a dziś od rana wszystko na przyspieszonych obrotach, bo Połówek szykuje się do wyjazdu. Oby tylko nie było opóźnień z pociągami. Póki co musi pojechać do Berlina a tam wsiada w pociąg.
No a ja...hm...ja wracam na utarte tory i na początek zabieram się za pranie i zmianę pościeli. Upiekłam dla Połówka chleb żeby zabrał ze sobą odrobinę "domu".
Na obiad oczyszczamy lodówkę. Zostały ziemniaki z wczoraj więc podsmażymy a do tego podgrzeję rybę.
Dobrego dnia
Witam poniedziałkowo
U nas zimy ciąg dalszy. W tej chwili pochmurnie i -7 Wpadłam na chwilę się przywitać,bo zaraz mam wyjazd. Najpierw ZUS,potem TAURON i małe zakupy.
Dobrego dnia
Witam poniedziałkowo
A to się zepsuje lodówka, a to nawali spłuczka w toalecie. Zazwyczaj krótko po tym, jak Połówek wyjedzie. 
Dzień mroźny, ale wiatr niewielki więc jest OK.
Wczoraj odkryłam w piwnicy w moim pionie tak skorodowaną rurę odpływową, że autentycznie widać jak płynie woda. To oznacza, że muszę dziś zgłosić ten problem, bo inaczej może zalać wszystkie piwnice. Czaję się jeszcze z tym zgłaszaniem, bo jestem w pracy i nie mogę wyjść a przecież trzeba będzie otworzyć fachowcowi pomieszczenie. Ech, że też nie mogło się to wydarzyć jak był Połówek. Teraz mam problem na głowie. Co to jest, że jak On wyjeżdża, to wtedy pojawia się jakieś "bojowe zadanie"
Na ten tydzień mam sporo spraw. Muszę iść do stomatologa na kontrolne sprawdzenie co tam "w trawie piszczy". Muszę też umówić wizytę do fryzjera, bo już wściekam się na swój wygląd, po zdjęciu czapki. Może uda się w piątek. Kolejne muszę, to ufarbować odrosty. Mam też zaległe dwa spotkania. Może to jakoś zmieszczę w tym tygodniu...?
A póki co praca czeka. Hm...chodzi za mną słodkie. Ależ bym teraz zjadła sobie kawałek świątecznego piernika. Czeka na mnie w domu. Zostało niewiele więc już zaczynam "celebrować" każdy kęs
Zrobiłam gorącą herbatę z imbirem. Częstujcie się.
Dobrego dnia
Hej hej. My już gdzieś na oceanie, płyniemy w świat.
Smakosiu, złe zazwyczaj się staje, gdy zostajemy same. Ja w zeszłym roku tak miałam z pompą ciepła, zepsuła się, gdy mąż wyjechał, a na dworze były wielkie mrozy.
Wczoraj byliśmy w muzeum lotnictwa. Było super. Każdą grupę, nawet dwuosobowa, oprowadzał przewodnik, wtedy można było wejść do. Myśmy nie skorzystali, tylko dołączalismy się do innych na chwilę. Bo było mało czasu. A oni super opowiadali. To byli emerytowani piloci. Musimy wrócić tam.
Potem wejście na statek, wszystko poszło sprawnie, kontrola, ledwie zauważyliśmy to.
Zabraliśmy swoje walizki sami. Pokój był już gotowy.
To rejs bez dzieci, głównie emerycki. Nie ma ograniczeń wiekowych narzuconych, ale urwać dziecko na dwa tygodnie ze szkoły...
Wczoraj na wieczornym przedstawieniu najmłodsza uczestniczka rejsu miała 17 lat. Ja nie widziałam do tej pory nikogo kto wyglądałby na dziecko. Młodo tak, ale już nie dziecko. Było pytanie kto jest nauczycielem, prawie nikt nie wstał. Potem prowadzący się poprawił, był i jest dodał, pół sali wstało.
My jesteśmy w młodszym przedziale wiekowym.
Jedzenia ogrom, nie wiadomo co wybrać, a żołądek jeden.
Dzisiaj dzień na morzu.
Będzie zwiedzanie statku w dalszym ciągu, moczenie w wodzie, leżakowanie. No i jedzenie pomiędzy.
Zostawiam Wam kilka zdjęć.
Ależ to robi wrażenie. Niby wiemy, że te statki hotelowe są takie wielkie, ale zazwyczaj brakuje wyobraźni, że aż tak wielkie. Fajnie się ogląda takie fotki, bo wtedy wyobraźnia działa i ta perspektywa rozmiarów totalnie się zmienia
Czy mi się wydaje, czy na jednym ze zdjęć facet gra na misach?
Dzięki za fotki.
Odpoczywaj!
Ten jest z tych mniejszych.
Co mi akurat bardziej pasuje.
Nie ma tych ogromnych przestrzeni co na mardi gras.
Ale też stanowi całość, spójność.
Mardi Gras dla mnie było mnóstwem "wiosek", bez połączenia.
Tu jest tylko jedna rzecz na nie - atrium jest zajęte przez bar, tak jakby alkohol był w centrum, scena jest piętro czy dwa wyżej, na wysuniętym podeście, gdzie ewentualnie ludzie mogą ich zajść od tyłu, ewidentnie grają do kotleta, to jest do drinka.
Na innych bar był z boku, a widownia miała kontakt z grającymi. Było fajniej.
Wieczorne show, ono jest w teatrze, będzie super, zespół jest bardzo dobry głosowo, będzie się przyjemnie słuchało.
Dzisiejsze śniadanie, brunch - w restauracji z obsługą
Długo się czekało na stolik (rezerwacja przez aplikację, przychodzisz jak dostaniesz info), długo na jedzenie. Ale przez to człowiek mógł zjeść więcej, nie czując tego.
Już na poprzednim rejsie porcje były mniejsze. Ale to dobrze, możesz popróbować więcej, bez przejedzenia.
Kilka zdjęć ze śniadania, mieliśmy stolik przy samym kanale, więc przyjemnie się czekało przy kawie i kolejnych etapach śniadania.
...I pomyśleć, że to wszystko płynie
A jak ludzie dają sobie radę z chorobą morską? Pstryknij nam może jakąś fotkę restauracyjną jak będzie okazja.
To jest restauracja.
Chyba, że chcesz coś z jedzenia.
A co do choroby morskiej. Statek nie buja za bardzo. Nawet jak są fale, to w odczuciu jest spokojniej niż turbulencje w samochodzie.
Człowiek się nie zatacza.
Na mnie nie działa kompletnie. Mój mąż miewa chorobę morską na Bałtyku, tu nic.
W samolocie. Pośpiech przy pisaniu i wybieraniu z podpowiedzi nie tego co trzeba.
Wow,toż to marzenie płynąć takim statkiem,ale masz fajowo. Jak tam pięknie ,aż dech zapiera. Pewnie też nieźle kosztuje taki rejs. W każdym bądź razie nie ważna cena ,jak jest możliwość i okazja to ahoj przygodo jak to mówią
Udanego rejsu i dzięki za przepiękne fotki.
Jeżeli nie chcesz za bardzo szaleć, umiesz zorganizować sobie czas samemu, to jest to jedna z tańszych opcji wakacyjnych. Masz pełne wyżywienie, baseny i leżaki, rozrywkę w cenie.
Wycieczki wykupujesz takie, co co coś pokazują, drinki mogą a nie muszą, na lądzie też płacisz za wszystko.
Nasz pierwszy rejs na 5 dni, dla 3 osób, ze wszystkimi atrakcjami po drodze, kosztował nas mniej niż bilet lotniczy dla jednej.
Znajomi zawsze pytali (każdy chciał wiedzieć ile to kosztuje)- to za osobę, bo tak tanio, nie za 3.
Nasz rejs jest droższy, bo ilość dni. 15 dni wakacji wszędzie kosztuje.
Ale myśmy wzięli to na kredyt 0 %, od operatora, nawet nie czujemy, że spłacamy.
Mamy wykupiony pakiet na drinki i wszelkie napoje. I powiem Wam, że najlepsza jest kawa z darmowego ekspresu w samoobsługowym barze (ta co jest w cenie rejsu). Ta za pieniądze czy nawet w restauracji z gondola były gorsze w smaku.
Witam wtorkowo
No! To się wyspowiadałam
Ostatnio była w ciągłym biegu i z myślami nad głową...co jeszcze zrobić, o czym zapomniałam a co odhaczyć... Wczoraj, po wyjeździe Połówka zrobiło się w domu pusto i cicho. Ta cisza mi nie przeszkadza, ale smutno, że jest tak daleko. Co by nie mówić, to potrzebowałam wczorajszego odpoczynku. Po powrocie do domu, podgrzałam resztki z lodówki czyli miałam taki niby obiad, bo trzeba wyjadać
Coś oglądnęłam, trochę się pouczyłam i prędzej, niż zwykle wskoczyłam do łózka. A tam laptop na kolana i oglądnęłam połowę filmu. Naprawdę odpoczęłam. A! Jeszcze bym zapomniała - zjadłam pół opakowania lodów
Dziś od rana czuje się powolną odwilż. Jeszcze widać resztki śniegu, ale zakładam, że jutro będzie tylko szare błocko.
Póki co, w temacie skorodowanej rury cisza. Wysłałam zgłoszenie i mają się odezwać.
Tradycyjnie zaparzyłam gorącą herbatę z imbirem i goździkami. Częstujcie się.
Dobrego dnia
I już wtorek, ciężko ogarnąć dni tygodnia, trzeba myśleć intensywnie.
Wczorajszy dzień przeleciał ot tak.
Polezelismy trochę na leżakach, pomoczylismy się.
Byliśmy na prelekcji, takiej naukowej o wielorybach, jutro będą delfiny. Byłam zaskoczona, bo sala pełna do ostatniego miejsca. Rejs emerytów pod tym względem jest fajny (kilkoro dzieci się objawiło).
Potem koncert na skrzypcach i piosenek z lat 80tych (w różnych miejscach statku). I wieczorne przedstawienie z muzyką z lat 20-30. Jazzowanie na całego. W pierwszej chwili myśleliśmy, że będzie tylko instrumentalnie.
A i jeszcze przed było przedstawienie wszystkich oficerów i kapitana statku.
A potem dzikie tańce na barze dyrektora rejsu.
Pomiędzy tym wszystkim jedzenie.
Kilka zdjęć, jedno to z naszej sypialni.