Cóż - nie wiem czym fascynują się prawie wszyscy faceci. Film ogladałam już w dorosłym wieku (przekonana przez męża, że to taki hit) i to w kolejnośći jak trzeba - tzn. zaczynając od pierwszego pierwszego odcinka.
Na mnie nie wywarł wrażenia! Ale może to trzeba oglądać jako dziecko, żeby wspominać z sentymentem?
Bezwarunkowo trzeba obejrzeć w dzieciństwie pierwszy raz . Mam do tego filmu szczególny sentyment bo dzięki niemu rzeczywistość PRL zrobiła się bardziej kolorowa. I moc była ze mną.
sadze, ze pierwsze czesci byly czyms bardzo innowacyjnym w tamtych czasach. I wcale nie tylko dla siermieznego PRL-u innowacyjnych. Teraz nowe odcinki i mnie wcale nie kreca - znajduje analogie w muzyce De Phazz - niby rewelacyjne, ale przy dluzszym sluchaniu- nudno sie robi, mimo mistrzowskiego warsztatu.
Miałam hopla na punkcie tego filmu
Mam wrażenie, że nowe części zniszczyły tę magię, którą miały części stare. No i poprawki starym częściom niczego dobrego nie dały. Dlaczego obecnie w kinie ważniejsze są efekty specjalne od treści?
Przykra odpowiedź jest taka, że tzw. przeciętny odbiorca ma taką pojemność mózgu, że treści już nie przetrawi ( o ile słowo treść w ogóle mu się z czymś kojarzy...)
PS A w "Gwiezdnych" nie gustuję, choć (może sobie pochlebiam) jakąś treść mój procesor byłby w stanie przetrawić
ja już mam bilety .Pozostaje tylko sprzedać na popołudnie Nieletnie ( 3-lata , 3m-ce). Chyba zrobię jakieś ciasto na osłodzenie życia Babci, jakże niezawodnej. Może Snikersa?
Ha, poniekąd masz rację, ale domowej roboty biszkopcik z owocami to naprawdę zupełnie co innego - lekkostrawne, pożywne, zdrowe. Na pewno zdrowsze niż landrynka. Moje też lubią landrynki czasem, ale z umiarem i w zasadzie raczej nie przepadają za słodyczami (szczególnie w konfrontacji z kotletem albo pieczonym kurczakiem). Każda przesada jest niedobra, tak uważam, aczkolwiek co do meritum to się z Tobą zgadzam. Od czasu do czasu, niedużo i po posiłkach - to jest wg mnie optymalne (co do słodyczy dla dzieci hehehe oczywiście)
Masz rację , kotlecik przebija wszystko , zwłaszcza z talerza tatusia lub mamusi. Natomiast dorosła część rodziny ( 6 os.) przeprowadziła dzisiaj Snikersa do niebytu. Biszkopt staje się realniejszy, ale co z owocami, skoro z puszki nie mogą być, na morele,winogrona i cytrusy Nieletnia jest uczulona, wiśniami pluje, a po jagodach ma zatwardzenie?
A mrożone wiśnie albo maliny? No i są jeszcze jabłka, gruszki też się pokazały w sklepach choć te akurat są troche drogie u nas 4,50 kilogram.
Można dostać w sklepach.
A u nas w sklepach mozna dostać , zwłaszcza gdy się nie chce płacić. W co można dostać nie precyzuję , bo nie chcę użyć słów uznawanych za obelzywe, a tylko te niestety mają właściwe brzmienie. Pozdrawiam.
Nieletnia wtedy coś ok.1,5 roku, po tygodniowej biegunce zrobiła normalną kupę. Wynoszę nocnik i zachwycam się "Ach jaka śliczna kupa, jak się mamie podoba". Nieletnia życzliwie: " to nie wyrzucaj".
he, he
Mnie ostatnio mój syn (4) skwitował na światłach - nie dość prędko ruszyłam - "jedź, już bardziej zielone nie będzie". Jakie te bachory pyskate teraz...
Temat się zrobił całkiem nie gwiezdnowojenny, ale równie miły. Moje chłopię w wieku 4 lat, w czeskiej restauracji do pani kelnerki - "przecież ja tego nie zamawiałem" na widok warzyw na talerzu, obok dania głównego.
Młodsze, wtedy ciut ponad roczne, aby nie było mu smutno dostało też podkładkę pod butelkę ze smoczkiem. Odwróciłam się na moment- i zamiast piwka miałam butelkę z soczkiem marchewkowym. Bestia zamieniła.
witajcie kochani, a może tak parę słow o ukochanym filmie mojego dzieciństwa
Cóż - nie wiem czym fascynują się prawie wszyscy faceci. Film ogladałam już w dorosłym wieku (przekonana przez męża, że to taki hit) i to w kolejnośći jak trzeba - tzn. zaczynając od pierwszego pierwszego odcinka.
Na mnie nie wywarł wrażenia! Ale może to trzeba oglądać jako dziecko, żeby wspominać z sentymentem?
Bezwarunkowo trzeba obejrzeć w dzieciństwie pierwszy raz . Mam do tego filmu szczególny sentyment bo dzięki niemu rzeczywistość PRL zrobiła się bardziej kolorowa. I moc była ze mną.
sadze, ze pierwsze czesci byly czyms bardzo innowacyjnym w tamtych czasach. I wcale nie tylko dla siermieznego PRL-u innowacyjnych. Teraz nowe odcinki i mnie wcale nie kreca - znajduje analogie w muzyce De Phazz - niby rewelacyjne, ale przy dluzszym sluchaniu- nudno sie robi, mimo mistrzowskiego warsztatu.
Miałam hopla na punkcie tego filmu
Mam wrażenie, że nowe części zniszczyły tę magię, którą miały części stare. No i poprawki starym częściom niczego dobrego nie dały. Dlaczego obecnie w kinie ważniejsze są efekty specjalne od treści?
Przykra odpowiedź jest taka, że tzw. przeciętny odbiorca ma taką pojemność mózgu, że treści już nie przetrawi ( o ile słowo treść w ogóle mu się z czymś kojarzy...)
PS A w "Gwiezdnych" nie gustuję, choć (może sobie pochlebiam) jakąś treść mój procesor byłby w stanie przetrawić
No jestem wielką fanką tej trylogii. Nie mogę doczekać się już premiery ostatniej niestety części.
Klio
~(*_*)~
ja już mam bilety .Pozostaje tylko sprzedać na popołudnie Nieletnie ( 3-lata , 3m-ce). Chyba zrobię jakieś ciasto na osłodzenie życia Babci, jakże niezawodnej. Może Snikersa?
Może lepiej biszkopcik, babci cholesterol nie skoczy a i dzieci zjedzą... Albo ciasteczka owsiane
Babcia ma cholesterol bez zastrzeżeń natomiast Nieletnie są za młode na takie przyjemności
3 lata? Za małe?
Na razie nie je słodyczy oprócz epizodów z landrynkami ( niania). Im później się dowie tym lepiej
Ha, poniekąd masz rację, ale domowej roboty biszkopcik z owocami to naprawdę zupełnie co innego - lekkostrawne, pożywne, zdrowe. Na pewno zdrowsze niż landrynka. Moje też lubią landrynki czasem, ale z umiarem i w zasadzie raczej nie przepadają za słodyczami (szczególnie w konfrontacji z kotletem albo pieczonym kurczakiem). Każda przesada jest niedobra, tak uważam, aczkolwiek co do meritum to się z Tobą zgadzam. Od czasu do czasu, niedużo i po posiłkach - to jest wg mnie optymalne (co do słodyczy dla dzieci hehehe oczywiście)
Masz rację , kotlecik przebija wszystko , zwłaszcza z talerza tatusia lub mamusi. Natomiast dorosła część rodziny ( 6 os.) przeprowadziła dzisiaj Snikersa do niebytu. Biszkopt staje się realniejszy, ale co z owocami, skoro z puszki nie mogą być, na morele,winogrona i cytrusy Nieletnia jest uczulona, wiśniami pluje, a po jagodach ma zatwardzenie?
A mrożone wiśnie albo maliny? No i są jeszcze jabłka, gruszki też się pokazały w sklepach choć te akurat są troche drogie u nas 4,50 kilogram.
Można dostać w sklepach.
Klio
~(*_*)~
Ale masz fajnie, u Was w sklepach można coś dostać.....u nas cholerka można tylko kupić, dranie nic nie chcą dać,
Bahus
A u nas w sklepach mozna dostać , zwłaszcza gdy się nie chce płacić. W co można dostać nie precyzuję , bo nie chcę użyć słów uznawanych za obelzywe, a tylko te niestety mają właściwe brzmienie. Pozdrawiam.
A jabłuszka poczciwe? Z cynamonkiem?
Jak Wy możecie jeść ten cynamon...brrrrr.... :))))
Bahus
przy poczciwych jabłuszkach z cynamonem Nieletnia ucieka z krzykiem " zabierz tę pryskankę"- cokolwiek to znaczy
Nieletnia wtedy coś ok.1,5 roku, po tygodniowej biegunce zrobiła normalną kupę. Wynoszę nocnik i zachwycam się "Ach jaka śliczna kupa, jak się mamie podoba". Nieletnia życzliwie: " to nie wyrzucaj".
he, he
Mnie ostatnio mój syn (4) skwitował na światłach - nie dość prędko ruszyłam - "jedź, już bardziej zielone nie będzie". Jakie te bachory pyskate teraz...
Temat się zrobił całkiem nie gwiezdnowojenny, ale równie miły. Moje chłopię w wieku 4 lat, w czeskiej restauracji do pani kelnerki - "przecież ja tego nie zamawiałem" na widok warzyw na talerzu, obok dania głównego.
Młodsze, wtedy ciut ponad roczne, aby nie było mu smutno dostało też podkładkę pod butelkę ze smoczkiem. Odwróciłam się na moment- i zamiast piwka miałam butelkę z soczkiem marchewkowym. Bestia zamieniła.