Akurat mnie musiało spotkać coś takiego. Mmy nowego naczelnego. Poprosił mnie na rozmowę i wyraził życzenie, że jak będę planował następną podróż służbową do Budapesztu czy Warszawy, itp., mam go o tym powiadomić, bo on chce mi towarzyszyć. Gdy się o tym dowiedział jego zastępca, a jednocześnie mój bezpośredni szef, powstał konflikt. Mój boss nie życzy sobie aby tamten ze mną jechał. Mówię mu > powiedz mu o tym sam, że nic z tego. Ja otrzymałem polecenie służbowe i muszę się tego trzymać. Twoim szefem jestem ja i masz robić to co ja Ci każę. Chwilowo nie planuję żadnych próży i wziąłem ich na przeczekanie, ale to nie może trwać w nieskończoność. No kurka wodna - co mam robić?
Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by naczelny porozmawiał z Twoim szefem.
Użytkownik klio napisał w wiadomości: > Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów > łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli > masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by > naczelny porozmawiał z Twoim szefem.klio~(*_*)~
To miłe z Twojej strony, że mi dajesz radę, ale nie mogę z tym iść do naczelnego, bo to jest tak jakbym poszedł do tatusia ze skargą na mamusię. Mogę sobie ze swojego bossa zrobić osobistego wroga. Zwłaszcza, że z moim szefem pracuję od 15 lat, a tamten (choć naczelny) jest w firmie nowym człowiekiem.
To nie tak. Tu nie chodzi o skarge tylko by sami zdecydowali. Znam takie sytuacje. I jak dotej pory najbardziej sprawdziła się właśnie taka postawa. Niech sami zdecydują czy ma z Tobą jechać czy nie. W końcu jest to konflikt na wyższym szczeblu. Jeśli pracownik wybiera do której decyzji się dostosować a którą odrzucić na pewno mu się dostanie.
Moim skromnym zdaniem obaj szefowie powinni cos ustalić między sobą. Najlepij porozmawiaj z bezposrednim zwierzchnikiem, zeby sam przedyskutował z naczelnym tego rodzaju kwestie. Swoja drogą dziwne układy macie w tej firmie. U mnie, mimo że każdy dział ma swojego dyrektora, nikt nie podważa decyzji dyrektora generalnego.
Kurcze, to faktycznie masz zagwostkę. Jak na mój gust, to jest tylko jedno wyjście. Tutaj wracam do Twojej pierwszej rozmowy z bossem. Na razie przeczekałabym do momentu aż przyjdzie czas kolejnego wyjazdu. Wówczas ponowiłabym prośbę aby boss sam poinformował naczelnego, że nie życzy sobie łączenia wyjazdów ( przez dwie osoby ). Może gdy minie trochę czasu, ochłonie i przemyśli w jak kiepskiej stawia Ciebie sytuacji. Natomiast jeśli nie zmieni zdania i obarczy tym Ciebie nie pozostaje nic innego, jak poinformować naczelnego, że boss właśnie taką podjął decyzję. Oczywiście przed tym poinformowałabym bossa, że nie bacząc na 15 lat wspólnej pracy stawia Cię w tak niezręcznej sytuacji, i że nie masz wyjścia więc nie będziesz kręcił tylko poinformujesz naczelnego o decyzji bossa. Strasznie wkurzają mnie takie sytuacje. One naświetlają nam wyraźnie z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Co gorsza trzeba być mimo wszystko dyplomatą i jakoś odnaleźć się w tej całej sytuacji. Trzymam za Ciebie kciuki. A tak na pocieszenie - jak to mawiają :"Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija". Powodzenia i daj kiedyś znać jak udało Ci się rozwiązać problem.
Użytkownik klio napisał w wiadomości: > Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów > łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli > masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by > naczelny porozmawiał z Twoim szefem.klio~(*_*)~
Myślę, że jest tylko jedno rozwiązanie. Przy najbliższym wyjeździe należy poinformować obu szefów. Jeżeli pomysł ten nie podoba się bezpośredniemu przełożonemu to powinien o tym porozmawiać z naczelnym. Jest to sprawa pomiędzy nimi - walka o wpływy powinna odbyć się między nimi bezpośrednio a nie za pośrednictwem pracownika, który zawsze jest na pozycji straconej. Ponadto, jeżeli uważa, że z jakichś powodów nie powinniście jechać razem - to powinien przedstawić argumenty (i to naczelnemu). Stwierdzenie, ze sobie nie życzy jest niepoważne - ale jak jest taki mądry to niech sam to to powie w bezpośredniej rozmowie z naczelnym. Tylko czy starczy mu odwagi ....?. Życzę powodzenia
W którą stronę się nie zkręcę, to d... mam z tyłu. Wynik jest jasny. Co bym nie zrobił dostanę po tyłku. Dwa koła młyńskie zawsze zmielą ziarnko na mąkę.
Użytkownik EWA007 napisał w wiadomości: > A wydawało mi się, że jesteś całkiem dużym chłopczykiem...
Nie sądzę aby ta uwaga była na miejscu. Czasami to, co wydaje się łatwe i oczywiste, jest w rzeczywistości nieco bardziej skomplikowane i wymaga przemyślenia. Ja cenię sobie to, że Lubczyk "przyszedł" z tymi refleksjami do nas i ma ochotę w naszym towarzystwie wszystko jeszcze raz przeanalizować. To nie oznacza, że sam nie poradzi sobie z tym problemem. Co kilka głów - to nie jedna. Warto czasami rozładować emocje w czyimś towarzystwie a potem na "chłodno" podjąć decyzję. Przemyśl to. Pozdrawiam.
Nie, nie, aż tak źle nie jest, tzn. z tyłkiem się zgadza ale szefów można wziąć sposobem i sprawę raz na zawsze odłożyć ad acta. Wyobaź sobie, że Ty musisz nagle, natychmiast pojechać do Budapesztu (bo to od Ciebie najbliżej), a akkkurrrat Twój szef ma terminy, których nie może przełożyć... no taki pech... W drodze powrotnej z Budapesztu wstępujesz do Demela na Kohlmarkt (będziesz przecież wracał przez Wiedeń) i kupujesz torcik Sachera dla sekretarki od terminów szefa. Masz jeszcze jakiś rebusik? Dein gschamster Diener...
Akurat mnie musiało spotkać coś takiego. Mmy nowego naczelnego. Poprosił mnie na rozmowę i wyraził życzenie, że jak będę planował następną podróż służbową do Budapesztu czy Warszawy, itp., mam go o tym powiadomić, bo on chce mi towarzyszyć. Gdy się o tym dowiedział jego zastępca, a jednocześnie mój bezpośredni szef, powstał konflikt. Mój boss nie życzy sobie aby tamten ze mną jechał. Mówię mu > powiedz mu o tym sam, że nic z tego. Ja otrzymałem polecenie służbowe i muszę się tego trzymać.
Twoim szefem jestem ja i masz robić to co ja Ci każę. Chwilowo nie planuję żadnych próży i wziąłem ich na przeczekanie, ale to nie może trwać w nieskończoność.
No kurka wodna - co mam robić?
Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by naczelny porozmawiał z Twoim szefem.
klio
~(*_*)~
Użytkownik klio napisał w wiadomości:
> Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów
> łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli
> masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by
> naczelny porozmawiał z Twoim szefem.klio~(*_*)~
To miłe z Twojej strony, że mi dajesz radę, ale nie mogę z tym iść do naczelnego, bo to jest tak jakbym poszedł do tatusia ze skargą na mamusię. Mogę sobie ze swojego bossa zrobić osobistego wroga. Zwłaszcza, że z moim szefem pracuję od 15 lat, a tamten (choć naczelny) jest w firmie nowym człowiekiem.
To nie tak. Tu nie chodzi o skarge tylko by sami zdecydowali. Znam takie sytuacje. I jak dotej pory najbardziej sprawdziła się właśnie taka postawa. Niech sami zdecydują czy ma z Tobą jechać czy nie. W końcu jest to konflikt na wyższym szczeblu. Jeśli pracownik wybiera do której decyzji się dostosować a którą odrzucić na pewno mu się dostanie.
klio
~(*_*)~
Moim skromnym zdaniem obaj szefowie powinni cos ustalić między sobą. Najlepij porozmawiaj z bezposrednim zwierzchnikiem, zeby sam przedyskutował z naczelnym tego rodzaju kwestie.
Swoja drogą dziwne układy macie w tej firmie. U mnie, mimo że każdy dział ma swojego dyrektora, nikt nie podważa decyzji dyrektora generalnego.
Kurcze, to faktycznie masz zagwostkę. Jak na mój gust, to jest tylko jedno wyjście. Tutaj wracam do Twojej pierwszej rozmowy z bossem. Na razie przeczekałabym do momentu aż przyjdzie czas kolejnego wyjazdu. Wówczas ponowiłabym prośbę aby boss sam poinformował naczelnego, że nie życzy sobie łączenia wyjazdów ( przez dwie osoby ). Może gdy minie trochę czasu, ochłonie i przemyśli w jak kiepskiej stawia Ciebie sytuacji. Natomiast jeśli nie zmieni zdania i obarczy tym Ciebie nie pozostaje nic innego, jak poinformować naczelnego, że boss właśnie taką podjął decyzję. Oczywiście przed tym poinformowałabym bossa, że nie bacząc na 15 lat wspólnej pracy stawia Cię w tak niezręcznej sytuacji, i że nie masz wyjścia więc nie będziesz kręcił tylko poinformujesz naczelnego o decyzji bossa. Strasznie wkurzają mnie takie sytuacje. One naświetlają nam wyraźnie z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Co gorsza trzeba być mimo wszystko dyplomatą i jakoś odnaleźć się w tej całej sytuacji. Trzymam za Ciebie kciuki. A tak na pocieszenie - jak to mawiają :"Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija". Powodzenia i daj kiedyś znać jak udało Ci się rozwiązać problem.
Użytkownik klio napisał w wiadomości:
> Poinformować naczelnego, że Twój szef nieżyczy sobie takich wyjazdów
> łączonych. Powiedz, że osobiście nie masz nie przeciwko (nawet jeśli
> masz) ale dostostujesz sie do tego co obaj sobie sami wyjaśnią. Poproś by
> naczelny porozmawiał z Twoim szefem.klio~(*_*)~
Wykasowano, bo się odpowiedż powtórzyła
Myślę, że jest tylko jedno rozwiązanie. Przy najbliższym wyjeździe należy poinformować obu szefów. Jeżeli pomysł ten nie podoba się bezpośredniemu przełożonemu to powinien o tym porozmawiać z naczelnym. Jest to sprawa pomiędzy nimi - walka o wpływy powinna odbyć się między nimi bezpośrednio a nie za pośrednictwem pracownika, który zawsze jest na pozycji straconej. Ponadto, jeżeli uważa, że z jakichś powodów nie powinniście jechać razem - to powinien przedstawić argumenty (i to naczelnemu). Stwierdzenie, ze sobie nie życzy jest niepoważne - ale jak jest taki mądry to niech sam to to powie w bezpośredniej rozmowie z naczelnym. Tylko czy starczy mu odwagi ....?. Życzę powodzenia
W którą stronę się nie zkręcę, to d... mam z tyłu. Wynik jest jasny. Co bym nie zrobił dostanę po tyłku. Dwa koła młyńskie zawsze zmielą ziarnko na mąkę.
A wydawało mi się, że jesteś całkiem dużym chłopczykiem...
Użytkownik EWA007 napisał w wiadomości:
> A wydawało mi się, że jesteś całkiem dużym chłopczykiem...
Nie sądzę aby ta uwaga była na miejscu. Czasami to, co wydaje się łatwe i oczywiste, jest w rzeczywistości nieco bardziej skomplikowane i wymaga przemyślenia. Ja cenię sobie to, że Lubczyk "przyszedł" z tymi refleksjami do nas i ma ochotę w naszym towarzystwie wszystko jeszcze raz przeanalizować. To nie oznacza, że sam nie poradzi sobie z tym problemem. Co kilka głów - to nie jedna. Warto czasami rozładować emocje w czyimś towarzystwie a potem na "chłodno" podjąć decyzję. Przemyśl to. Pozdrawiam.
Nie, nie, aż tak źle nie jest, tzn. z tyłkiem się zgadza ale szefów można wziąć sposobem i sprawę raz na zawsze odłożyć ad acta.
Wyobaź sobie, że Ty musisz nagle, natychmiast pojechać do Budapesztu (bo to od Ciebie najbliżej), a akkkurrrat Twój szef ma terminy, których nie może przełożyć... no taki pech...
W drodze powrotnej z Budapesztu wstępujesz do Demela na Kohlmarkt (będziesz przecież wracał przez Wiedeń) i kupujesz torcik Sachera dla sekretarki od terminów szefa.
Masz jeszcze jakiś rebusik?
Dein gschamster Diener...