mogę się domyśleć ....mam przyjaciółkę też to przeszła , ale teraz już jest szcześliwa z kims innym..........a mąż chciał wrócić po tym co jej zrobił .....dlatego ja jestem zdania , ze nie warto!
Nie odpowiem nie, bo w życiu nigdy nic nie wiadomo. świadomie, z przekonań nie powinno się zdarzyć. za krótka przyjemność za długi żal i wyrzuty sumienia, z którymi trzeba byłoby żyć ale... może się zdażyć, jak mówi przysłowie "baba pijana. d.. sprzedana" - potem pozostaje niesmak, świadomosć zbrukania, ale stać się może. czy będę tak pijana, aby niczego nie kontrolować - nie wiem druga sytuacja - chęć zrobienia na złość, dokuczenia pod wpływem złości, wzburzenia. czy będę kiedyć tak wzburzona, żeby zdradzić męża - nie wiem.
i pewnie znalazłoby się jeszcze trochę takich sytuacji, w których mogłabym odpowiedzieć na pewno nie, ale tak naprawdę nie wiem jak się zachowam
Zakochanie jest przelotnym stanem ducha , który moze zdarzyc się każdemu , niezależnie od stanu cywilnego . Ale oprócz porywów serca i rozszalałych emocji jest jeszcze rozum , który potrafi powiedziec - nie . Bo jest coś ważniejszego niż krótkotrwała przyjemność . Jest miłość , którą obiecało się już komuś innemu . Jest zaufanie , którym darzą się dwie osoby . Jest w końcu decyzja woli trwania przy sobie niezależnie od okoliczności . Jeśli obydwie strony w małżeństwie tak to pojmują , to nie widzę szansy na zdradę . Dlatego nie zostawiam żadnej furtki : <a co, jeśli ....> Nie pozwolę sobie na żadne< jeśli >.
Życie jest tylko życiowe i nigdy nie należy mówić nigdy /ale to są moje no powiedzmy zasady/ i jak to ktoś mądry życiowo powiedział??? "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono..."
Wisława Szymborska to powiedziała. Uwielbiam ten cytat. I tak właśnie jest. Czlowiek nie może powiedzieć że coś by zrobił lub że czegoś nie zrobiłby za żadne skarby świata. Bo musiałby kłamać. Ponieważ dopuki w danej sytuacji nie byłeś nie możesz powiedzieć na 100% co byśzrobił.
Cóż ... to , co może nas spotkać w życiu jest w znaczniej części zupełnie od nas niezależne . . Ale nad tą małą częścią która jednak zależy od nas samych trzeba pracować . Stawiać sobie wymagania . Mieć poprzeczkę wysoko, a nie tam gdzie wygodnie . Różnie w życiu się układa . Czasem tej wielkiej miłości nie starcza na całe małżeństwo. Ale jeśli się zakłada , że możliwy jest skok w inne ramiona ( bo się zakocham bez pamięci ...) , to tak , jakby już z góry człowiek dawał sobie rozgrzeszenie , zostawiał sobie otwartą furtkę . Dlatego wypowiadając się li i jedynie we własnym imieniu mówię : nie , nie dopuszczam do takiej sytuacji . Zakochanie się to nie jest miłość . Nikogo nie oceniam . Nie twierdzę , że pierwszy związek zawsze musi byc udany i że trzeba trwać w nim nie zważając na nic . Czasem to drugi związek układa we właściwy sposób życie . A co do tego , do czego zdolny jest człowiek ... hmmmm... mam nadzieję , że życie nie rzuci mnie wraz z samolotem w Andy , gdzie zjada się kolegów z drużyny , bo nic innego do jedzenia nie ma . Są różne ekstremalne sytuacje . Ale moje zdanie na temat wierności i wymagań , jakie sama sobie stawiam pozostaje niezmienne .
zdanie zdaniem, postawienie poprzecznik wysoko. dla mnie też na dzień dzisiejszy odpowiedź brzmi "NIE", ale co będzie za te x lat? miesięcy? jeżeli by się przytrafiło nie dam sobie rozgrzeszenia, wiem, że będę musiała z tym żyć - a to będzie największa kara - świadomość.
No wlasnie nie powinno byc zadnego <jesli>tak jak till pisze.U mnie tez nie bylo zadnego jesli choc w polowie malzenstwa zupelnie bezwiednie mialam adoratora o tym nie wiedzac ow pan po jakims czasie przy spotkaniu u znajomych zaczol mowic wlasnie o tym itd.Zdecydowanie powiedzialam nie dlatego ze mialam rodzine ktora kochalam i nie bralam pod uwage zadnego jesli.Po jakims czasie moj w tej chwili byly maz okazalo sie ze zdazylo mu sie wlasnie takie"jesli".Przymykalam na to oko bo byla rodzina ktora kochalam i dla niej postanowilam walczyc.Jakos sie wyklarowalo i bylo przez dlugi czas ok.Pozniej mojemu bylemu przydarzylo sie znow "jesli" ale tym razem to bylo takie zauroczenie i takie niby pewne uczucie ze rozstalismy sie.Teraz z perspektywy czasu sadze ze wtedy nie bylo warto ratowac tego w polowie mojego malzenstwa tym bardziej ze wyszly tez inne sprawki mojego bylego pozniej.Sumujac to wszystko moj byly niby tak bardzo kochal owa osobe w tej chwili maja dziecko ktore ma kilka miesiecy i juz nie sa razem(czyzby dziewczyna przejrzala wczesniej niz ja na oczy a ja ciagnelam to az 12 lat bo myslalam ze bedzie lepiej)Od prawie 3 lat mam nowa rodzine jest zupelnie inaczej niz w poprzednim zwiazku moge na mojej polowce polegac obojetnie coby sie nie dzialö i jestem szczesliwa.Moja corka ma bardzo dobry kontakt z moim partnerem ktory poswieca jej wiecej czasu niz jej prawdziwy ojciec do tej pory wogole poswiecil.I oby tak pozostalo...Nikomu oczywiscie nie zycze zdrady!!I przyzywania takich wrazen!!Pozdrawiam
Ja wiem! Nie jestem tym typem czlowieka. Gdybym sie "zapatrzyla", co sie oczywiscie kazdemu zdarzyc moze, musialabym sie zastanowic czego mi w stalym zwiazku brakuje albo ...sie rozstac ze stalym partnerem.Wszystko zaleznie od sytuacji i stanu zwiazku. Zylam 12 lat w nieudanym malzenstwie i choc moj byly maz wrecz chorobliwie zazdrosnybyl nigdy go nie zdradzilam. Teraz zyje w udanym zwiazku i zdrada mi nie w glowie.
to dziś inne pytanko heh .....czy wiecie na 100% , ze gdyby przydażyla Wam się okazja do zdrady , to powiedzielibyście nie!!!!! ??
Olusiu:
http://wielkiezarcie.com/forum_watek.php?id=57265&post=57498
Janek
pytam dlatego , że teraz tyle rozwodów , i to w najlepszych malżeństwach ?? czemu tak się dzieje???
Teraz juz,nie!!!zostałam zdradzona....nie chciej wiedzidzieć jak to boli......
mogę się domyśleć ....mam przyjaciółkę też to przeszła , ale teraz już jest szcześliwa z kims innym..........a mąż chciał wrócić po tym co jej zrobił .....dlatego ja jestem zdania , ze nie warto!
Nie odpowiem nie, bo w życiu nigdy nic nie wiadomo. świadomie, z przekonań nie powinno się zdarzyć. za krótka przyjemność za długi żal i wyrzuty sumienia, z którymi trzeba byłoby żyć ale...
może się zdażyć, jak mówi przysłowie "baba pijana. d.. sprzedana" - potem pozostaje niesmak, świadomosć zbrukania, ale stać się może. czy będę tak pijana, aby niczego nie kontrolować - nie wiem
druga sytuacja - chęć zrobienia na złość, dokuczenia pod wpływem złości, wzburzenia. czy będę kiedyć tak wzburzona, żeby zdradzić męża - nie wiem.
i pewnie znalazłoby się jeszcze trochę takich sytuacji, w których mogłabym odpowiedzieć na pewno nie, ale tak naprawdę nie wiem jak się zachowam
i tu chyba masz racje , nie można być pewnym tego , że się nigdy nie zdradzi kogoś kogo się kocha.....bolesna prawda
Zakochanie jest przelotnym stanem ducha , który moze zdarzyc się każdemu , niezależnie od stanu cywilnego . Ale oprócz porywów serca i rozszalałych emocji jest jeszcze rozum , który potrafi powiedziec - nie .
Bo jest coś ważniejszego niż krótkotrwała przyjemność .
Jest miłość , którą obiecało się już komuś innemu . Jest zaufanie , którym darzą się dwie osoby . Jest w końcu decyzja woli trwania przy sobie niezależnie od okoliczności . Jeśli obydwie strony w małżeństwie tak to pojmują , to nie widzę szansy na zdradę .
Dlatego nie zostawiam żadnej furtki : <a co, jeśli ....>
Nie pozwolę sobie na żadne< jeśli >.
Krótko i rzeczowo. Brawo Till
.
Janek
Życie jest tylko życiowe i nigdy nie należy mówić nigdy /ale to są moje no powiedzmy zasady/ i jak to ktoś mądry życiowo powiedział??? "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono..."
Wisława Szymborska to powiedziała. Uwielbiam ten cytat. I tak właśnie jest. Czlowiek nie może powiedzieć że coś by zrobił lub że czegoś nie zrobiłby za żadne skarby świata. Bo musiałby kłamać. Ponieważ dopuki w danej sytuacji nie byłeś nie możesz powiedzieć na 100% co byśzrobił.
Cóż ... to , co może nas spotkać w życiu jest w znaczniej części zupełnie od nas niezależne . .
Ale nad tą małą częścią która jednak zależy od nas samych trzeba pracować . Stawiać sobie wymagania . Mieć poprzeczkę wysoko, a nie tam gdzie wygodnie .
Różnie w życiu się układa . Czasem tej wielkiej miłości nie starcza na całe małżeństwo. Ale jeśli się zakłada , że możliwy jest skok w inne ramiona ( bo się zakocham bez pamięci ...) , to tak , jakby już z góry człowiek dawał sobie rozgrzeszenie , zostawiał sobie otwartą furtkę . Dlatego wypowiadając się li i jedynie we własnym imieniu mówię : nie , nie dopuszczam do takiej sytuacji . Zakochanie się to nie jest miłość .
Nikogo nie oceniam . Nie twierdzę , że pierwszy związek zawsze musi byc udany i że trzeba trwać w nim nie zważając na nic . Czasem to drugi związek układa we właściwy sposób życie .
A co do tego , do czego zdolny jest człowiek ... hmmmm... mam nadzieję , że życie nie rzuci mnie wraz z samolotem w Andy , gdzie zjada się kolegów z drużyny , bo nic innego do jedzenia nie ma . Są różne ekstremalne sytuacje . Ale moje zdanie na temat wierności i wymagań , jakie sama sobie stawiam pozostaje niezmienne .
zdanie zdaniem, postawienie poprzecznik wysoko. dla mnie też na dzień dzisiejszy odpowiedź brzmi "NIE", ale co będzie za te x lat? miesięcy? jeżeli by się przytrafiło nie dam sobie rozgrzeszenia, wiem, że będę musiała z tym żyć - a to będzie największa kara - świadomość.
:))))) jeżeli miałoby się przytrafić , to osobiście Ci wyleję kubeł zimnej wody przed , żebyś nie musiała się potem tak karać świadomością :)))))
o jak miło, że mogę już dzisiaj wyłączyć rozum! Till będzie za mnie wszystkiego pilnować
;))))))))))) raczej nie będzie :))))))))))) nie masz co się cieszyć na zapas ;)))))))))
Idę pilnować własnych spraw ;))))))
a juz miałam nadzieję... i zamiast wspaniałego różowego życia.... znowu trzeba samodzielnie zdradzie mówić nie...
No wlasnie nie powinno byc zadnego <jesli>tak jak till pisze.U mnie tez nie bylo zadnego jesli choc w polowie malzenstwa zupelnie bezwiednie mialam adoratora o tym nie wiedzac ow pan po jakims czasie przy spotkaniu u znajomych zaczol mowic wlasnie o tym itd.Zdecydowanie powiedzialam nie dlatego ze mialam rodzine ktora kochalam i nie bralam pod uwage zadnego jesli.Po jakims czasie moj w tej chwili byly maz okazalo sie ze zdazylo mu sie wlasnie takie"jesli".Przymykalam na to oko bo byla rodzina ktora kochalam i dla niej postanowilam walczyc.Jakos sie wyklarowalo i bylo przez dlugi czas ok.Pozniej mojemu bylemu przydarzylo sie znow "jesli" ale tym razem to bylo takie zauroczenie i takie niby pewne uczucie ze rozstalismy sie.Teraz z perspektywy czasu sadze ze wtedy nie bylo warto ratowac tego w polowie mojego malzenstwa tym bardziej ze wyszly tez inne sprawki mojego bylego pozniej.Sumujac to wszystko moj byly niby tak bardzo kochal owa osobe w tej chwili maja dziecko ktore ma kilka miesiecy i juz nie sa razem(czyzby dziewczyna przejrzala wczesniej niz ja na oczy a ja ciagnelam to az 12 lat bo myslalam ze bedzie lepiej)Od prawie 3 lat mam nowa rodzine jest zupelnie inaczej niz w poprzednim zwiazku moge na mojej polowce polegac obojetnie coby sie nie dzialö i jestem szczesliwa.Moja corka ma bardzo dobry kontakt z moim partnerem ktory poswieca jej wiecej czasu niz jej prawdziwy ojciec do tej pory wogole poswiecil.I oby tak pozostalo...Nikomu oczywiscie nie zycze zdrady!!I przyzywania takich wrazen!!Pozdrawiam
tak właśnie !!!!!!!!!!!!!!!!!!
no i zawsze mówię: DO TANGA TRZEBA DWOJGA
Ja wiem! Nie jestem tym typem czlowieka. Gdybym sie "zapatrzyla", co sie oczywiscie kazdemu zdarzyc moze, musialabym sie zastanowic czego mi w stalym zwiazku brakuje albo ...sie rozstac ze stalym partnerem.Wszystko zaleznie od sytuacji i stanu zwiazku. Zylam 12 lat w nieudanym malzenstwie i choc moj byly maz wrecz chorobliwie zazdrosnybyl nigdy go nie zdradzilam. Teraz zyje w udanym zwiazku i zdrada mi nie w glowie.