Na wyjeździe zwiedzaliśmy muzeum w Sinsheim. Jedną z atrakcji są samoloty, których wnętrza się zwiedza. Stoją one w pozycji startowej - tzn z "nosami" do góry. I tu zaczyna się problem. Jeszcze w małym samolocie (junkers) jakoś wytrzymałam - trochę kręciło mi się w głowie, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Potem był Tupolew i Concord. Do Tupolewa weszłam, z wyjściem miałam problem, zrobiło mi się strasznie słabo, gdyby mnie mąż nie przytrzymał zemdlałabym. Concorda sobie odpuściłam. I pytanie - co to za uczucie? z czym związane? Bo nie strach - przecież nie bałam się, że może się zarwie, że wysoko, że odleci. Wchodzenie pod górę i schodzenie pod dosyć ostrym kątem? - przecież po górach chodzę bez problemów. Klaustrofobia? - ale wtedy powinnam czuć strach w każdym zamkniętym pomieszczeniu. Lęk wysokości, który się objawił nagle? Nie wiem co to...
Sama nie wiem.. A znasz to odczucie gdy wchodzis z do Kościola? Mi wiele razy zdarzyło sie zsłabnąć w Kosciele i zazwyczaj stałam na dworze. A kiedyś ktoś mi to wytłumaczył w ten sposób, że to od wilgotności zależy. A może było tłoczno?
w kościele też tak mam - ale to z powodu tłoku, zaduchu i różnych zapachów (także pasterki, rezurekcje czy nawet procesja na Boże Ciało nie wchodzą w grę).
W samolotach tłoczno nie było - ze względu na bezpieczeństwo (samoloty umieszczone dosyć wysoko na palach) automat wejściowy sterowany elektronicznie wpuszcza po kilka osób - tyle ile wyjdzie. zaduchu ani wilgoci również nie było
Mam tak czasem jak wchodzę na terg. Z niewiadomych przyczyn czasem robi mi się słabo i mam wrażenie, że wszystko mnie przytłacza a ludzie zaraz mnie ścisną. To śmieszne bo np jak jestem na jakimś koncercie to nie mam takich odczuć a przecież ludzi jest dużo więcej. Takie samo wrażenie mam zawsze w długich jasnych korytarzach, że ściany mnie zaraz ścisną i robi mi się słabo. W pracy się ze mnie już śmieją, że zadylam przez korytarz jak perszing gapiąc się w podłogę.
mnie kiedyś dopadło w ciemnym korytarzu - w trakcie zwiedzania przewodnik w ramach żartu kazał pogasić światła i przejść korytarzem - zobaczyć kogo dopadnie "biała dama" - udało mi się przejść kilka kroków, z każdym miałam wrażnie, że jeszcze moment a zacznę iść na czworakach - czułam jak ściany i sufit mnie przytłaczają (a przecież obok szli ludzie). Zawróciłam, udało mi się wyjść na zewnątrz, po czym zemdlałam. Ale do dziś tam mają używanie, że jednak biała dama istnieje i straszy... byłam tam później - z tym, że ten korytarz przechodziliśmy normalnie, z latarkami - i nic się nie stało, choć bardzo czekałam na takie samo uczucie
hej ekkore, wspolczuje Ci jesli moge sie i ja wtracic: Takie stany lekowe i fobie maja czesto podloze w warunkach srodowiskowo-psychologicznych w ktorych sie znajdujemy i z ktorymi sie nam dana sytuacja kojarzy. Jako przyklad. Agorafobia czyli lek przed czy na otwartej przestrzeni to dla psychiki strach przed samotnoscia i odosobnieniem. Czesto moze sie pojawic po smierci "czyli opuszczeniu nas" przez kogos bliskiego po rozwodach i rozstaniach. Nieraz takie fobie "wylaza" dopiero po latach zupelnie nagle i niespodziewanie dla nas samych. Czasem przyczyna sa dawno zapomniane czy odsuniete do podswiadomosci urazy nawet z dziecinstwa. Typowy wiek wystepowania takich 2zaburzen.okres miedzy 35 a 41 rokiem zycia. Na szczescie nie jest sie na ta przypadlosc skazanym - mozna takie przypadlosci leczyc i to nie psychofarmakami powalajacymi pacjenta z nog czy uzelazniajacymi. No in trzeba samemu swiadomie nad tym pracowac. Swiadoma praca plus lekarstwo daja naprawde dobre rezultaty. Problemem jest: jezeli nie wiemy co sie z nami dzieje i nie przeciwdzialamy strach przed nastepnym atakiem paralizuje wielu pacjentow z czasem i wtedy izoluja sie oni coraz bardziej od otoczenia. A strach staje sie "choroba sama w sobie" to znaczy juz strach przed mozliwym atakiem prowokuje taki atak.
Tu nie chodzi on to by odwaznie i na sile dzialac - strach jako jeden z najsilniejszych instynktow potrafi powalic na nogi : W ataku paniki reagujemy tak jakbysmy byli w wielkim niebezpieczenstwie i tak zachowuje sie i nasz organizm: mdlosci, poty,utrata orientacji, szybki puls i bicie, palpitacja serca, konczyny jak z waty a wreszczie uczucie slabosci i tak jak piszesz nawet do zemdlenia. Nc wiecej jak zemdlenie czy w najgorszym razie upadek sie nie zdarzy ale organizm reaguje (w ciezszych przypadkach) tak jakbysmy mieli dostac zawal serca albo pasc trupem na miejscu.
Poniewarz w ataku paniki nie oddychamy rownomiernie i lykamy za wiele powietrza a w zwiazku z tym tlenu dostajemy zawrotow glowy - pierwsza natychmiastowa pomoc: woreczek foliowy badz papierowa torebka. Oddychamy w torebke - wydychamy w nia powietrze i wdychamy je z powrotem. Dwutlenek wegla zawarty w wydychanym powietrzu przeciwdziala nadmiarowi tlenu uspokaja i wygasza wyzej opisana hyperwentylacje.
Nie wiem jak jest u Ciebie i co z opisanych przypadlosci do Ciebie "pasuje" ale ten muster pasuje do wszystkich stanow lekowych naturalnie z roznym nysileniem i na roznym podlozu. Byc moze i w Twoim przypadku istnieje mozliwosc terapii o ile przypadlosc jest zbyt dokuczliwa i utrudniajaca zycie. Jakby nie bylo zycze powodzenia i zdrowka! Pozdrawiam serdecznie
Zgadzam się, że czasem pewne objawy wystepują zupełnie nagle, że nie wiemy o nich i dla nas nie mają racjonalnego podłoża. Dobrze, że poruszyłyście ten temat, bo przez moment czuję, że nie jestem sama . Ja mam dość dziwną przypadłość, która rzadko spotyka się z pełnym zrozumieniem. Może czasem tak jest, że dopóki się nie ma jakiejś fobii "na własność" to trudno jest zrozumieć posiadacza. Ja mam stwierdzony lęk przed prowadzeniem pojazdów mechanicznych. Nazywa się to podobno amaxofobia. Uwielbiam jeździć samochodem i motocyklem, także szybko, zawsze jako pasażer. I oczywiście zawsze wciskam pedał hamulca, taki wyimaginowany . Dodam, że racjonalne podłoże-w tym wypadku strach spowodowany jakimś przeżyciem, nie istnieje. Nikt z moich bliskich (chwała Bogu) ani ja sama nigdy nie mieliśmy wypadków lub złych przejść związanych z samochodami. Ale nie na tym się przeciez opiera fobia. Wyobraźcie sobie moje zdumienie,wiele lat temu, kiedy okazało się, że gdy tylko siadam za kółkiem mam kołatanie serca, mokre i zimne ręce i pulsuje mi czaszka. I że nie potrafię wykonać żadnego ruchu. Na początku myślałam, że to emocje, jakiś taki zwykły strach, że sobie baba za kierownicą nie poradzi. Ale to nie mijało, istniało za każdym razem gdy usiłowałam sobie wytłumaczyć, że to niemożliwe i próbowałam znów. Reakcje ludzi są do przewidzenia - mówią, że mi się zdaje, że nie ma czegoś takiego, że każdy się na początku boi, że to wymysły. Generalnie zrozumienie żadne. Ale w to, że można bać się pająków i windy, to wierzy każdy. Do tego dochodzą moje sny, które może komuś coś by wyjaśniły (lekarzowi?). Często śnię o prowadzeniu samochodu, w którym nie ma hamulców...skutek łatwy do przewidzenia. Od kilku lat jakoś się zbieram, żeby coś z tym zrobić, tylko że tak naprawdę nie do końca wiem, co. To moje wielkie marzenie, żeby prowadzić samochód, a jeszcze większe - motocykl. Może kiedyś...zawalczę. Pozdrawiam wszystkich fobbistów
Kochana malbec.pozdrawiam Cie serdecznie. To co ty przezylas i przezywasz przezyla rownierz moja kolezanka (psycholog zreszta wiec jak widac nikogo nie omija). U niej wystapilo to nagle i miala identyczne klopoty jak i Ty. Dopiero dochodzac "po nitce do klebka" okazalo sie, ze przyczyna jej fobii byl strach przed.... odpowiedzialnoscia. Zostala mama synka a jakis czas nie ukladalo jej sie w mesko -damkich sprawach. Swiadomosc, ze wtedy jeszcze malutki synek moglby zostac sierota paralizowala - choc kobietka jest na medal - zaradna, odpowiedzialna i ciepla. To bylo jedno. Druga przyczyna byl strach przed utrata kontroli (nad zyciem) spowodowane nieudanym malzenstwem.
Na poczatku nie bylo jej to oczywiscie swiadome. W zyciu codziennym musiala funkcionowac i tak z czasem powstala fobia ktora czesto nie jest niczym innym jak "przeniesieniem strachu na inny niz poczatkowy" obiekt. Co ciekawe pomiedzy tymi klopotami osobistymi a wystapieniem fobii lezaly dwa bite lata (!): Taki rozwoj fobii dziala identycznie jak na przyklad... okres przedswiateczny: Jestesmy zapracowane i zesteresowane ale funkcjonujemy. Dopiero jak mamy czas odpoczac zaczynamy czuc sie zle i dopada nas czesto nie gesto jakies chorobsko. Tak samo organizm broni sie w okresie ciaglego stresu przed nim i funcjonuje dopiero jak jest lepiej i powinnismy sie (teoretycznie) wyluzowac napada nas ten "zepchniety na bok stres" manifestujac sie takimi czy innymi przypadlosciami.
Jasne, ze nie zawsze uda sie dotrzec do prawdziwego zrodla strachu ale warto porozmawiac o tym z terapeuta. Na poczatku fobii juz nieraz samo to pomaga. Jezeli jednak strach sie juz rozpanoszy warto razem z lekarzem zastanowic sie nad doborem lekow wspomagajacych. Malbec nie czekaj zbyt dlugo prosze, bo im dluzej sie czeka tym bardziej nas mozg "uczy sie" strachu przed strachem i tym trudniej sie z niego wyzwolic.
Pewnie, ze nikt lub prawie nikt z otoczenia tego nie rozumie - no bo jak? kazdy probuje sytuacje wytlumaczyc racjonalnie a tego sie nie da racjonalnie wytlumaczyc. No bo na zdrowy rozum jazda autem nie ma (na oko) wiele wspolnego z nieudanym zwiazkiem. czy tez rozwod z agorafobia. Nasz mozg kombinuje nieraz bardzo zawile a nie prosto stad te komplikacje czyli manifestowanie sie strachu w wydawaloby sie zupelnie innej sytuacji.
byc moze moje uwagi troszke Ci pomogly i rozjasnily co nie co.
Wiesz - nigdy bym nie potraktowała tego w kategorii strachu czy paniki. Ale też nigdy nie latałam samolotem (poza jednym wyjątkiem - takim turystycznym antkiem, nie podobało mi się, ale nie potraktowałabym tego w kategorii lęku). natomiast wiem na pewno, że nie pociągają mnie przeżycia ekstremalne - nie lubię jak mi wiatr świszczy w uszach - dotyczy to np skoku nawet z niewielkiej wysokości, z tym kojarzy mi się jazda na nartach, żadne bangi nie wchodzą w rachubę. Może lot samolotem też jest w tych kategoriach? pewnie przekonam się dopiero, gdy będę musiała dostać się tam, gdzie się nie dojedzie samochodem. Ale choroby morskiej nie mam - patrzenie na wzburzone fale w trakcie sztormu uspokajało mnie (podczas, gdy mój mąż siedział zielony, bez możliwości wykonania najmniejszego ruchu). z kolei film trójwymiarowy budził we mnie dziwne uczucia, nie podobało mi się, że próbuje mną zawładnać, wciągnać do środka. Co jakiś czas musiałam zdejmować okulary, aby odczuć plaskatość otaczającego świata. I to samo jest z muzyką stereo - mogę słuchać jej tylko po cichu, bo inaczej czuję się stłamszona, osaczona, atakowana. w kinie za każdym razem muszę się przyzwyczajać przez kilka chwil nim przestanę odczuwać dyskomfort.
Kochana ekkore z tego co piszesz wyglada ze tu moze troszke strach przed utrata kontroli grac pewna role. To by przynajmniej tlumaczylo Twoja swoista "niechec" do ryzyka. Bedac na statku mialas ze tak powiem "grund pod nogami", maz byl z Toba chory bo chory ale zawsze. Byc moze ma to cos wspolnego z poczuciem bezpieczenstwa lub jego brakiem. Przy ogladaniu filmu patrzysz z innej pozycji co moze zmienic radykalnie odczucia. Ja na przyklad mam lek wysokosci ale jesli stoje w pomieszczeniu albo jest jakas barierka (nawet sznurek) wszystko jest ok. Moj syn nie podejdzie do barierki mostu ale zjezdzanie z wysokosci (na wesolaym miasteczku w takiej specjalnej wiezy- troche podobne do bangi jamping) daje mu wiele pozytywnych emocji.
Tak na marginesie moze dobrze by bylo sprawdzic jak dziala u Ciebie blednik...nieraz to on moze lub niektore wady wzroku lub zle dobrane okulary badz kontaktowki wlasnie w czasie ruchu naszego lub obiektow prowadzic do nieprzyjemnych doznan.
ten lęk wysokosci mam i ja - z 10 piętra nie boję się patrzeć w dół, natomiast zwykły taboret potrafi przyprawić o zawrót głowy. Na drzewo wejdę, ale żeby zejść na dół muszę się napocić...
Doroto zza Płota, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa, za to, że poczułam się przez chwilę pewniej. Masz rację, strach przed prowadzeniem pojazdów nie musi mieć podłoża w rzeczywistych zdarzeniach związanych z autami, a może mieć związek z moją, zakodowaną już jakos psychiką. Może w taki sposób objawiają się inne rzeczy w moim życiu, z którymi sobie jakoś nie radzę lub nie poradziłam. W każdym razie dzięki Twoim słowom nabrałam chęci na walkę z tym, mam nadzieję, że niedługo znajdę jakiegoś dobrego specjalistę....dam znać, jak mi idzie. Pozdrawiam serdecznie!
bardzo mi milo i ciesze sie ze Ci ciut pomoglam. Gdybys miala jeszcze pytanie sluze chetnie rownierz na skypie pod tabathea. Powodzenia i trzymam kciuki!
Dziewczyny życzę Wam powodzenia w przełamywaniu lęków. Myślę, że wiele osób tego doświadcza. Często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy a tym samym potem musimy borykać się z różnymi problemami. Taka dogłębna analiza i pomoc psychologa, to bardzo mądre posunięcie. Myślę, że sama decyzja aby coś z tym zrobić, czyli zauważenie problemu jest już połową sukcesu. Pozdrawiam. Ps. Dorotko zza Płota jestem pełna podziwu dla Twojej wiedzy ( to refleksja, jaka chodzi za mną od dłuższego czasu ).
o smakosiu bardzo dziekuje. Choc zwykla babka jestem i wiem ze "im wiecej wiem ze nic nie wiem". Ach wiesz, to poprostu zycie jest takim dobrym nauczycielem! Pozdrawiam serdecznie i cieplutko!
A co do lekow zgadzam sie z Toba w zupelnosci. W naturze nic nie ginie wiec i dawne stresy gdzies sie lokuja i kumuluja (o ile sie ich nie usunie) i tworza pozniej rozne "kwiatki" a na roznego rodzaju fobie cierpi wiecej osob niz sie potocznie wydaje. Tyklo wielu ze strachu przed "osmieszeniem" lub po prostu niewiedzy czy nierozpoznania milczy...
Użytkownik Dorota zza plota napisał w wiadomości: > o smakosiu bardzo dziekuje. Choc zwykla babka jestem i wiem ze "im > wiecej wiem ze nic nie wiem". Ach wiesz, to poprostu zycie jest takim > dobrym nauczycielem! Pozdrawiam serdecznie i cieplutko!A co do lekow zgadzam > sie z Toba w zupelnosci. W naturze nic nie ginie wiec i dawne stresy gdzies > sie lokuja i kumuluja (o ile sie ich nie usunie) i tworza pozniej rozne > "kwiatki" a na roznego rodzaju fobie cierpi wiecej osob niz sie > potocznie wydaje. Tyklo wielu ze strachu przed "osmieszeniem" lub > po prostu niewiedzy czy nierozpoznania milczy... no mi sie tez wkradl kwiatek tyle ze ortograficzno-gramatyczny mialo byc "Choc zwykla babka jestem to wiem ze "im wiecej wiem to tym czesciej wiem ze nic nie wiem"...
Na wyjeździe zwiedzaliśmy muzeum w Sinsheim. Jedną z atrakcji są samoloty, których wnętrza się zwiedza. Stoją one w pozycji startowej - tzn z "nosami" do góry. I tu zaczyna się problem.
Jeszcze w małym samolocie (junkers) jakoś wytrzymałam - trochę kręciło mi się w głowie, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Potem był Tupolew i Concord. Do Tupolewa weszłam, z wyjściem miałam problem, zrobiło mi się strasznie słabo, gdyby mnie mąż nie przytrzymał zemdlałabym. Concorda sobie odpuściłam.
I pytanie - co to za uczucie? z czym związane? Bo nie strach - przecież nie bałam się, że może się zarwie, że wysoko, że odleci. Wchodzenie pod górę i schodzenie pod dosyć ostrym kątem? - przecież po górach chodzę bez problemów. Klaustrofobia? - ale wtedy powinnam czuć strach w każdym zamkniętym pomieszczeniu. Lęk wysokości, który się objawił nagle?
Nie wiem co to...
Sama nie wiem.. A znasz to odczucie gdy wchodzis z do Kościola? Mi wiele razy zdarzyło sie zsłabnąć w Kosciele i zazwyczaj stałam na dworze. A kiedyś ktoś mi to wytłumaczył w ten sposób, że to od wilgotności zależy. A może było tłoczno?
w kościele też tak mam - ale to z powodu tłoku, zaduchu i różnych zapachów (także pasterki, rezurekcje czy nawet procesja na Boże Ciało nie wchodzą w grę).
W samolotach tłoczno nie było - ze względu na bezpieczeństwo (samoloty umieszczone dosyć wysoko na palach) automat wejściowy sterowany elektronicznie wpuszcza po kilka osób - tyle ile wyjdzie. zaduchu ani wilgoci również nie było
Mam tak czasem jak wchodzę na terg. Z niewiadomych przyczyn czasem robi mi się słabo i mam wrażenie, że wszystko mnie przytłacza a ludzie zaraz mnie ścisną. To śmieszne bo np jak jestem na jakimś koncercie to nie mam takich odczuć a przecież ludzi jest dużo więcej. Takie samo wrażenie mam zawsze w długich jasnych korytarzach, że ściany mnie zaraz ścisną i robi mi się słabo. W pracy się ze mnie już śmieją, że zadylam przez korytarz jak perszing gapiąc się w podłogę.
mnie kiedyś dopadło w ciemnym korytarzu - w trakcie zwiedzania przewodnik w ramach żartu kazał pogasić światła i przejść korytarzem - zobaczyć kogo dopadnie "biała dama" - udało mi się przejść kilka kroków, z każdym miałam wrażnie, że jeszcze moment a zacznę iść na czworakach - czułam jak ściany i sufit mnie przytłaczają (a przecież obok szli ludzie). Zawróciłam, udało mi się wyjść na zewnątrz, po czym zemdlałam. Ale do dziś tam mają używanie, że jednak biała dama istnieje i straszy...
byłam tam później - z tym, że ten korytarz przechodziliśmy normalnie, z latarkami - i nic się nie stało, choć bardzo czekałam na takie samo uczucie
hej ekkore, wspolczuje Ci jesli moge sie i ja wtracic: Takie stany lekowe i fobie maja czesto podloze w warunkach srodowiskowo-psychologicznych w ktorych sie znajdujemy i z ktorymi sie nam dana sytuacja kojarzy. Jako przyklad. Agorafobia czyli lek przed czy na otwartej przestrzeni to dla psychiki strach przed samotnoscia i odosobnieniem. Czesto moze sie pojawic po smierci "czyli opuszczeniu nas" przez kogos bliskiego po rozwodach i rozstaniach. Nieraz takie fobie "wylaza" dopiero po latach zupelnie nagle i niespodziewanie dla nas samych. Czasem przyczyna sa dawno zapomniane czy odsuniete do podswiadomosci urazy nawet z dziecinstwa. Typowy wiek wystepowania takich 2zaburzen.okres miedzy 35 a 41 rokiem zycia. Na szczescie nie jest sie na ta przypadlosc skazanym - mozna takie przypadlosci leczyc i to nie psychofarmakami powalajacymi pacjenta z nog czy uzelazniajacymi. No in trzeba samemu swiadomie nad tym pracowac. Swiadoma praca plus lekarstwo daja naprawde dobre rezultaty. Problemem jest: jezeli nie wiemy co sie z nami dzieje i nie przeciwdzialamy strach przed nastepnym atakiem paralizuje wielu pacjentow z czasem i wtedy izoluja sie oni coraz bardziej od otoczenia. A strach staje sie "choroba sama w sobie" to znaczy juz strach przed mozliwym atakiem prowokuje taki atak.
Tu nie chodzi on to by odwaznie i na sile dzialac - strach jako jeden z najsilniejszych instynktow potrafi powalic na nogi : W ataku paniki reagujemy tak jakbysmy byli w wielkim niebezpieczenstwie i tak zachowuje sie i nasz organizm: mdlosci, poty,utrata orientacji, szybki puls i bicie, palpitacja serca, konczyny jak z waty a wreszczie uczucie slabosci i tak jak piszesz nawet do zemdlenia. Nc wiecej jak zemdlenie czy w najgorszym razie upadek sie nie zdarzy ale organizm reaguje (w ciezszych przypadkach) tak jakbysmy mieli dostac zawal serca albo pasc trupem na miejscu.
Poniewarz w ataku paniki nie oddychamy rownomiernie i lykamy za wiele powietrza a w zwiazku z tym tlenu dostajemy zawrotow glowy - pierwsza natychmiastowa pomoc: woreczek foliowy badz papierowa torebka. Oddychamy w torebke - wydychamy w nia powietrze i wdychamy je z powrotem. Dwutlenek wegla zawarty w wydychanym powietrzu przeciwdziala nadmiarowi tlenu uspokaja i wygasza wyzej opisana hyperwentylacje.
Nie wiem jak jest u Ciebie i co z opisanych przypadlosci do Ciebie "pasuje" ale ten muster pasuje do wszystkich stanow lekowych naturalnie z roznym nysileniem i na roznym podlozu. Byc moze i w Twoim przypadku istnieje mozliwosc terapii o ile przypadlosc jest zbyt dokuczliwa i utrudniajaca zycie. Jakby nie bylo zycze powodzenia i zdrowka! Pozdrawiam serdecznie
Zgadzam się, że czasem pewne objawy wystepują zupełnie nagle, że nie wiemy o nich i dla nas nie mają racjonalnego podłoża. Dobrze, że poruszyłyście ten temat, bo przez moment czuję, że nie jestem sama
. Ja mam dość dziwną przypadłość, która rzadko spotyka się z pełnym zrozumieniem. Może czasem tak jest, że dopóki się nie ma jakiejś fobii "na własność" to trudno jest zrozumieć posiadacza. Ja mam stwierdzony lęk przed prowadzeniem pojazdów mechanicznych. Nazywa się to podobno amaxofobia. Uwielbiam jeździć samochodem i motocyklem, także szybko, zawsze jako pasażer. I oczywiście zawsze wciskam pedał hamulca, taki wyimaginowany
. Dodam, że racjonalne podłoże-w tym wypadku strach spowodowany jakimś przeżyciem, nie istnieje. Nikt z moich bliskich (chwała Bogu) ani ja sama nigdy nie mieliśmy wypadków lub złych przejść związanych z samochodami. Ale nie na tym się przeciez opiera fobia. Wyobraźcie sobie moje zdumienie,wiele lat temu, kiedy okazało się, że gdy tylko siadam za kółkiem mam kołatanie serca, mokre i zimne ręce i pulsuje mi czaszka. I że nie potrafię wykonać żadnego ruchu. Na początku myślałam, że to emocje, jakiś taki zwykły strach, że sobie baba za kierownicą nie poradzi. Ale to nie mijało, istniało za każdym razem gdy usiłowałam sobie wytłumaczyć, że to niemożliwe i próbowałam znów. Reakcje ludzi są do przewidzenia - mówią, że mi się zdaje, że nie ma czegoś takiego, że każdy się na początku boi, że to wymysły. Generalnie zrozumienie żadne. Ale w to, że można bać się pająków i windy, to wierzy każdy. Do tego dochodzą moje sny, które może komuś coś by wyjaśniły (lekarzowi?). Często śnię o prowadzeniu samochodu, w którym nie ma hamulców...skutek łatwy do przewidzenia. Od kilku lat jakoś się zbieram, żeby coś z tym zrobić, tylko że tak naprawdę nie do końca wiem, co. To moje wielkie marzenie, żeby prowadzić samochód, a jeszcze większe - motocykl. Może kiedyś...zawalczę. Pozdrawiam wszystkich fobbistów
Kochana malbec.pozdrawiam Cie serdecznie. To co ty przezylas i przezywasz przezyla rownierz moja kolezanka (psycholog zreszta
wiec jak widac nikogo nie omija). U niej wystapilo to nagle i miala identyczne klopoty jak i Ty. Dopiero dochodzac "po nitce do klebka" okazalo sie, ze przyczyna jej fobii byl strach przed.... odpowiedzialnoscia. Zostala mama synka a jakis czas nie ukladalo jej sie w mesko -damkich sprawach. Swiadomosc, ze wtedy jeszcze malutki synek moglby zostac sierota paralizowala - choc kobietka jest na medal - zaradna, odpowiedzialna i ciepla. To bylo jedno. Druga przyczyna byl strach przed utrata kontroli (nad zyciem) spowodowane nieudanym malzenstwem.
Na poczatku nie bylo jej to oczywiscie swiadome. W zyciu codziennym musiala funkcionowac i tak z czasem powstala fobia ktora czesto nie jest niczym innym jak "przeniesieniem strachu na inny niz poczatkowy" obiekt. Co ciekawe pomiedzy tymi klopotami osobistymi a wystapieniem fobii lezaly dwa bite lata (!): Taki rozwoj fobii dziala identycznie jak na przyklad... okres przedswiateczny: Jestesmy zapracowane i zesteresowane ale funkcjonujemy. Dopiero jak mamy czas odpoczac zaczynamy czuc sie zle i dopada nas czesto nie gesto jakies chorobsko. Tak samo organizm broni sie w okresie ciaglego stresu przed nim i funcjonuje dopiero jak jest lepiej i powinnismy sie (teoretycznie) wyluzowac napada nas ten "zepchniety na bok stres" manifestujac sie takimi czy innymi przypadlosciami.
Jasne, ze nie zawsze uda sie dotrzec do prawdziwego zrodla strachu ale warto porozmawiac o tym z terapeuta. Na poczatku fobii juz nieraz samo to pomaga. Jezeli jednak strach sie juz rozpanoszy warto razem z lekarzem zastanowic sie nad doborem lekow wspomagajacych. Malbec nie czekaj zbyt dlugo prosze, bo im dluzej sie czeka tym bardziej nas mozg "uczy sie" strachu przed strachem i tym trudniej sie z niego wyzwolic.
Pewnie, ze nikt lub prawie nikt z otoczenia tego nie rozumie - no bo jak? kazdy probuje sytuacje wytlumaczyc racjonalnie a tego sie nie da racjonalnie wytlumaczyc. No bo na zdrowy rozum jazda autem nie ma (na oko) wiele wspolnego z nieudanym zwiazkiem. czy tez rozwod z agorafobia. Nasz mozg kombinuje nieraz bardzo zawile a nie prosto stad te komplikacje czyli manifestowanie sie strachu w wydawaloby sie zupelnie innej sytuacji.
byc moze moje uwagi troszke Ci pomogly i rozjasnily co nie co.
Pozdrawiam serdecznie!
Wiesz - nigdy bym nie potraktowała tego w kategorii strachu czy paniki. Ale też nigdy nie latałam samolotem (poza jednym wyjątkiem - takim turystycznym antkiem, nie podobało mi się, ale nie potraktowałabym tego w kategorii lęku). natomiast wiem na pewno, że nie pociągają mnie przeżycia ekstremalne - nie lubię jak mi wiatr świszczy w uszach - dotyczy to np skoku nawet z niewielkiej wysokości, z tym kojarzy mi się jazda na nartach, żadne bangi nie wchodzą w rachubę. Może lot samolotem też jest w tych kategoriach? pewnie przekonam się dopiero, gdy będę musiała dostać się tam, gdzie się nie dojedzie samochodem.
Ale choroby morskiej nie mam - patrzenie na wzburzone fale w trakcie sztormu uspokajało mnie (podczas, gdy mój mąż siedział zielony, bez możliwości wykonania najmniejszego ruchu).
z kolei film trójwymiarowy budził we mnie dziwne uczucia, nie podobało mi się, że próbuje mną zawładnać, wciągnać do środka. Co jakiś czas musiałam zdejmować okulary, aby odczuć plaskatość otaczającego świata. I to samo jest z muzyką stereo - mogę słuchać jej tylko po cichu, bo inaczej czuję się stłamszona, osaczona, atakowana. w kinie za każdym razem muszę się przyzwyczajać przez kilka chwil nim przestanę odczuwać dyskomfort.
Kochana ekkore z tego co piszesz wyglada ze tu moze troszke strach przed utrata kontroli grac pewna role. To by przynajmniej tlumaczylo Twoja swoista "niechec" do ryzyka. Bedac na statku mialas ze tak powiem "grund pod nogami", maz byl z Toba chory bo chory ale zawsze. Byc moze ma to cos wspolnego z poczuciem bezpieczenstwa lub jego brakiem. Przy ogladaniu filmu patrzysz z innej pozycji co moze zmienic radykalnie odczucia. Ja na przyklad mam lek wysokosci ale jesli stoje w pomieszczeniu albo jest jakas barierka (nawet sznurek
) wszystko jest ok. Moj syn nie podejdzie do barierki mostu ale zjezdzanie z wysokosci (na wesolaym miasteczku w takiej specjalnej wiezy- troche podobne do bangi jamping) daje mu wiele pozytywnych emocji.
Tak na marginesie moze dobrze by bylo sprawdzic jak dziala u Ciebie blednik...nieraz to on moze lub niektore wady wzroku lub zle dobrane okulary badz kontaktowki wlasnie w czasie ruchu naszego lub obiektow prowadzic do nieprzyjemnych doznan.
Pozdrawiam serdecznie!
ten lęk wysokosci mam i ja - z 10 piętra nie boję się patrzeć w dół, natomiast zwykły taboret potrafi przyprawić o zawrót głowy. Na drzewo wejdę, ale żeby zejść na dół muszę się napocić...
ha - tu widac jakimi pokretnymi drogami ten naz mozg chadzac potrafi - gdzie dziesiate pietro a gdzie taboret
. Pozdrawiam serdecznie!
Doroto zza Płota, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa, za to, że poczułam się przez chwilę pewniej. Masz rację, strach przed prowadzeniem pojazdów nie musi mieć podłoża w rzeczywistych zdarzeniach związanych z autami, a może mieć związek z moją, zakodowaną już jakos psychiką. Może w taki sposób objawiają się inne rzeczy w moim życiu, z którymi sobie jakoś nie radzę lub nie poradziłam. W każdym razie dzięki Twoim słowom nabrałam chęci na walkę z tym, mam nadzieję, że niedługo znajdę jakiegoś dobrego specjalistę....dam znać, jak mi idzie. Pozdrawiam serdecznie!
bardzo mi milo i ciesze sie ze Ci ciut pomoglam. Gdybys miala jeszcze pytanie sluze chetnie rownierz na skypie pod tabathea. Powodzenia i trzymam kciuki!
Dziewczyny życzę Wam powodzenia w przełamywaniu lęków. Myślę, że wiele osób tego doświadcza. Często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy a tym samym potem musimy borykać się z różnymi problemami. Taka dogłębna analiza i pomoc psychologa, to bardzo mądre posunięcie. Myślę, że sama decyzja aby coś z tym zrobić, czyli zauważenie problemu jest już połową sukcesu. Pozdrawiam.
Ps. Dorotko zza Płota jestem pełna podziwu dla Twojej wiedzy ( to refleksja, jaka chodzi za mną od dłuższego czasu ).
o smakosiu
bardzo dziekuje. Choc zwykla babka jestem i wiem ze "im wiecej wiem ze nic nie wiem". Ach wiesz, to poprostu zycie jest takim dobrym nauczycielem! Pozdrawiam serdecznie i cieplutko!
A co do lekow zgadzam sie z Toba w zupelnosci. W naturze nic nie ginie wiec i dawne stresy gdzies sie lokuja i kumuluja (o ile sie ich nie usunie) i tworza pozniej rozne "kwiatki" a na roznego rodzaju fobie cierpi wiecej osob niz sie potocznie wydaje. Tyklo wielu ze strachu przed "osmieszeniem" lub po prostu niewiedzy czy nierozpoznania milczy...
Użytkownik Dorota zza plota napisał w wiadomości:
> o smakosiu bardzo dziekuje. Choc zwykla babka jestem i wiem ze "im
> wiecej wiem ze nic nie wiem". Ach wiesz, to poprostu zycie jest takim
> dobrym nauczycielem! Pozdrawiam serdecznie i cieplutko!A co do lekow zgadzam
> sie z Toba w zupelnosci. W naturze nic nie ginie wiec i dawne stresy gdzies
> sie lokuja i kumuluja (o ile sie ich nie usunie) i tworza pozniej rozne
> "kwiatki" a na roznego rodzaju fobie cierpi wiecej osob niz sie
> potocznie wydaje. Tyklo wielu ze strachu przed "osmieszeniem" lub
> po prostu niewiedzy czy nierozpoznania milczy...
no mi sie tez wkradl kwiatek tyle ze ortograficzno-gramatyczny mialo byc "Choc zwykla babka jestem to wiem ze "im wiecej wiem to tym czesciej wiem ze nic nie wiem"...