Pamietacie jak Wam pisałam, że byłam w schronisku po kotka...że chcemy przygarnąć jednego malucha do siebie...
I przygarnęlismy....małą koteczkę-Gaję. Godzinę temu odeszła:((( Była bardzo chora w zasadzie przez całe 2 tyg jak ją mięliśmy jeździliśmy z nią do weterynarza. Nawet spędziła 2 doby w szpitalu...Odeszła na moich rękach...tak strasznie mi smutno...tęsknię juz za tą małą istotką...tak mi smutno:(((
Olciu, wiem, że Ci bardzo smutno i żadne pocieszanie pewnie tego nie zmieni. Pomyśl sobie jednak ile ciepła i miłości dostała od Was ta mała istota. Czasami dla takiej miłości warto żyć choćby i krótko. Pewnie taka rola była Ci pisana dla tej kici. Z pewnością masz "wielkie serce" i za jakiś czas otworzysz je dla innego, potrzebującego Twojej miłości zwierzątka. Takie już jest to życie, że ciągle musimy się z kimś żegnać... Usmiechnij się proszę, mimo wszystko - ważne, że kicia nie cierpi.
smakosiu kochana, nawet nie wiesz jak bardzo potrzebuję teraz wsparcia. Może to się wydawać komuś smieszne, że to przecież tylko kot i to jeszcze był z nami tylko 2 tyg (dokładnie 2 tyg). Ale ja ją tak bardzo pokochałam. Z reszta cała moja rodzina. Codziennie dzwoniła do mnie mama, siostra, brat i pytali o Gaję. Wszystkim będzie jej bardzo brakowało. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo można pokochać kociaczka w tak krótkim czasie...Na razie nie chcę innego kotka:(((
Przykre jest to, że miała takie smutne życie...W zasadzie sama nie jadła-co godzinę karmiłam ją taką mieszanką dla chorych kociaków ze strzykawki, nawet się nie myła i ja o to dbałam. Spała z nami (konkretnie na moim brzuchu)-tak bardzo potrzebowała ciepła i miłości. I wiesz co najbardziej boli? Że nie mogłam jej pomóc jak odchodziła. Tak strasznie cierpiała...
To nie był tylko kot, wyście widzieli w nim już członka rodziny. Wiem co czułaś. Myśmy zoperowali naszą chomiczkę, mimo, że za cenę operacji mogliśmy mieć 10 nowych chomików.Dalsza rodzina i znajomi pukali się w głowę. Niestety zdechła tydzień później- czy z powodu guza czy też z powodu osłabionego serduszka po znieczuleniu- widocznie tak miało być. Przeżyliśmy bardzo - na szczęście byliśmy wtedy za granicą i dzieci nie widziały, to zawsze trochę łagodziło ból. Mamy drugiego chomika (już półtora roku) - ale ciągle wspominamy naszą Szumisię.
Olciu100 napewno ten kociak jest Ci wdzięczny za dobre serce.Zwierzęta potrafią docenić okazaną im pomoc nawet wtedy jak ktoś je skrzywdzi.Jak odchodziła nie była sama,miała przy sobie osobę,która ją kochała a to było dla niej najważniejsze. Trzymaj się.
Olciu, chyba sobie popłaczę dzisiaj z Tobą, a miałam taki cel aby Cię podtrzymać na duchu. Co by nie mówić, to boli a nawet bardzo boli (wiem coś o tym, bo też to przeżywałam). Wiem też, że z czasem poczujesz, że przemijanie otacza nas i wypełnia nasze życie niczym powietrze. Ból z czasem minie. Pielęgnuj w sobie tylko to ciepło, które dawałaś kici. Ona juz nie cierpi i z pewnością jest szczęśliwa.
Pamietacie jak Wam pisałam, że byłam w schronisku po kotka...że chcemy przygarnąć jednego malucha do siebie... I przygarnęlismy....małą koteczkę-Gaję. Godzinę temu odeszła:((( Była bardzo chora w zasadzie przez całe 2 tyg jak ją mięliśmy jeździliśmy z nią do weterynarza. Nawet spędziła 2 doby w szpitalu...Odeszła na moich rękach...tak strasznie mi smutno...tęsknię juz za tą małą istotką...tak mi smutno:(((
Olciu, wiem, że Ci bardzo smutno i żadne pocieszanie pewnie tego nie zmieni. Pomyśl sobie jednak ile ciepła i miłości dostała od Was ta mała istota. Czasami dla takiej miłości warto żyć choćby i krótko. Pewnie taka rola była Ci pisana dla tej kici. Z pewnością masz "wielkie serce" i za jakiś czas otworzysz je dla innego, potrzebującego Twojej miłości zwierzątka. Takie już jest to życie, że ciągle musimy się z kimś żegnać... Usmiechnij się proszę, mimo wszystko - ważne, że kicia nie cierpi.
smakosiu kochana, nawet nie wiesz jak bardzo potrzebuję teraz wsparcia. Może to się wydawać komuś smieszne, że to przecież tylko kot i to jeszcze był z nami tylko 2 tyg (dokładnie 2 tyg). Ale ja ją tak bardzo pokochałam. Z reszta cała moja rodzina. Codziennie dzwoniła do mnie mama, siostra, brat i pytali o Gaję. Wszystkim będzie jej bardzo brakowało. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo można pokochać kociaczka w tak krótkim czasie...Na razie nie chcę innego kotka:((( Przykre jest to, że miała takie smutne życie...W zasadzie sama nie jadła-co godzinę karmiłam ją taką mieszanką dla chorych kociaków ze strzykawki, nawet się nie myła i ja o to dbałam. Spała z nami (konkretnie na moim brzuchu)-tak bardzo potrzebowała ciepła i miłości. I wiesz co najbardziej boli? Że nie mogłam jej pomóc jak odchodziła. Tak strasznie cierpiała...
To nie był tylko kot, wyście widzieli w nim już członka rodziny.
Wiem co czułaś. Myśmy zoperowali naszą chomiczkę, mimo, że za cenę operacji mogliśmy mieć 10 nowych chomików.Dalsza rodzina i znajomi pukali się w głowę. Niestety zdechła tydzień później- czy z powodu guza czy też z powodu osłabionego serduszka po znieczuleniu- widocznie tak miało być. Przeżyliśmy bardzo - na szczęście byliśmy wtedy za granicą i dzieci nie widziały, to zawsze trochę łagodziło ból.
Mamy drugiego chomika (już półtora roku) - ale ciągle wspominamy naszą Szumisię.
Olciu100 napewno ten kociak jest Ci wdzięczny za dobre serce.Zwierzęta potrafią docenić okazaną im pomoc nawet wtedy jak ktoś je skrzywdzi.Jak odchodziła nie była sama,miała przy sobie osobę,która ją kochała a to było dla niej najważniejsze.
Trzymaj się.
Olciu, chyba sobie popłaczę dzisiaj z Tobą, a miałam taki cel aby Cię podtrzymać na duchu. Co by nie mówić, to boli a nawet bardzo boli (wiem coś o tym, bo też to przeżywałam). Wiem też, że z czasem poczujesz, że przemijanie otacza nas i wypełnia nasze życie niczym powietrze. Ból z czasem minie. Pielęgnuj w sobie tylko to ciepło, które dawałaś kici. Ona juz nie cierpi i z pewnością jest szczęśliwa.