Pierwszy raz zobaczylam go gdy jechalam z kolezanka na wczasy ( pod namiot ) do Bulgarii .Podroz byla okropnie nuzaca i meczaca a chwilami niebezpieczna.Wtedy pociag do Bulgari jechal 2 dni . On siedzial w innym przedziale ze swoja dziewczyna i nie byli zadni nowych znajomosci. Wtedy nie wzbudzil mojego zainteresowania a wrecz nie byl w moim typie . Po dojechaniu na miejsce okazalo sie ze jedziemy na to samo pole campingowe . Wczasy zlecialy szybciutko i wspaniale ...Bardzo szybko dogadalam sie z moim terazniejszym mezem (tylko na stopie kolezenskiej). Co ciekawe okazalo sie ze wszyscy jestesmy z Krakowa . Po powrocie postanowilismy sie wspolnie spotkac i powspominac ... i tu nastapilo cos nieoczekiwanego ... na tym pamietnym spotkaniu zjawilam sie tylko ja i on ( dziewczynom cos wypadlo )... No i tak sie zaczelo , pierwszy pocalunek , drzenie serca i dostrzezenie w nim mezczyzny ... pozniej jego rozstanie z dziewczyna no i nasze piekne randki ... Slub ... To bylo 17 lat temu ,nadal jestesmy udanym malzenstwem . Mysle ze to bylo przeznaczenie , a nasze dzieci mowia ze musielismy jechac tak daleko zeby sie spotkac .
Moze ktos tez zechce opowiedziec swoja historie poznania sie z mezem/ zona . pozdrawiam ... monika
Ojej... Wspomnienia.. Ja nie wiem czy mii wypada pisac o tym jak poznałam swojego męża. Byliśmy obydwoje - choć osobno - na dyskotece. Mi wypadła soczewka, gdy przecierałam oko, więc poszłam do toalety. Niestety do damskiej była ogromna kolejka więc nie czekając weszłam do męskiej i od razu do lustra. Włożyłam soczewkę, umyłam ręce i wtedy właśnie podszedł do mnie Wojtek pytając czy wszystko ok i czy nie trzeba mi pomóc. Pomógł mi stamtąd wyjść i tak od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Po dwuletniej znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić, bo wtedy kiedy się poznaliśmy ja miałam chłopaka. Ale chodzenia dużo nie było, bo trafił nam się dzidziuś zwany juz Oskarem i wzięliśmy ślub. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Ja wnioskuję z tego, że czasem trzeba brać to co daje nam los, a w zamian za pokorę los daje dwa razy więcej - tu mowa o Mayi :) Pozdrawiam wszystkie mężatki i żonatych również!A no i tych którzy nie stanęli jeszcze na ślubnym kobiercu a bardzo by chcieli:) lub nie...
Hahaha, to ja juz w ogóle nie wiem, czy powinnam pisać o moim pierwszym spotkaniu z obecnym mężem.Byłam na 3 roku studiów i było to jakies 2 tygodnie po zerwaniu z poprzednim chłopakiem. Przyjaciółka co wieczór wyciągała mnie do różnych knajpek lub dyskotek ( których w Krakowie nie brakuje) żebym odreagowała. Pewnego dnia około 2 nad ranem wracałyśmy juz do akademika, ale na ulicy Floriańskiej Anka przy jedzeniu kebabu ( tak, tak, kebaby nad ranem na Floriańskiej to rytuał) poznała chłopaka, który zaprosił nas na imprezę do Prohibicji ( teraz już nie istnieje ta knajpka). Widziałam, że Anka robi maślane oczy do chłopaka, więc poszłyśmy. Impreza okazała się być imprezą zamkniętą, gdyż barman miał urodziny, było około 30 osób. Obok przy stoliku siedziało 3 fajnych chłopaków, a ja nie chcąc robić za przyzwoitkę Anki odwróciłam się do tych chłopaków i stwierdziłam: Wy chyba jesteście z Politechniki. Oni spojrzeli na mnie i pytają: to widać? A ja na to: nie, ale nie wiedziałam jak rozmowę zacząć! zaczęliśmy się śmiać. Pamiętam, ze w kółko leciała płyta Brathanków (Czerwone korale) i płyta Santany i że było dużoooooo piwa. Jeden z nich poprosił mnie na parkiet i juz tańczyliśmy do rana. Umówiliśmy się na następną randkę i właściwie pamiętałam tylko tyle, ze on jest dużo wyższy, a on pamiętał tylko, ze mam krecone włosy i jestem mała..... I tak już 7 lat jesteśmy razem. A Anka nawet nie pamięta jak tamten chłopak miał na imię.
Dokładnie zgadzam się ja szczególnie odwiedzałam KEBAB na Magdzińskiego :) A mojego męża poznałam na pierwszym roku studiów na imprezie u niego w domu na której byłam ze swoim chłopakiem. Wpadliśmy sobie jakoś w oko. on dowiedział sie mój nr tel od moich koleżanek i był strasznie uparty. Tamten związek rozleciał a my jesteśmy ze soba już 6 lat z czego 2, 5 roku po ślubie i mamy wspaniałego 10 miesięcznego synka Szymusia!!! Chciałam powiedzieć tylko że dla mojego obecnego męża uciekłam prawie "z przed ołtarza".
Pierwszy raz zobaczylam go gdy jechalam z kolezanka na wczasy ( pod namiot ) do Bulgarii .Podroz byla okropnie nuzaca i meczaca a chwilami niebezpieczna.Wtedy pociag do Bulgari jechal 2 dni .
On siedzial w innym przedziale ze swoja dziewczyna i nie byli zadni nowych znajomosci. Wtedy nie wzbudzil mojego zainteresowania a wrecz nie byl w moim typie .
Po dojechaniu na miejsce okazalo sie ze jedziemy na to samo pole campingowe .
Wczasy zlecialy szybciutko i wspaniale ...Bardzo szybko dogadalam sie z moim terazniejszym mezem (tylko na stopie kolezenskiej). Co ciekawe okazalo sie ze wszyscy jestesmy z Krakowa .
Po powrocie postanowilismy sie wspolnie spotkac i powspominac ... i tu nastapilo cos nieoczekiwanego ... na tym pamietnym spotkaniu zjawilam sie tylko ja i on ( dziewczynom cos wypadlo )...
No i tak sie zaczelo , pierwszy pocalunek , drzenie serca i dostrzezenie w nim mezczyzny ... pozniej jego rozstanie z dziewczyna no i nasze piekne randki ... Slub ...
To bylo 17 lat temu ,nadal jestesmy udanym malzenstwem .
Mysle ze to bylo przeznaczenie , a nasze dzieci mowia ze musielismy jechac tak daleko zeby sie spotkac .
Moze ktos tez zechce opowiedziec swoja historie poznania sie z mezem/ zona . pozdrawiam ... monika
Ojej... Wspomnienia.. Ja nie wiem czy mii wypada pisac o tym jak poznałam swojego męża. Byliśmy obydwoje - choć osobno - na dyskotece. Mi wypadła soczewka, gdy przecierałam oko, więc poszłam do toalety. Niestety do damskiej była ogromna kolejka więc nie czekając weszłam do męskiej i od razu do lustra. Włożyłam soczewkę, umyłam ręce i wtedy właśnie podszedł do mnie Wojtek pytając czy wszystko ok i czy nie trzeba mi pomóc. Pomógł mi stamtąd wyjść i tak od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Po dwuletniej znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić, bo wtedy kiedy się poznaliśmy ja miałam chłopaka. Ale chodzenia dużo nie było, bo trafił nam się dzidziuś zwany juz Oskarem i wzięliśmy ślub. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Ja wnioskuję z tego, że czasem trzeba brać to co daje nam los, a w zamian za pokorę los daje dwa razy więcej - tu mowa o Mayi :) Pozdrawiam wszystkie mężatki i żonatych również!A no i tych którzy nie stanęli jeszcze na ślubnym kobiercu a bardzo by chcieli:) lub nie...
Hahaha, to ja juz w ogóle nie wiem, czy powinnam pisać o moim pierwszym spotkaniu z obecnym mężem.Byłam na 3 roku studiów i było to jakies 2 tygodnie po zerwaniu z poprzednim chłopakiem. Przyjaciółka co wieczór wyciągała mnie do różnych knajpek lub dyskotek ( których w Krakowie nie brakuje) żebym odreagowała. Pewnego dnia około 2 nad ranem wracałyśmy juz do akademika, ale na ulicy Floriańskiej Anka przy jedzeniu kebabu ( tak, tak, kebaby nad ranem na Floriańskiej to rytuał) poznała chłopaka, który zaprosił nas na imprezę do Prohibicji ( teraz już nie istnieje ta knajpka). Widziałam, że Anka robi maślane oczy do chłopaka, więc poszłyśmy. Impreza okazała się być imprezą zamkniętą, gdyż barman miał urodziny, było około 30 osób. Obok przy stoliku siedziało 3 fajnych chłopaków, a ja nie chcąc robić za przyzwoitkę Anki odwróciłam się do tych chłopaków i stwierdziłam: Wy chyba jesteście z Politechniki. Oni spojrzeli na mnie i pytają: to widać? A ja na to: nie, ale nie wiedziałam jak rozmowę zacząć! zaczęliśmy się śmiać. Pamiętam, ze w kółko leciała płyta Brathanków (Czerwone korale) i płyta Santany i że było dużoooooo piwa. Jeden z nich poprosił mnie na parkiet i juz tańczyliśmy do rana. Umówiliśmy się na następną randkę i właściwie pamiętałam tylko tyle, ze on jest dużo wyższy, a on pamiętał tylko, ze mam krecone włosy i jestem mała..... I tak już 7 lat jesteśmy razem. A Anka nawet nie pamięta jak tamten chłopak miał na imię.
Dokładnie zgadzam się ja szczególnie odwiedzałam KEBAB na Magdzińskiego :) A mojego męża poznałam na pierwszym roku studiów na imprezie u niego w domu na której byłam ze swoim chłopakiem. Wpadliśmy sobie jakoś w oko. on dowiedział sie mój nr tel od moich koleżanek i był strasznie uparty. Tamten związek rozleciał a my jesteśmy ze soba już 6 lat z czego 2, 5 roku po ślubie i mamy wspaniałego 10 miesięcznego synka Szymusia!!! Chciałam powiedzieć tylko że dla mojego obecnego męża uciekłam prawie "z przed ołtarza".