Wkrótce czeka mnie poród i nie wiem jaka decyzję podjąć rodzić z mężem czy nie (on nie jest do tego całkiem przekonany ale jeśli zechcę zrobi to dla mnie ),jakie są wasze wspomnienia z tego ważnego w życiu wydarzenia i jak jest w sypialni po???Jeśli możecie coś doradzić to bardzo proszę.
Hej mój mąż był przy mnie ale jego nie ruszają takie widoku i pewnie dlatego, mój poród był okropny i jeśli zdecydowałabym się na drugie dziecko to tylko na cesarkę, położne wrzeszczały na mnie i mówiły że nie rodzę bo jestem dopiero w 38 tyg a jak wiem to już normalny termin bo można dwa tyg przed i dwa tyg po. Rozwarcia nie miałm wogóle bóle jak cholera ale na szczęscie zmieniła się zmiana położnych i dały mi zastrzyk wzięły pod prysznic i urodziłam zaraz, ogólnie poród mój trwał 8 godz. wydarzenie wspaniałe nie powiem mój mąż przecinał pępownię . To chyba zależy od mężczyzny mojego to nie ruszało nie zasłabł na widok krwi i każdemu koledze któremu miało się urodzić dziecko polecał :-)Ale nie każdy jest tak wytrzymały bo nie oszukujmy wygląda jak w rzeźni. Ja dostałam gratis do porodu bakterie i dwa tyg po wylądowałam znów w szpitalu. A w sypialni po jest normalnie przynajmniej u mnie tak jak przed, nie mozesz tylko się denerwować i musisz się rozluźnić bo inaczej będzie bolało :-) POZDRAWIAM SERDECZNIE!
A czy ty napewno kiedys rodzilas? Mezczyzni mdleja z reguly tylko na filmach. Jezeli nie chce lub obawia sie, ze moze zle reagowac to po prostu nie idzie. A z tym seksem to juz przesada....nie znam takich przypadkow.
Ja przezylam dwa porody i przy kazdym byl moj maz. Kazdy z nich byl inny (jeden w Polsce - posladkowy a drugi w Niemczech - ciecie cesarskie). Moj maz chcial bardzo wziac udzial w narodzinach swoich dzieci i mowie wam szczerze, ze nie da sie opisac tego co mezczyzna w takich chwila przezywa. Nawiazuja sie wtedy calkiem nowe wiezi miedzy matka, ojcem i dzieckiem. Dla mnie nie ma nic piekniejszego niz widok dopiero co urodzonego dziecka w obieciach tatusia.
Jestem tez zdania, ze jak sie bylo przy poczeciu to teoretycznie powinno sie byc rowniez przy narodzinach. W kazdym badz razie skorzystaj z mozliwosci porodu rodzinnego, bo nie zawsze bedzie polozna pod reka zeby ci plecy pomasowac, podac cos do picia, nawet nie zawsze jest z kims porozmawiac. Moj maz zawsze mnie rozsmieszal i w takich momentach zapomina sie od wszelkich dolegliwosciach.
Właśnie nigdy jeszcze nie rodziłam dlatego pytam jak to jest słyszałam kilka sprzecznych opinii od koleżanek i chciałam poznać Wasze ,bardzo boję się tego i myślę że w obecności męża chyba jest łatwiej.
Nie wiem dlaczego tak napisalas.... biedaczek... a kobieta to niby co?
ja swojego synka urodzilam sama i bardzo zle to wspominam... brakowalo mi wsparcia. coreczke urodzilam z mezem wyraznie na moja prosbe bo tez nie byl przekonany. teraz mi za to dziekuje, bo jak tylko wspominamy przy znajomych porod to z duma mowi ze pierwszy trzymal Maye na rekach, przytulal i sluchal jej placzu. Przydal sie tez jako fotograf - mam bardzo profesjonalna :) sesje - porod widziany jego oczami i wszystko dokladnie widac. Przez caly porod trzymal mnie za reke, gdy potrzebowalam podawal wode, karmil i dopingowal. Sprawdzil sie w tej roli. Ale to fakt nie kazdy jest taki. Niektorzy mdleja, inni sa przerazeni na widok krwi i nie tylko - niektore sytuacje podczas porodu moga byc krepujace dla ciebie - krzyki a nawet stolec zrobiony zupelnie nieswiadomie. Musisz rozwazyc wszystkie za i przeciw. A jesli chodzi o seks to u mnie jest nawet lepiej jak przed. Maz wie ile cierpienia kosztuje porod wiec teraz o wiele czulej do mnie podchodzi. Wie jaka bylam dzielna. Porod z mezem to wielkie wydarzenie, ktore bedziecie wspominac przez wiele lat - pod warunkiem ze jestescie ze soba blisko. Zycze ci powodzenia i nie boj sie - strach ma wilekie oczy i tylko potrafi porod spowolnic. Zrelaksuj sie i pomysle ze nie mozesz nic zrobic tylko postarac sie urodzic jak najlepiej - nie panikujac. Z praktycznej storny - bardzo mi pomagaly cieple prysznice, bole tak jakby byly wtedy lagodniejsze. Przez caly porod tzn jak mialam skurcze siedzialam na pilce - to pomagalo dziecku szybciej schodzic do kanalu rodnego . Tutaj w Irlandii podaja przez rurke gas and air ktore pomaga kontrolowac oddychanie i jest delikatnym srodkiem znieczulajacym. Jeszcze raz wszystkiego dobrego i powodzenia.
Kasiu gratuluję Ci tak czułego i wspaniałego męża my również jesteśmy ze sobą bardzo zrzyci i bardzo bym chciała aby on tam był choć on sam tak jak Twój mąż nie jest do tego przekonany ale właśnie mam nadzieję że jeśli zdecyduje się tam być to to wydażenie scementuje nasz związek jeszcze bardziej i będziemy to mile wspominać przez całe życie.
Kochana, mój maż był przy porodzie i centralnie z przodu stał, więc miał wszytsko jak na dłoni. Bardzo był zadowolony z tego faktu, że mógł uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu dla nas wszystkich. Ja byłam zadowolona bo był przy mnie ktos bliski, ktoś kto pomógł mi przejść przez to, a więc poród uważam, że minął o wiele szybciej. Uważam też że cały personel traktuje kobietę o wiele lepiej jak jest ktoś przy niej. Widziałam na jego twarzy wzruszenie, pierwszy raz widziałam jak płacze ze szczęścia, coś niesamowitego. Jednak jeśli mężczyzna nie chce to chyba nie ma co zmuszać.
ja pierwsze dziecko rodzilam sama i uwazalam ze nigdy niezdecyduje sie rodzic przy mezu.jednak zmienilam zdaniei przy 2porodzie maz byl przymnie. Niezaluje bo masowal mi kregoslup i trzymal za reke. pepowiny nieprzeciol bo sie bal niewiem czemu. zato pierwszy trzymal dziecko na rekach i byl zadowolony a ja w tym czasie moglam pojsc pod prysznic. decyzja nalezy jednak do Ciebie. polecam wanne ja siedzialam w niej prawie do konca a porod poszedl sprawnie dodam tylko ze Julka wazyla 4kg 15dkg. trzymamy kciuki za Ciebie.
Przy pierwszym porodzie, jak urodzilam syna byl moj maz i nawet przecial pepowine, przy drugim niestety za szybko zaczal swietowac Nowy Rok a corka pojawila sie o 1.20 w nocy - wlasnie w Nowy Rok i zabraklo kierowcy ;) Musze sie jednak zgodzic z poprzedniczkami, ze kobiecie jest razniej przy porodzie jak jest jej polowica, zawsze czuje sie bardziej bezpieczna no i rzeczywiscie personel wtedy inaczej sie odnosi do rodzacej. Twoj maz zawsze moze z Toba pojechac do szpitala a czy bedzie przy porodzie to juz sam zadecyduje, jak zobaczy ze potrzebujesz jego pomocy to nie zawacha sie ani na moment ;)))
beatko,to bardzo indywidualna sprawa.Musicie z mężem naprawde mocno sie nad tym zastanowić bo to już na zawsze pozostanie w waszej psychice i pamięci.Piszesz,że mąż nie jest do porodu rodzinnego przekonany nie piszesz jednak z jakich powodów?Czasami bywa tak,że mężczyzna sam w trakcie porodu potrzebuje pomocy i zamiast dla kobiety być podporą,wspierać ją i dodawać otuchy denerwuje i wzbudza frustracje.Jeśli obie strony chcą razem rodzić i są o tym w 100% przekonane to wszystko w porządku,jeśli jednak któraś ze stron ma wątpliwości to nic na siłe.Ja rodziłam sama, to była moja decyzja i szczerze powiedziawszy mój mąż nie miał w tej kwestii nic do gadania.Owszem:narodziny to cud ale towarzyszy mu ból,pot,krzyk,krew i cierpienie.Nie chciałam żeby mój mąż na to patrzył-zostawił mnie przed salą porodową uśmiechniętą i po kilku godzinach taką samą znów zobaczył.Dziś po 13 latach absolutnie swojej decyzji nie żałuje-gdybym miała rodzić ponownie znów byłby to poród samotny.Ze zdumieniem słucham o całych rodzinach,które zbierają się w salach porodowych i filmują cały spektakl krzycząc przy tym w euforii a potem wspólnie to oglądają....ba!pokazują nawet te reżyserskie wyczyny swoim dzieciom!!!Nigdy bym na coś takiego w stosunku do siebie nie pozwoliła-poród to sprawa intymna,wręcz mistyczna i robienie z tego jarmarcznego spektaklu jest moim zdaniem nie na miejscu, Beatko!Jeśli czujesz,że w trakcie porodu będzie ci łatwiej wiedząc,że mąż jest obok i jeśli on tego zechce-ale zechce szczerze to nie widze przeciwskazań.Jeśli miałby to potraktować jako poświęcenie,bo ty tak chcesz to raczej się zastanów-być może będzie to najszczęśliwsza chwila w jego życiu,być może jednak odbije się to na jego psychice negatywnie i wtedy rzeczywiście przez długi okres może w waszej sypialni wisieć nad nim widmo twojego zakrwawionego łona.Jakąkolwiek podejmiecie decyzje życzę wam wszystkiego najlepszego!!!
Mońciu twoja wypowiedź dała mi wiele do myślenia chyba faktycznie muszę tą kwestię jeszcze omówić dokładnie z moją połówką bo w sumie sama dokładnie nie wiem czemu on nie ma przekonania i czego się boi być może tego że nie stanie na wysokości zadania,i dziękuję za słowa wsparcia pozdrawiam.
Użytkownik Mońcia napisał w wiadomości: > Owszem:narodziny to cud ale towarzyszy mu ból,pot,krzyk,krew i cierpienie. Ze zdumieniem słucham o całych rodzinach,które zbieraj się w salach porodowych i filmują cały spektakl krzycząc przy tym w euforii a potem wspólnie to > oglądają....ba!pokazują nawet te reżyserskie wyczyny swoim dzieciom!!!Nigdy > bym na coś takiego w stosunku do siebie nie pozwoliła-poród to sprawa > intymna,wręcz mistyczna i robienie z tego jarmarcznego spektaklu jest moim > zdaniem nie na miejscu,
Moim zdaniem 10/10. Warto jeszcze dodać, że moda (tak właśnie moda) na porody rodzinne przyszła do nas z Zachodu. Ciekawe, czy byłoby tylu jej zwolenników, gdyby taki "trend" narodził się np. w Rosji? Pozdrawiam Dorota.
Juz kiedys o tym pisalam. Jestem zdecydowanie za porodem rodzinnym o ile rodząca sobie tego życzy. W tym momencie kobieta jest najważniejsza, meżczyzna powinien ja wspierać, być przy niej kiedy tego oczekuje zwlaszcza w takiej chwili a jeżeli wymięka to d... nie facet. Czasami mezczyzni nie wiedza co maja tam robic, trzeba im wytlumaczyc jak dziecku ze ma po prostu byc, ma potrzymac za reke, podac wode, na pewno nie ogladac krocza! To chyba niezbyt wiele w porownaniu do tego co czeka kobiete. Porod, niewiele ma wspolnego z przyjemnoscia. To jak traktowane sa kobiety w naszych szpitalach to temat na odrebny watek.
rodzilam moje dziecko w 1986r i wtedy o porodzch rodzinnych nie bylo mowy. mialam jednak to szczescie ,ze kolezanka mojego meza byla poloznikiem na tym oddziale i na dodatek na ranna zmianę przyszla super połozna.( ta ktora mnie przyjmowala to byl potwór w ludzkiej skorze).tak ze caly cazs bylam trzymana za reke i masowana i wspominam to bardzo milo.Uwazam ze maz powinien Ci towarzyszyc, przynajmniej do chwili porodu, potem jesli jest tak bardzo wrazliwy moze wyjsc. ale najwazniejsze sa chwile kiedy sie czeka w bolach na to ostateczne rozwiazanie i wtedy obecnosc kogos bloiskiego bardzo pomaga:)
Był już kiedyś taki wątek. Tam napisałem dlaczego jestem ZA, teraz nie bedę uzasadniał dlaczego, by znów nie okrzyczano mnie "jedynym mądrym". Nie wiem tylko czy faktycznie Chłopakom nie chce się wypowiadać na ten temat, czy juz zostali "wytępieni". Dziewcz, nie wypowiadajcie sie w imieniu mężczyzn, że mdleją (jakby to było nagminne, przy zastrzyku niektórzy mdleją), i inne historie(bzdurne)...Wy też mdlejecie , rozumiem, że przy porodzie to z bólu jest czasem i mozliwe. Bardzej obawiacie cię , ze mężowie usłyszą wasze słownictwo(!!!), którego normalnie na codzień nie używacie. Dezyzja nalezy d obojga, oczywiście, tylko wy zamiast zachęcać mężów do uczestnictwa, słuchacie głupich(!!) koleżanek i...zniechęcacie przeważnie. Co do filmowania...racja, to nie cyrk, co innego zrobić zdjęcie noworodkowi leżącemu na matce tuż po urodzeniu, odcinanie pępowiny przez ojca, a co innego filmowanie samego " przyjścia na świat". Co do "zaniku sexu"...nie będę nic pisał ... bo na takie wypowiedzi szkoda palców kłaść na klawiaturę. (Tyle mojej opini na ten temat, bez przekonywania, że mam rację).
A co bys zrobil z kobieta, ktora nie chce obecnosci mezczyzny ? Czy w/g Ciebie ma do tego prawo, bo to Jej cialo i tak natura stworzyla, ze to Ona rodzi nie On ? czy w takim przypadku kobieta w/g Ciebie ma prawo zabronic ciekawemu czy tez wrazliwemu mezowi i ojcu dziecka obecnosci przy porodzie ?
Użytkownik luckystar napisał w wiadomości: > A co bys zrobil z kobieta, ktora nie chce obecnosci mezczyzny ? Czy w/g Ciebie > ma do tego prawo, bo to Jej cialo i tak natura stworzyla, ze to Ona rodzi nie > On ? czy w takim przypadku kobieta w/g Ciebie ma prawo zabronic ciekawemu czy > tez wrazliwemu mezowi i ojcu dziecka obecnosci przy porodzie ?
Marylka napisałem wyzej, cytuję:
"Dezyzja nalezy d obojga, oczywiście, tylko wy zamiast zachęcać mężów do uczestnictwa, słuchacie głupich(!!) koleżanek i...zniechęcacie przeważnie ..."
Gdzie napisałem że nie ma praw zabronić, jeśli uważa za słuszne może zabronić, ...nawet później przewijania niemowlaka, kąpieli etc. Ojcec też ma prawo potem odmówić tych czynności,...przeciez mogła matka jego dziecka zabić (!) w nim odruch-uczucia ojcowskie. Psychologia mężczyzny nie jest tak bardzo odbiegająca pod tym względem od psychologi kobiety ( powstrząsowe odsunięcie dziecka po porodzie) jest tego również przykładem, co wówczas, gdy w ojcu nastąpi również odruch "odrzucenia"...co, dziecko do " bidula".
( No i psiakrew, dałem Ci się wciagnąć w dyskusję i zacząłem się znów "wymądrzać,"... a to przecież wybitnie kobiecy temat i problem, prawda? Facetom wara ... Wy przecież macie monopol na "mądrość" Rodzicielską, Matczyno-Ojcowską Znikam więc, wiecej nie wypowiadam się w tym wątku.
No i udalo mi sie Ciebie zlapac w Twoja wlasna pulapke :)))) W moim watku powiedziales, ze sie mam wypowiadac, no to sie wypowiedzialam, z tym, ze w tym, a nie tamtym, jakkolwiek tutejszy temat mnie nie dotyczy :))) Ale sa pewne rzeczy, zwlaszcza te przy ktorych nalezy sie skupic, ktore wole robic samotnie, a wiec gdybym to ja (jakims cudem natury :)))) miala rodzic, to absolutnie bylabym przeciwna obecnosci kogokolwiek poza fachowcami, wiec moj maz mialby jedynie szanse, gdyby byl ginekologiem ;))). Obecnosc wszelkich "pocieszaczy" nawet tych najblizszych uwazam za rozpraszajaca, a to tylko moze przedluzyc proces, ktory wymaga skupienia i opanowania. Takie jest moje zdanie - chociaz nikomu na tym nie zalezy, mnie rowniez ...... i cale szczescie :))) Wszystkim rodzacym, teraz, jak i w dalszej lub blizszej przyszlosci zycze, zeby podjely decyzje zgodna z ich oczekiwaniami i potrzebami. Jesli komus jest potrzebna wieksza ilosc dopingujacych, to tez mozna zalatwic sprzedajac bilety ;)) Buziaczki, porod nie jest taki straszny, bo jak widac ktos nas tez urodzil i to w wiekszosci przypadkow samotnie ;)))
Kochana, poród przeżyjesz-tak jak my wszystkie!. Przyznaję ,że rodzenie drugiego syna szło o wiele oporniej i dłuzej niż pierwszego. Jednak wszystko wynagradzało mi obecność męża. Decyzję podjął sam, bez nacisków z mojej strony. Był pomocny, ale nie narzucał się swoją obecnością, matka natura doskonale mu podpowiadała czego w danym momencie potrzebowałam, a gdy urodził się nasz syn, spokojnie wziął go na ręce,czule do niego przemawiał... to są naprawdę wzruszające chwile, wspominamy je dość często , a najbardziej lubi ich słuchać nasz 11 -sto letni już syn. O bólu zapomniałam szybko, szybko też wróciłam do domu. Mąż żałuje tylko że nie wolno było asystować przy porodach 15 lat temu, gdy na świat przychodził nasz pierworodny. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. pozwól męzowi samemu zadecydować. aha- sex po porodzie był SUPER. POZDRAWIAM CIę SERDECZNIE. KASIA
Droga PIGULKO mam nadzieje, ze to przypadek, ze podpielas sie pod moj post :)) Bo ja rodzenie mam juz daaaaleeeeekooooo za soba i nastepne mi nie grozi, przynajmniej w tym zyciu. Rodzilam sama, wszystko trwalo 20 min i o ile dobrze pamietam, to seks po byl tez wspanialy. :)))) ale nie mysle, ze jest to uzaleznione od rodzenia samotnie czy tez w towarzystwie :))))
To prawda kiedys kobiety rodzily samotnie, w roznych warunkach i z roznym rezultatem... Na szczescie to juz raczej historia. W Polsce znieczulenie dla rodzacej wciaz traktowane jest jak fanaberia, natomiast znieczulenie przy borowaniu czy wyrywaniu zeba nikogo nie dziwi. Na zachodzie dosc popularne jest rodzenie w wodzie ze wzgledu na lagodniejszy przebieg takie naturalne znieczulenie, na wlasne uszy slyszalam w szkole rodzenia ze w wodzie to rodza wieloryby. Jezeli mozna komus ulzyc to czemu tego nie zrobic?
Mnie sie u nas (Niemcy) podoba, ze przed porodem mozna isc na spotkanie na sale porodowa, obejrzec ja, omowic szczegoly z nim zwiazane. Nie wiem czy w Polsce tez sie to praktykuje. Druga zaleta jest znieczulenie, dostaje je kazda kobieta, ktora chce (placi za nie kasa chorych), akupunktura, ktora robia polozne i ogolnie opieka. Nie moge narzekac na szpital w Polsce, w ktorym urodzilam corke ale nie milo wspominam pewna pielegniarke od noworodkow, ktora nie chciala dacmojej corce ani mleka ani glukozy (mala nie chciala sama ssac piersi), bo jak ona twierdzila, po to jestem matka, zeby karmic.
Maleno, w ramach szkoły rodzenia można zobaczyć salę porodową. Nie mogę złego słowa powiedzieć o personelu i o pracy jaką wykonali. Ale zabrakło: życzliwości i zrozumienia zwłaszcza ze strony położnych i pielęgniarek od noworodków. A to chyba nic nie kosztuje?
Moj maz byl za mna przy porodzie i oboje jestesmy z tego zadowoleni. Wazne jest by maz ci pomagal a nie tylko stal i czekal zeby zobaczyc jak dziecko sie rodzi. Wczesniej trzeba sie do tego przygotowac. Maz musi wiedziec w jaki sposob pomoc ci w czasie skurczow bo w momencie jak przychodzi skurcz nie zawsze moze liczyc na ciebie, ze ty mu powiesz co on ma robic. Dla mnie ulga bylo masowanie plecow, rozmowa z mezem, spacerowanie (wazne zeby nie lezec plackiem w lozku), i cieply prysznic. Zycze powodzenia i zapewniam, ze jak zobaczysz dzidzie zapomnisz o calym bolu.
Rodziliśmy wspólnie z mężem. Poród trwał 18h i nie wyobrażam sobie aby mojego męża nie było przy mnie. Sam chciał uczestniczyć w porodzie,przedtem była szkoła rodzenia. Były masaże,prysznic,zdjęcia nawet kawy pozwolili mi się napić.Jestem dumna z mojego męża,że tyle godzin wytrzymał przy mnie, A teraz? to kochana córunia tatunia i nie wyobraża sobie póki co,że nasza wspólnie urodzona córcia miałaby być chłopcem o którym tak marzył. Zyczę udanej decyzji,trzeba chcieć i trzeba być przekonanym. Aha.. w sypialni.... po .......nic nie zmienił na gorsze poród,wręcz przeciwnie... Pzdr
Mój mąż był ze mną przez prawie cały czas, do momentu akcji porodowej. Przez ten czas trzymał mnie za reke, wpieral i podawał wode. Gdy zaczela sie akcja porodowa połozna wyprosiła meza, takie bylo moje zyczenie zeby nie byl przy tym. Podczas skurczy i tak zobaczy jak cierpisz wiec reszty nie musi widziec ani Ci tez w niczym nie pomoze, najwazniejsze to słuchac połoznej. Moj maż tez nie byl przekonany o tym czy do konca chce byc dlatego ja podjelam taka decyzje. Pozdrawiam i zycze powodzenia :)
W kwietniu tego roku z mężm urodziliśmy naszego pierworodnego. Byłoby mi bardzo ciężko rodzić bez męża. Wspaniale się spisał, ani przez moment nie tracił zimnej krwi, chociaż nie znosi medycznych zabiegów, jako dziecko mdlał podczas zastrzyków. Cieszę się, że miałam go przy sobie, że widział moment narodzin naszego syna. Ale on od początku ciąży był zdecydowany uczestniczyć w porodzie, to raczej ja miałam wątpliwości.
Witaj Beatko, pierwsze co, to życzę powodzenia i wytrwałości, bo poród to zadanie nie lada, ale prawie wszystkie kobiety przez to przeszły. Ja rodziłam razem z moim mężem i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Osobiście śmiem twierdzić, że bez Jego wsparcia kazałabym robić sobie cesarkę, ale razem daliśmy radę. Gdyby nie mąż czułabym się strasznie nieswojo wśród obcych osób i to w tak nazwijmy to "krępujących" okolicznościach (pomimo zajęć w szkole rodzenia). Bawiło mnie, jak potem przeżywał niektóre momenty porodu i dzielił się doświadczeniem z przyszłymi ojcami - kolegami. Co do drugiej części pytania, to może być tylko lepiej;) Pozdrawiam serdecznie!!
Mnie również czeka poród, już za 3 mies. Najpierw jeżyłam się, że mój mąż musi być przy porodzie i koniec. On z kolei jak o tym myślał to robiły mu się miękkie nogi. Jakiś czas temu oglądaliśmy film o przebiegu ciąży, na koniec był pokazany cały poród. Sama nie widziałam jeszcze tak precyzyjnego filmu, kamera centranie w kroczu. Po tym filmie mój mąż stwierdził, że wyobrażał to sobie znacznie gorzej, że krew tryska na prawo i lewo, a skoro to "tylko" tak to on może rodzić. Kiedy mój mąż zmienił ofensywę ja stwierdziłam, że mogę rodzić sama. Zresztą poród rodzinny w naszym przypadku mógłby okazać się nierealny. Będę rodzić 300 km od domu, u mojej mamy, która jest położną. Mój mąż zawiezie mnie jakieś 2 tyg. wcześniej i wróci do domu,do pracy. Dopiero jak się zacznie akcja porodowa zadzwonimy po niego i szybko przyjedzie. Dla mnie ważna jest świadomość, że każda położna będzie do mojej dyspozycji, jakiby lekarz nie miał dyżuru będzie mnie traktował po królewsku, wszyscy tak już na mnie czekają. Szpital też jest jednym z najlepszych w Polsce jeśli chodzi o położnictwo. A jak będę chciała żeby był ktoś bliski przy mnie, to poproszę mamę o towarzyszenie mi podczas przyjścia na świat Zosi.
No, nie wiem czy ja zdecydowałbym się na jazdę, być może nawet w dużym natężeniu ruchu (godziny przejazdu), w stresie.Jednak stres trzeba wziąć pod uwagę ...no i odległość...normalny czas to ok 4-5 godzin (przepisowo jadąc).
Ja z mezem rowazalismy porod rodzinny. Maz, gdy dowiedzial sie ze bedzie syn bardzo chcial byc obecny przy narodzinach. Ale gdzies tak jak bylam w polowie ciazy zaczal miec watpliwosci czy to zniesie, czy da rade, czy jest gotowy. W koncu uznal, ze chyba woli poczekac na korytarzu i jesli ja nie mam nic przeciwko to tak wlasnie bedzie. Rozmumialam jego obawy i do niczego nie zmuszalam. Skonczylo sie cesarka w 36 tyg., wiec tak czy owak nie mogl, nawet gdyby chcial, byc obecnym przy narodzinach.
Witaj , ja rodzilam razem z męzem , najpierw urodzilismy piękną coreczkę potem synka ,i nie wyobrazam sobie , zeby wtedy męża nie było przy mnie , no ale musisz byc pewna , ze Ty tego chcesz , ze nie będzie Cię to krępowalo , a co do sypialni po ...........to u mnie było ok , jakoś bez większej roznicy pozdrawiam i życzę Wesolych Swiąt no i powodzenia:)
Wkrótce czeka mnie poród i nie wiem jaka decyzję podjąć rodzić z mężem czy nie (on nie jest do tego całkiem przekonany ale jeśli zechcę zrobi to dla mnie ),jakie są wasze wspomnienia z tego ważnego w życiu wydarzenia i jak jest w sypialni po???Jeśli możecie coś doradzić to bardzo proszę.
Hej mój mąż był przy mnie ale jego nie ruszają takie widoku i pewnie dlatego, mój poród był okropny i jeśli zdecydowałabym się na drugie dziecko to tylko na cesarkę, położne wrzeszczały na mnie i mówiły że nie rodzę bo jestem dopiero w 38 tyg a jak wiem to już normalny termin bo można dwa tyg przed i dwa tyg po. Rozwarcia nie miałm wogóle bóle jak cholera ale na szczęscie zmieniła się zmiana położnych i dały mi zastrzyk wzięły pod prysznic i urodziłam zaraz, ogólnie poród mój trwał 8 godz. wydarzenie wspaniałe nie powiem mój mąż przecinał pępownię . To chyba zależy od mężczyzny mojego to nie ruszało nie zasłabł na widok krwi i każdemu koledze któremu miało się urodzić dziecko polecał :-)Ale nie każdy jest tak wytrzymały bo nie oszukujmy wygląda jak w rzeźni. Ja dostałam gratis do porodu bakterie i dwa tyg po wylądowałam znów w szpitalu. A w sypialni po jest normalnie przynajmniej u mnie tak jak przed, nie mozesz tylko się denerwować i musisz się rozluźnić bo inaczej będzie bolało :-) POZDRAWIAM SERDECZNIE!
i tak nic nie bedzie pamietal zaraz mu beda sole trzezwiące podawac lepiej niech , biedaczek poczeka na korytarzu bo mu sie sexsu odechce
pozdrawaim.
A czy ty napewno kiedys rodzilas? Mezczyzni mdleja z reguly tylko na filmach. Jezeli nie chce lub obawia sie, ze moze zle reagowac to po prostu nie idzie. A z tym seksem to juz przesada....nie znam takich przypadkow.
Ja przezylam dwa porody i przy kazdym byl moj maz. Kazdy z nich byl inny (jeden w Polsce - posladkowy a drugi w Niemczech - ciecie cesarskie). Moj maz chcial bardzo wziac udzial w narodzinach swoich dzieci i mowie wam szczerze, ze nie da sie opisac tego co mezczyzna w takich chwila przezywa. Nawiazuja sie wtedy calkiem nowe wiezi miedzy matka, ojcem i dzieckiem. Dla mnie nie ma nic piekniejszego niz widok dopiero co urodzonego dziecka w obieciach tatusia.
Jestem tez zdania, ze jak sie bylo przy poczeciu to teoretycznie powinno sie byc rowniez przy narodzinach. W kazdym badz razie skorzystaj z mozliwosci porodu rodzinnego, bo nie zawsze bedzie polozna pod reka zeby ci plecy pomasowac, podac cos do picia, nawet nie zawsze jest z kims porozmawiac. Moj maz zawsze mnie rozsmieszal i w takich momentach zapomina sie od wszelkich dolegliwosciach.
Właśnie nigdy jeszcze nie rodziłam dlatego pytam jak to jest słyszałam kilka sprzecznych opinii od koleżanek i chciałam poznać Wasze ,bardzo boję się tego i myślę że w obecności męża chyba jest łatwiej.
Nie wiem dlaczego tak napisalas.... biedaczek... a kobieta to niby co?
ja swojego synka urodzilam sama i bardzo zle to wspominam... brakowalo mi wsparcia. coreczke urodzilam z mezem wyraznie na moja prosbe bo tez nie byl przekonany. teraz mi za to dziekuje, bo jak tylko wspominamy przy znajomych porod to z duma mowi ze pierwszy trzymal Maye na rekach, przytulal i sluchal jej placzu. Przydal sie tez jako fotograf - mam bardzo profesjonalna :) sesje - porod widziany jego oczami i wszystko dokladnie widac. Przez caly porod trzymal mnie za reke, gdy potrzebowalam podawal wode, karmil i dopingowal. Sprawdzil sie w tej roli. Ale to fakt nie kazdy jest taki. Niektorzy mdleja, inni sa przerazeni na widok krwi i nie tylko - niektore sytuacje podczas porodu moga byc krepujace dla ciebie - krzyki a nawet stolec zrobiony zupelnie nieswiadomie. Musisz rozwazyc wszystkie za i przeciw. A jesli chodzi o seks to u mnie jest nawet lepiej jak przed. Maz wie ile cierpienia kosztuje porod wiec teraz o wiele czulej do mnie podchodzi. Wie jaka bylam dzielna. Porod z mezem to wielkie wydarzenie, ktore bedziecie wspominac przez wiele lat - pod warunkiem ze jestescie ze soba blisko. Zycze ci powodzenia i nie boj sie - strach ma wilekie oczy i tylko potrafi porod spowolnic. Zrelaksuj sie i pomysle ze nie mozesz nic zrobic tylko postarac sie urodzic jak najlepiej - nie panikujac.
Z praktycznej storny - bardzo mi pomagaly cieple prysznice, bole tak jakby byly wtedy lagodniejsze. Przez caly porod tzn jak mialam skurcze siedzialam na pilce - to pomagalo dziecku szybciej schodzic do kanalu rodnego . Tutaj w Irlandii podaja przez rurke gas and air ktore pomaga kontrolowac oddychanie i jest delikatnym srodkiem znieczulajacym.
Jeszcze raz wszystkiego dobrego i powodzenia.
Kasiu gratuluję Ci tak czułego i wspaniałego męża my również jesteśmy ze sobą bardzo zrzyci i bardzo bym chciała aby on tam był choć on sam tak jak Twój mąż nie jest do tego przekonany ale właśnie mam nadzieję że jeśli zdecyduje się tam być to to wydażenie scementuje nasz związek jeszcze bardziej i będziemy to mile wspominać przez całe życie.
Kochana, mój maż był przy porodzie i centralnie z przodu stał, więc miał wszytsko jak na dłoni. Bardzo był zadowolony z tego faktu, że mógł uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu dla nas wszystkich.
Ja byłam zadowolona bo był przy mnie ktos bliski, ktoś kto pomógł mi przejść przez to, a więc poród uważam, że minął o wiele szybciej.
Uważam też że cały personel traktuje kobietę o wiele lepiej jak jest ktoś przy niej.
Widziałam na jego twarzy wzruszenie, pierwszy raz widziałam jak płacze ze szczęścia, coś niesamowitego.
Jednak jeśli mężczyzna nie chce to chyba nie ma co zmuszać.
ja pierwsze dziecko rodzilam sama i uwazalam ze nigdy niezdecyduje sie rodzic przy mezu.jednak zmienilam zdaniei przy 2porodzie maz byl przymnie. Niezaluje bo masowal mi kregoslup i trzymal za reke. pepowiny nieprzeciol bo sie bal niewiem czemu. zato pierwszy trzymal dziecko na rekach i byl zadowolony a ja w tym czasie moglam pojsc pod prysznic. decyzja nalezy jednak do Ciebie. polecam wanne ja siedzialam w niej prawie do konca a porod poszedl sprawnie dodam tylko ze Julka wazyla 4kg 15dkg. trzymamy kciuki za Ciebie
.
Przy pierwszym porodzie, jak urodzilam syna byl moj maz i nawet przecial pepowine, przy drugim niestety za szybko zaczal swietowac Nowy Rok a corka pojawila sie o 1.20 w nocy - wlasnie w Nowy Rok i zabraklo kierowcy ;) Musze sie jednak zgodzic z poprzedniczkami, ze kobiecie jest razniej przy porodzie jak jest jej polowica, zawsze czuje sie bardziej bezpieczna no i rzeczywiscie personel wtedy inaczej sie odnosi do rodzacej. Twoj maz zawsze moze z Toba pojechac do szpitala a czy bedzie przy porodzie to juz sam zadecyduje, jak zobaczy ze potrzebujesz jego pomocy to nie zawacha sie ani na moment ;)))
Malena mam 10 letnia corke wiec ja ja urodzilam nie moj mąz,i wiem z opowiedan innych kobiet ze dla faceta, porod to nic milego.
Dla kobiety za to frajda na 102! ;))
p.
beatko,to bardzo indywidualna sprawa.Musicie z mężem naprawde mocno sie nad tym zastanowić bo to już na zawsze pozostanie w waszej psychice i pamięci.Piszesz,że mąż nie jest do porodu rodzinnego przekonany nie piszesz jednak z jakich powodów?Czasami bywa tak,że mężczyzna sam w trakcie porodu potrzebuje pomocy i zamiast dla kobiety być podporą,wspierać ją i dodawać otuchy denerwuje i wzbudza frustracje.Jeśli obie strony chcą razem rodzić i są o tym w 100% przekonane to wszystko w porządku,jeśli jednak któraś ze stron ma wątpliwości to nic na siłe.Ja rodziłam sama, to była moja decyzja i szczerze powiedziawszy mój mąż nie miał w tej kwestii nic do gadania.Owszem:narodziny to cud ale towarzyszy mu ból,pot,krzyk,krew i cierpienie.Nie chciałam żeby mój mąż na to patrzył-zostawił mnie przed salą porodową uśmiechniętą i po kilku godzinach taką samą znów zobaczył.Dziś po 13 latach absolutnie swojej decyzji nie żałuje-gdybym miała rodzić ponownie znów byłby to poród samotny.Ze zdumieniem słucham o całych rodzinach,które zbierają się w salach porodowych i filmują cały spektakl krzycząc przy tym w euforii a potem wspólnie to oglądają....ba!pokazują nawet te reżyserskie wyczyny swoim dzieciom!!!Nigdy bym na coś takiego w stosunku do siebie nie pozwoliła-poród to sprawa intymna,wręcz mistyczna i robienie z tego jarmarcznego spektaklu jest moim zdaniem nie na miejscu,
Beatko!Jeśli czujesz,że w trakcie porodu będzie ci łatwiej wiedząc,że mąż jest obok i jeśli on tego zechce-ale zechce szczerze to nie widze przeciwskazań.Jeśli miałby to potraktować jako poświęcenie,bo ty tak chcesz to raczej się zastanów-być może będzie to najszczęśliwsza chwila w jego życiu,być może jednak odbije się to na jego psychice negatywnie i wtedy rzeczywiście przez długi okres może w waszej sypialni wisieć nad nim widmo twojego zakrwawionego łona.Jakąkolwiek podejmiecie decyzje życzę wam wszystkiego najlepszego!!!
Mońciu twoja wypowiedź dała mi wiele do myślenia chyba faktycznie muszę tą kwestię jeszcze omówić dokładnie z moją połówką bo w sumie sama dokładnie nie wiem czemu on nie ma przekonania i czego się boi być może tego że nie stanie na wysokości zadania,i dziękuję za słowa wsparcia pozdrawiam.
Użytkownik Mońcia napisał w wiadomości:
> Owszem:narodziny to cud ale towarzyszy mu ból,pot,krzyk,krew i cierpienie. Ze zdumieniem słucham o całych rodzinach,które zbieraj się w salach porodowych i filmują cały spektakl krzycząc przy tym w euforii a potem wspólnie to
> oglądają....ba!pokazują nawet te reżyserskie wyczyny swoim dzieciom!!!Nigdy
> bym na coś takiego w stosunku do siebie nie pozwoliła-poród to sprawa
> intymna,wręcz mistyczna i robienie z tego jarmarcznego spektaklu jest moim
> zdaniem nie na miejscu,
Moim zdaniem 10/10.
Warto jeszcze dodać, że moda (tak właśnie moda) na porody rodzinne przyszła do nas z Zachodu.
Ciekawe, czy byłoby tylu jej zwolenników, gdyby taki "trend" narodził się np. w Rosji?
Pozdrawiam Dorota.
Juz kiedys o tym pisalam. Jestem zdecydowanie za porodem rodzinnym o ile rodząca sobie tego życzy.
W tym momencie kobieta jest najważniejsza, meżczyzna powinien ja wspierać, być przy niej kiedy tego oczekuje zwlaszcza w takiej chwili
a jeżeli wymięka to d... nie facet.
Czasami mezczyzni nie wiedza co maja tam robic, trzeba im wytlumaczyc jak dziecku ze ma po prostu byc, ma potrzymac za reke, podac wode, na pewno nie ogladac krocza!
To chyba niezbyt wiele w porownaniu do tego co czeka kobiete.
Porod, niewiele ma wspolnego z przyjemnoscia. To jak traktowane sa kobiety w naszych szpitalach to temat na odrebny watek.
trzymam kciuki
aga
rodzilam moje dziecko w 1986r i wtedy o porodzch rodzinnych nie bylo mowy. mialam jednak to szczescie ,ze kolezanka mojego meza byla poloznikiem na tym oddziale i na dodatek na ranna zmianę przyszla super połozna.( ta ktora mnie przyjmowala to byl potwór w ludzkiej skorze).tak ze caly cazs bylam trzymana za reke i masowana i wspominam to bardzo milo.Uwazam ze maz powinien Ci towarzyszyc, przynajmniej do chwili porodu, potem jesli jest tak bardzo wrazliwy moze wyjsc. ale najwazniejsze sa chwile kiedy sie czeka w bolach na to ostateczne rozwiazanie i wtedy obecnosc kogos bloiskiego bardzo pomaga:)
Był już kiedyś taki wątek. Tam napisałem dlaczego jestem ZA, teraz nie bedę uzasadniał dlaczego, by znów nie okrzyczano mnie "jedynym mądrym".
Nie wiem tylko czy faktycznie Chłopakom nie chce się wypowiadać na ten temat, czy juz zostali "wytępieni". Dziewcz, nie wypowiadajcie sie w imieniu mężczyzn, że mdleją (jakby to było nagminne, przy zastrzyku niektórzy mdleją), i inne historie(bzdurne)...Wy też mdlejecie , rozumiem, że przy porodzie to z bólu jest czasem i mozliwe. Bardzej obawiacie cię , ze mężowie usłyszą wasze słownictwo(!!!), którego normalnie na codzień nie używacie.
Dezyzja nalezy d obojga, oczywiście, tylko wy zamiast zachęcać mężów do uczestnictwa, słuchacie głupich(!!) koleżanek i...zniechęcacie przeważnie.
Co do filmowania...racja, to nie cyrk, co innego zrobić zdjęcie noworodkowi leżącemu na matce tuż po urodzeniu, odcinanie pępowiny przez ojca, a co innego filmowanie samego " przyjścia na świat".
Co do "zaniku sexu"...nie będę nic pisał ... bo na takie wypowiedzi szkoda palców kłaść na klawiaturę.
(Tyle mojej opini na ten temat, bez przekonywania, że mam rację).
Użytkownik luckystar napisał w wiadomości:
> A co bys zrobil z kobieta, ktora nie chce obecnosci mezczyzny ? Czy w/g Ciebie
> ma do tego prawo, bo to Jej cialo i tak natura stworzyla, ze to Ona rodzi nie
> On ? czy w takim przypadku kobieta w/g Ciebie ma prawo zabronic ciekawemu czy
> tez wrazliwemu mezowi i ojcu dziecka obecnosci przy porodzie ?
Marylka napisałem wyzej, cytuję:
"Dezyzja nalezy d obojga, oczywiście, tylko wy zamiast zachęcać mężów do uczestnictwa, słuchacie głupich(!!) koleżanek i...zniechęcacie przeważnie ..."
Gdzie napisałem że nie ma praw zabronić, jeśli uważa za słuszne może zabronić, ...nawet później przewijania niemowlaka, kąpieli etc.
Ojcec też ma prawo potem odmówić tych czynności,...przeciez mogła matka jego dziecka zabić (!) w nim odruch-uczucia ojcowskie.
Psychologia mężczyzny nie jest tak bardzo odbiegająca pod tym względem od psychologi kobiety ( powstrząsowe odsunięcie dziecka po porodzie) jest tego również przykładem, co wówczas, gdy w ojcu nastąpi również odruch "odrzucenia"...co, dziecko do " bidula".
( No i psiakrew, dałem Ci się wciagnąć w dyskusję i zacząłem się znów "wymądrzać,"... a to przecież wybitnie kobiecy temat i problem, prawda? Facetom wara ... Wy przecież macie monopol na "mądrość" Rodzicielską, Matczyno-Ojcowską
Znikam więc, wiecej nie wypowiadam się w tym wątku.
No i udalo mi sie Ciebie zlapac w Twoja wlasna pulapke :)))) W moim watku powiedziales, ze sie mam wypowiadac, no to sie wypowiedzialam, z tym, ze w tym, a nie tamtym, jakkolwiek tutejszy temat mnie nie dotyczy :))) Ale sa pewne rzeczy, zwlaszcza te przy ktorych nalezy sie skupic, ktore wole robic samotnie, a wiec gdybym to ja (jakims cudem natury :)))) miala rodzic, to absolutnie bylabym przeciwna obecnosci kogokolwiek poza fachowcami, wiec moj maz mialby jedynie szanse, gdyby byl ginekologiem ;))). Obecnosc wszelkich "pocieszaczy" nawet tych najblizszych uwazam za rozpraszajaca, a to tylko moze przedluzyc proces, ktory wymaga skupienia i opanowania. Takie jest moje zdanie - chociaz nikomu na tym nie zalezy, mnie rowniez ...... i cale szczescie :))) Wszystkim rodzacym, teraz, jak i w dalszej lub blizszej przyszlosci zycze, zeby podjely decyzje zgodna z ich oczekiwaniami i potrzebami. Jesli komus jest potrzebna wieksza ilosc dopingujacych, to tez mozna zalatwic sprzedajac bilety ;)) Buziaczki, porod nie jest taki straszny, bo jak widac ktos nas tez urodzil i to w wiekszosci przypadkow samotnie ;)))
Droga PIGULKO mam nadzieje, ze to przypadek, ze podpielas sie pod moj post :)) Bo ja rodzenie mam juz daaaaleeeeekooooo za soba i nastepne mi nie grozi, przynajmniej w tym zyciu. Rodzilam sama, wszystko trwalo 20 min i o ile dobrze pamietam, to seks po byl tez wspanialy. :)))) ale nie mysle, ze jest to uzaleznione od rodzenia samotnie czy tez w towarzystwie :))))
To prawda kiedys kobiety rodzily samotnie, w roznych warunkach i z roznym rezultatem...
Na szczescie to juz raczej historia. W Polsce znieczulenie dla rodzacej wciaz traktowane jest jak fanaberia, natomiast znieczulenie przy borowaniu czy wyrywaniu zeba nikogo nie dziwi.
Na zachodzie dosc popularne jest rodzenie w wodzie ze wzgledu na lagodniejszy przebieg takie naturalne znieczulenie, na wlasne uszy slyszalam w szkole rodzenia ze w wodzie to rodza wieloryby.
Jezeli mozna komus ulzyc to czemu tego nie zrobic?
Mnie sie u nas (Niemcy) podoba, ze przed porodem mozna isc na spotkanie na sale porodowa, obejrzec ja, omowic szczegoly z nim zwiazane. Nie wiem czy w Polsce tez sie to praktykuje. Druga zaleta jest znieczulenie, dostaje je kazda kobieta, ktora chce (placi za nie kasa chorych), akupunktura, ktora robia polozne i ogolnie opieka. Nie moge narzekac na szpital w Polsce, w ktorym urodzilam corke ale nie milo wspominam pewna pielegniarke od noworodkow, ktora nie chciala dacmojej corce ani mleka ani glukozy (mala nie chciala sama ssac piersi), bo jak ona twierdzila, po to jestem matka, zeby karmic.
Maleno, w ramach szkoły rodzenia można zobaczyć salę porodową. Nie mogę złego słowa powiedzieć o personelu i o pracy jaką wykonali.
Ale zabrakło: życzliwości i zrozumienia zwłaszcza ze strony położnych i pielęgniarek od noworodków.
A to chyba nic nie kosztuje?
Moj maz byl za mna przy porodzie i oboje jestesmy z tego zadowoleni. Wazne jest by maz ci pomagal a nie tylko stal i czekal zeby zobaczyc jak dziecko sie rodzi. Wczesniej trzeba sie do tego przygotowac. Maz musi wiedziec w jaki sposob pomoc ci w czasie skurczow bo w momencie jak przychodzi skurcz nie zawsze moze liczyc na ciebie, ze ty mu powiesz co on ma robic. Dla mnie ulga bylo masowanie plecow, rozmowa z mezem, spacerowanie (wazne zeby nie lezec plackiem w lozku), i cieply prysznic. Zycze powodzenia i zapewniam, ze jak zobaczysz dzidzie zapomnisz o calym bolu.
Rodziliśmy wspólnie z mężem. Poród trwał 18h i nie wyobrażam sobie aby mojego męża nie było przy mnie.
Sam chciał uczestniczyć w porodzie,przedtem była szkoła rodzenia.
Były masaże,prysznic,zdjęcia nawet kawy pozwolili mi się napić.Jestem dumna z mojego męża,że tyle godzin wytrzymał przy mnie,
A teraz? to kochana córunia tatunia i nie wyobraża sobie póki co,że nasza wspólnie urodzona córcia miałaby być chłopcem o którym tak marzył.
Zyczę udanej decyzji,trzeba chcieć i trzeba być przekonanym.
Aha.. w sypialni.... po .......nic nie zmienił na gorsze poród,wręcz przeciwnie...
Pzdr
W kwietniu tego roku z mężm urodziliśmy naszego pierworodnego. Byłoby mi bardzo ciężko rodzić bez męża. Wspaniale się spisał, ani przez moment nie tracił zimnej krwi, chociaż nie znosi medycznych zabiegów, jako dziecko mdlał podczas zastrzyków. Cieszę się, że miałam go przy sobie, że widział moment narodzin naszego syna.
Ale on od początku ciąży był zdecydowany uczestniczyć w porodzie, to raczej ja miałam wątpliwości.
Witaj Beatko, pierwsze co, to życzę powodzenia i wytrwałości, bo poród to zadanie nie lada, ale prawie wszystkie kobiety przez to przeszły. Ja rodziłam razem z moim mężem i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Osobiście śmiem twierdzić, że bez Jego wsparcia kazałabym robić sobie cesarkę, ale razem daliśmy radę. Gdyby nie mąż czułabym się strasznie nieswojo wśród obcych osób i to w tak nazwijmy to "krępujących" okolicznościach (pomimo zajęć w szkole rodzenia). Bawiło mnie, jak potem przeżywał niektóre momenty porodu i dzielił się doświadczeniem z przyszłymi ojcami - kolegami. Co do drugiej części pytania, to może być tylko lepiej;) Pozdrawiam serdecznie!!
Beatko zerknij sobie jeszcze na ten wątek: http://wielkiezarcie.com/forum_watek.php?id=84124&post=85890
http://wielkiezarcie.com/forum_watek.php?id=84124&post=85890
Dziękuję, szukalem ale widocznie za blisko zaglądałem, poczytałem ..sobie jako "wspomnienia" i porównaie wypowiedzi.
No, nie wiem czy ja zdecydowałbym się na jazdę, być może nawet w dużym natężeniu ruchu (godziny przejazdu), w stresie.Jednak stres trzeba wziąć pod uwagę ...no i odległość...normalny czas to ok 4-5 godzin (przepisowo jadąc).
Może zawsze skorzystać z taksówki. ;-)
Ja z mezem rowazalismy porod rodzinny. Maz, gdy dowiedzial sie ze bedzie syn bardzo chcial byc obecny przy narodzinach. Ale gdzies tak jak bylam w polowie ciazy zaczal miec watpliwosci czy to zniesie, czy da rade, czy jest gotowy. W koncu uznal, ze chyba woli poczekac na korytarzu i jesli ja nie mam nic przeciwko to tak wlasnie bedzie. Rozmumialam jego obawy i do niczego nie zmuszalam.
Skonczylo sie cesarka w 36 tyg., wiec tak czy owak nie mogl, nawet gdyby chcial, byc obecnym przy narodzinach.
Witaj , ja rodzilam razem z męzem , najpierw urodzilismy piękną coreczkę potem synka ,i nie wyobrazam sobie , zeby wtedy męża nie było przy mnie , no ale musisz byc pewna , ze Ty tego chcesz , ze nie będzie Cię to krępowalo , a co do sypialni po ...........to u mnie było ok , jakoś bez większej roznicy pozdrawiam i życzę Wesolych Swiąt no i powodzenia:)