Droga Przyjaciolko! Bylo wspaniale, swietnie, tak naprawde to do konca nie wierzylam,ze przyjedziesz do mnie... Ale kiedy Cie zobaczylam szukajac jakiegos sklepu z kwiatami, stojaca bezradnie na dworcu i szukajaca wzrokiem, niewazne juz byly kwiaty, tylko pobieglam ile sil w nogach, azeby sie przywitac i mocno Cie usciskac. Tak samo Ty zareagowalas jak mnie zobaczylas, walizki rzucilas w kat i szybko pobieglas do mnie...Radosci i calusow nie bylo konca...Ludzie mieli na co popatrzec, poprawily im sie nawet humory,ale to niewazne , wazne,ze jestes, ze dotarlas do mnie cala i zdrowa! O matko z ojcem, jak dobrze Cie widziec, znowu...a wydaje sie jakbysmy sie dopiero wczoraj zegnaly...mamy tyle sobie do opowiedzenia...radosc, radosc i jeszcze raz radosc...najpierw cos cieplego do jedzenia i picia...a potem opowiesci z podrozy....widzialam zmeczenie na Twojej twarzy, ale i pelne zadowolenie...pogadalysmy ogolnie, bo jutro bedzie nowy dzien i bardziej wypoczety...Mialysmy tylko ranki i wieczorki do pogadania, w miedzyczasie zwiedzanie, ale to wystarczylo...Piekne byly te chwile, kiedy posmialysmy sie troche z naszych niedociagniec a potem plakalysmy z powodu nie zawsze przychylnego zycia...lez nie bylo widac na zewnatrz, byly one w srodku, w glebi,dobrze zakryte, jednak przez nas dobrze zrozumiane....A potem bylo juz lzej, jakby powietrze sie oczyscilo i zaczely sie miny poprawiac, zaczely sie zarty i smichy-chichy...bylo cudownie....Na te pare dni co przybylas, wlozylas do mego domu optymizm, ktorego nigdy Ci nie brakowalo, atmosfere radosci i beztroskosci.... A teraz juz Cie nie ma...wyjechalas...zrobilo sie cicho i majestatycznie....nie slychac juz tego wesolego swiergotu od rana, nie slychac wolania,wszystko ucichlo, jakby swiat zadumal sie w swojej bezradnosci....a ktos przelewa niewidoczne a czasami samotne krysztaly lez swoich oczu...zostal tylko slad Twoich perfum na moim swetrze...czy to wystarczy? Na razie musi.....Do zobaczenia.....
Droga Przyjaciolko!
Bylo wspaniale, swietnie, tak naprawde to do konca nie wierzylam,ze przyjedziesz do mnie... Ale kiedy Cie zobaczylam szukajac jakiegos sklepu z kwiatami, stojaca bezradnie na dworcu i szukajaca wzrokiem, niewazne juz byly kwiaty, tylko pobieglam ile sil w nogach, azeby sie przywitac i mocno Cie usciskac. Tak samo Ty zareagowalas jak mnie zobaczylas, walizki rzucilas w kat i szybko pobieglas do mnie...Radosci i calusow nie bylo konca...Ludzie mieli na co popatrzec, poprawily im sie nawet humory,ale to niewazne , wazne,ze jestes, ze dotarlas do mnie cala i zdrowa! O matko z ojcem, jak dobrze Cie widziec, znowu...a wydaje sie jakbysmy sie dopiero wczoraj zegnaly...mamy tyle sobie do opowiedzenia...radosc, radosc i jeszcze raz radosc...najpierw cos cieplego do jedzenia i picia...a potem opowiesci z podrozy....widzialam zmeczenie na Twojej twarzy, ale i pelne zadowolenie...pogadalysmy ogolnie, bo jutro bedzie nowy dzien i bardziej wypoczety...Mialysmy tylko ranki i wieczorki do pogadania, w miedzyczasie zwiedzanie, ale to wystarczylo...Piekne byly te chwile, kiedy posmialysmy sie troche z naszych niedociagniec a potem plakalysmy z powodu nie zawsze przychylnego zycia...lez nie bylo widac na zewnatrz, byly one w srodku, w glebi,dobrze zakryte, jednak przez nas dobrze zrozumiane....A potem bylo juz lzej, jakby powietrze sie oczyscilo i zaczely sie miny poprawiac, zaczely sie zarty i smichy-chichy...bylo cudownie....Na te pare dni co przybylas, wlozylas do mego domu optymizm, ktorego nigdy Ci nie brakowalo, atmosfere radosci i beztroskosci....
A teraz juz Cie nie ma...wyjechalas...zrobilo sie cicho i majestatycznie....nie slychac juz tego wesolego swiergotu od rana, nie slychac wolania,wszystko ucichlo, jakby swiat zadumal sie w swojej bezradnosci....a ktos przelewa niewidoczne a czasami samotne krysztaly lez swoich oczu...zostal tylko slad Twoich perfum na moim swetrze...czy to wystarczy? Na razie musi.....Do zobaczenia.....