Mam przykład na dawnych znajomych,darli ze sobą koty dzień w dzień, a jak przyszła niedziela zgodnie pod rekę szli do kościoła .w poniedziałek po trzy razy przyjeżdzała policja na interwencję.Ale prezenty walentynkowe robili sobie zawsze ,wiedział o tym cały sklepik osiedlowy.Chwaliła się że mąż ją bardzo kocha bo jej walentynkę dał, dla mnie to żenujące,co myślicie na ten tamat?Czy wszyscy obchodzicie to święto?
Kazda okazja do wyrazenia uczuc jest dobra - ta takze, i nie widze powodu, aby skreslac ten dzien i jego sympatyczny wymiar. Co z tego, ze to dosc nowa tradycja???? Czy wazne tez skad przyszla????
Myślę podobnie do Ciebie :) też nie szczególnie działa na mnie ten dzień , okazuję miłość mojemu mężczyźnie codziennie , w walentynki robię coś słodkiego i przeważnie wychodzimy gdzieś we dwoje , ale nie tylko wtedy , więc to bez większego znaczenia
Ja za tym świętem nie przepadam, drażnią mnie te wszystkie gadżeciki w czerwone serduszka więc raczej nie podchodzę do tego dnia jakoś szczególnie. Ponieważ w walentynki wszędzie gdzie lubimy bywać tj: restauracje , teatr czy kino są strasznie przeludnione, tym bardziej tam nie chodzimy. Nie kupujemy sobie upominków nawzajem, za to traktujemy ten dzień jako powód do zwolnienia tempa i znajdujemy trochę czsu żeby pobyć razem, przegadać wszystkie małe i duże sprawy (na co nie zawsze jest czas na codzień), i jeśli już wydajemy jakieś pieniążki to na coś co sprawi nam obojgu frajdę. Uważam jednak, że jeśli ktoś ma ochotę obchodzić bardziej hucznie niż ja walentynki, to ma do tego pełne prawo. I chyba nie jest do końca wporządku traktowanie tego święta po macoszemu bo przecież w taki sam aposób moglibyśmy podejść do dnia matki czy dziecka albo dnia babci czy dziadka. Bo tak samo jak kochać powinniśmy się całe życie, powinniśmy przez cale życie kochać i szanować naszych rodziców, dziadków czy dzieci.
Temat jak bumerang wraca co roku. Ja lubie każdą okazję do świętowania. Misiaki, przytulaki i kartki pozostawiam nastolatkom - ale słodki drobiazg i coś dobrego do jedzenia - czemu nie. Na pewno będzie serduchowy omlet.. Jak miło było patrzeć, gdy córka całe popołudnie najpierw sama robiła masę solną (odmierzyła proporcje, zagniotła), potem przygotowała serducha - teraz się suszą, jutro chce pomalować. I namalowała kartki dla swoich koleżanek (na kolegów jeszcze za wcześnie, na razie to obciach). To takie sympatyczne - pamięć!
Ja dołączę się do grupy ogólnie lubiących świętować, celebrować, cieszyć się... i myślę, że znacznie milej jest dostać walentynkę, niż jej nie dostać :)))))
A ja powiem tak nigdy specjalnie z moim mężem nie obchodizliśmy walentynek i w tym roku też tak będzie, mój mąż wymyslił remont zdarł już podłogę i będzie malował ściany więc z racji tego że mamy małe mieszkanie z synkiem ewakułuje się do mamy żeby nie platać się pod nogami więc walentynki spędzimy osobno znaczy się mój mąż spędzi je z panelami. Trochę mi z tego powodu przykro nie powiem, ale co robić poprostu już wykreśliłam to święto ze swojego kalendarza trudno i w tym roku walentynek nie będzie :-( Tłumaczę sobie to tak kiedyś nie było ludzie też żyli.
Jeśli jeszcze się nie ewakuowałaś do mamy, to proponuję abyś namalowała na tych "starych" ścianach dwa serducha (jedno od Ciebie, drugie od synka). Może to spowoduje, że nie będzie Ci "przykro" a i mąż się ucieszy...? Taki mały, prosty i z pewnością miły akcent walentynkowy :-) Pozdrawiam.
Choć w tym roku słomianą wdową również jestem w tym czasie, to lubię to "święto" i cieszę się że inni lubią świętować po swojemu. Narodowe to święto nie jest póki co i obchodzi je kto chce. A co do stwierdzenia,że jeszcze niedawno nikt w Polsce o walentynkach nie słyszał,to się nie zgadzam. My szalelismy w podstawówce z walentynkami a trochę lat od tego czasu upłynęło. Pzdr
walentynki czy 8 marca to zawsze dobry temat do debaty jestes za czy przeciw? Ja sama nie wiem co sadzic o walentynkach i zachowuje sie jak typowy zodiakalny blizniak:) jednej sie podoba a ta druga juz sie krzywi i mowi a po co tyle zamieszania:) Jakm juz zbiore te moje dwie poloeki w calosc to stwierdzam, ze jesli komus to sprawia radosc to niech sie cieszy . ale nic na sile.Moj mężczyzna jest zdecydowanie przeciwny temu swietu, tak wiec powiedzialam ze bedzie to normalny dla nas dzien( ale gdzies tak w glebi mi zal jak widze te wszystkie serduszka ). No coz zycie we dwoje to kompromis. Dzien normalny ale po poludniu w TV ogladamy jakies Romanse i konoiec!
Nie na temat, ale witaj "siostro blizniaczko" :))) Znam ten dylemat, jak jest nas tylko dwie w jednej to jeszcze pol biedy, ale bywaja momenty, ze tych "blizniaczek" jest znacznie wiecej i kazda ciagnie w swoja strone .....ech czasem mam ochote uciec sama od siebie ;)) A jeszcze czesto sie zdarza, ze jak sie juz wypowiedzialam w jakiejs sprawie, to natychmiast zmienilam zdanie .... i co wtedy??? Najczesciej z czystego lenistwa juz nie wprowadzam korekty..... ale co tam, podobno tylko idiota nie zmienia zdania :)))))
ja jak co roku zamowilem roze dla kazdej kobiety w pracy :) cale szczescie ze nie ma ich 40stu heheheh
A dla żoneczki ? zdradzisz nam ?
Kazda okazja do wyrazenia uczuc jest dobra - ta takze, i nie widze powodu, aby skreslac ten dzien i jego sympatyczny wymiar.
Co z tego, ze to dosc nowa tradycja????
Czy wazne tez skad przyszla????
Marinik, ode mnie masz ogromnego buziaka za tę wypowiedź :-) Zgadzam się w 100%. Ależ fajnie to ująłeś!
Myślę podobnie do Ciebie :) też nie szczególnie działa na mnie ten dzień , okazuję miłość mojemu mężczyźnie codziennie , w walentynki robię coś słodkiego i przeważnie wychodzimy gdzieś we dwoje , ale nie tylko wtedy , więc to bez większego znaczenia
Ja za tym świętem nie przepadam, drażnią mnie te wszystkie gadżeciki w czerwone serduszka więc raczej nie podchodzę do tego dnia jakoś szczególnie. Ponieważ w walentynki wszędzie gdzie lubimy bywać tj: restauracje , teatr czy kino są strasznie przeludnione, tym bardziej tam nie chodzimy. Nie kupujemy sobie upominków nawzajem, za to traktujemy ten dzień jako powód do zwolnienia tempa i znajdujemy trochę czsu żeby pobyć razem, przegadać wszystkie małe i duże sprawy (na co nie zawsze jest czas na codzień), i jeśli już wydajemy jakieś pieniążki to na coś co sprawi nam obojgu frajdę.
Uważam jednak, że jeśli ktoś ma ochotę obchodzić bardziej hucznie niż ja walentynki, to ma do tego pełne prawo. I chyba nie jest do końca wporządku traktowanie tego święta po macoszemu bo przecież w taki sam aposób moglibyśmy podejść do dnia matki czy dziecka albo dnia babci czy dziadka. Bo tak samo jak kochać powinniśmy się całe życie, powinniśmy przez cale życie kochać i szanować naszych rodziców, dziadków czy dzieci.
Temat jak bumerang wraca co roku.
Ja lubie każdą okazję do świętowania. Misiaki, przytulaki i kartki pozostawiam nastolatkom - ale słodki drobiazg i coś dobrego do jedzenia - czemu nie. Na pewno będzie serduchowy omlet..
Jak miło było patrzeć, gdy córka całe popołudnie najpierw sama robiła masę solną (odmierzyła proporcje, zagniotła), potem przygotowała serducha - teraz się suszą, jutro chce pomalować. I namalowała kartki dla swoich koleżanek (na kolegów jeszcze za wcześnie, na razie to obciach). To takie sympatyczne - pamięć!
"Walentynki tak? czy nie?..... zdecydowanie mówię TAK!!!
A ja powiem tak nigdy specjalnie z moim mężem nie obchodizliśmy walentynek i w tym roku też tak będzie, mój mąż wymyslił remont zdarł już podłogę i będzie malował ściany więc z racji tego że mamy małe mieszkanie z synkiem ewakułuje się do mamy żeby nie platać się pod nogami więc walentynki spędzimy osobno znaczy się mój mąż spędzi je z panelami. Trochę mi z tego powodu przykro nie powiem, ale co robić poprostu już wykreśliłam to święto ze swojego kalendarza trudno i w tym roku walentynek nie będzie :-( Tłumaczę sobie to tak kiedyś nie było ludzie też żyli.
Jeśli jeszcze się nie ewakuowałaś do mamy, to proponuję abyś namalowała na tych "starych" ścianach dwa serducha (jedno od Ciebie, drugie od synka). Może to spowoduje, że nie będzie Ci "przykro" a i mąż się ucieszy...? Taki mały, prosty i z pewnością miły akcent walentynkowy :-) Pozdrawiam.
Czerwoną farbę trudno jest zamalować :-) czasami nawet baaardzo trudno... ale może się ucieszy hehehhe
pozdrawiam
hahaha pomysł dobry tylko że on już sobie te ściany przygotował :-) no ale może wymyślę coś innego
No to życzę fajnego pomysłu i dużo radości z niego :-)
Choć w tym roku słomianą wdową również jestem w tym czasie,
to lubię to "święto" i cieszę się że inni lubią świętować po swojemu.
Narodowe to święto nie jest póki co i obchodzi je kto chce.
A co do stwierdzenia,że jeszcze niedawno nikt w Polsce o walentynkach nie słyszał,to się nie zgadzam.
My szalelismy w podstawówce z walentynkami a trochę lat od tego czasu upłynęło.
Pzdr
Ja świętuję w ten sposób, że kupuję jakieś serduszka dla każdego, a mąż to kwituje słowami,,jakieś obce święto''.
hiihihih i mąż ma rację bo to święto jest obce.
walentynki czy 8 marca to zawsze dobry temat do debaty jestes za czy przeciw? Ja sama nie wiem co sadzic o walentynkach i zachowuje sie jak typowy zodiakalny blizniak:) jednej sie podoba a ta druga juz sie krzywi i mowi a po co tyle zamieszania:) Jakm juz zbiore te moje dwie poloeki w calosc to stwierdzam, ze jesli komus to sprawia radosc to niech sie cieszy . ale nic na sile.Moj mężczyzna jest zdecydowanie przeciwny temu swietu, tak wiec powiedzialam ze bedzie to normalny dla nas dzien( ale gdzies tak w glebi mi zal jak widze te wszystkie serduszka ). No coz zycie we dwoje to kompromis. Dzien normalny ale po poludniu w TV ogladamy jakies Romanse i konoiec!
Nie na temat, ale witaj "siostro blizniaczko" :))) Znam ten dylemat, jak jest nas tylko dwie w jednej to jeszcze pol biedy, ale bywaja momenty, ze tych "blizniaczek" jest znacznie wiecej i kazda ciagnie w swoja strone .....ech czasem mam ochote uciec sama od siebie ;)) A jeszcze czesto sie zdarza, ze jak sie juz wypowiedzialam w jakiejs sprawie, to natychmiast zmienilam zdanie .... i co wtedy??? Najczesciej z czystego lenistwa juz nie wprowadzam korekty..... ale co tam, podobno tylko idiota nie zmienia zdania :)))))