Spokojne sielskie życie, czy może chcemy coś przeżyć unikalnego coś co zapisze się w naszej pamięci. Czekamy z pewnością na tę chwilę, kiedy nadejdzie? czy w ogóle nadejdzie. Zastanawiam się co bym zrobiła, gdy zobaczyłabym tonąca osobę, starczyłoby mi sił wskoczyć i ratować życie skoro sama nie umiem pływać...poprostu boję się wody jak ognia, a czy potrafimy jeszcze czymś zaskoczyć zrobić coś "powalającego" zrobić coś co byłoby ponadczasowe unikalne / abstrachuję od poczynań w świecie kuchni...tu też trzeba być mistrzem/ W jaki sposób wyzwolić z siebie iskrę, która zmieniłaby z dotychczasowego życia jałowego może odrobinę nawet śmiem powiedzieć chaotycznego . Zastanówmy się warto podyskutować Moje marzenie skromne to odkrywać na nowo piękno w swerze muzyki, książek, tak mało wiemy tak mało. Poznać tajniki kosmosu,gwiazd...zobaczcie kosmos tajemnica, nie można dotknąć ręką, jedynie możemy puścić wodze fantazji..a może na pograniczu nawet iluzji.. rozmarzyłam się...to takie proste? A ryzyko..no to się jeszcze okaże jak mi zaproponują udział w programie "Jak Oni śpiewają" pozdrawiam wiosennie
A ja Wam powiem, że ryzyko wpisane jest drukowanymi literami w nasze życie. Ryzykujemy wyjściem na ulicę bo a nóż jakiś idiota rąbnie nas samochodem. Ale z drugiej strony, może to my kogoś od tego uratujemy? Tak właśnie zrobił mój szwagier pociągając do tyłu młodą dziewczynę, która już była jedną nogą na pasach gdy za zakrętu wyjechał wariat. Ona była mu bardzo wdzięczna a on przeżywał to cały dzień, że taką laskę uratował.
Jeśli chodzi o takie ryzyko typu skok na linie, ze spadochronu itp to niestety nie odważyłabym się. Za dużo mam do stracenia. Już raz byłam bardzo, bardzo blisko stracenia wszystkiego. Wylizałam się i teraz podejmując jakiekolwiek ryzyko długo zastanawiam się nad jego konsekwencjami...
"Kochać i tracić, pragnąć i żałować: Padać boleśnie i znów się podnosić; Krzyczeć tęsknocie "precz" i błagać "prowadź"- Oto jest życie: nic, a jakże dosyć..." Leopold Staff
Witajcie Podejmujac w dobrej sprawie ryzyko to tak ,ale czy skoczyć na linie lub jechać samochodem jak Zientarski to na pewno nie jest warte naszego ani zdrowia ani życia.Dużo ludzi krzyczy patrzcie jak ja ryzykuję , jaki jestem odważny bo skaczę na linie czy robią coś innego. Nie widzę tam ani ryzyka ani odwagi raczej głupotę popis i brawurę.Czesto pomagamy ludziom i nie wiemy jak oni to przyjmą jak zachowają się .Nie musimy lecieć na księżyc żeby zrobić cos dla siebie ,może to być posadzenie kwiatka ,namalowanie obrazka czy pomoc naszym dzieciom .Poruszyłaś bardzo ciekawy temat ( miałam tylko wypić kawę i napisać do synowej na gg -są w angli) Wiersz jest piękny.
Te strofy byly i pewnie jeszcze sa moim mottem zyciowym, nie boje sie ryzyka, oczywiscie w granicach rozsadku, skakanie do wody, zeby ratowac tonacego jesli samemu nie umie sie plywac w/g mnie nie jest ryzykiem, ale glupota. Mysle, ze nawet lubie ryzyko, zmiany, a przeciez ludzie boja sie tez zmian, bo moze niosa one ze soba jakies ryzyko....Tak jak napisalas zycie jest ryzykiem, ale ja uwazam, ze zycie zostalo nam dane, zeby go przezyc a nie przesiedziec w czelusciach wlasnego kata pod cieplym kocykiem .... Jak sie ma wspomnienia to chyba nawet umierac jest lzej, a ze nie wiemy kiedy ..... no to wlasnie tym bardziej powinnismy budowac te wspomnienia ....takie jest moje zdanie.
A co to znaczy "za mlode zeby umierac"??? Kochana Reginko bylam wielokrotnie na cmentarzu i zauwazylam, ze ludzie umieraja bez wzgledu na wiek ... i bez wzgledu na to ile "swiata i zycia bylo przed nimi" .... U nas mowia, ze na swiecie sa tylko dwie rzeczy pewne: placenie podatkow i smierc. I to chyba prawda, a w zwiazku z tym bez wzgledu na to kiedy umre .... to poki zyje, chce zyc a nie "przeczekiwac" ten ziemski czas ;))
zakładając ten wątek nie miałam na myśli, aby wykazać głupotę / wskakując to wody skoro nie umiemiem pływać - to metafora /, tylko czy czasami nasze poczynania brawurowe, na pograniczu właśnie ryzyka / nie mylić z Rydzykiem / mogą komuś pomóc, a nam przynieść satysfakcję ,choćby to -- od ust sobie odejmę dzieląć się innym - ryzykowne bo będę głodna, a satysfakcja w pełni,że mogłam pomóc pozdrawiam
Wiesz co Kamo, dalas mi do myslenia :) I tak sobie wymyslilam wlasnie, ze roznica miedzy ryzykiem a glupota to tylko punkt widzenia :) bo przeciez ktos kto zdaje sobie sprawe z konsekwencji nazwie dany czyn tylko ryzykiem, ale ktos kto boi sie wszystkiego co "nieznane" moze nazwac to samo postepowanie glupota. Biorac pod uwage ten metaforyczny skok do wody, to prawdopodobnie w obliczu zagrozenia zycia innej osoby, ten skaczacy nie ma nawet czasu na analize... i mimo to skacze. Ale wez np. skoczkow spadochronowych czy wspinaczke wysokogorska, dla jednych to glupota - bo i po co?? a dla drugich to ryzyko, ale w celu wzbogacania doswiadczen. Ktos boi sie zmienic prace, bo uwaza, ze jest glupota odchodzic od tego co moze nie jest doskonale, ale jest .... natomiast ktos inny podejmie ryzyko szukania nowej i wielokrotnie jest bardziej szczesliwy. Ryzykiem moze byc np. podjecie decyzji o rozwodzie, bo jedna kobieta moze sie bac odejsc od meza, ktory nie tylko nie kocha, ale bije (ale przeciez nie bije codziennie tylko np. raz w tygodniu) a druga odejdzie i bedzie szczesliwa samotnie, lub jeszcze lepiej znajdzie takiego ktory kocha....ech ....ale mi zadalas .... Teraz wyglada na to, ze jestem glupia ryzykantka :))) ale dobrze mi z tym i mimo, ze czesto balansuje na krawedzi to zawsze jakos spadam na cztery lapy i jestem szczesliwa :)))
Nie chodzi żeby siedzieć na pupie i nic nie robić.Ryzyko jest wskazane i głupotą jest wszystkiego bac sie, ale musi mieć sens.To robimy dla siebie lub dla kogoś.Nie może być to brawura ,głupota popisówka ,czy lekceważenie zdrowego rozsądku.
Zgadzam się z tym co napisałaś - odnośnie punktu widzenia - ryzyko czy głupota - to faktycznie zalezy od człowieka. To co dla mnie głupotą byc moze , dla innego bedzie podniesieniem sobie adrenaliny, albo ryzykiem do przyjecia. Jesli chodzi o ryzyko, rozumiane jako zagrożenie (nawet jak podnosi adrenalinę, co dla kogos moze byc zachętą) - to ja niestety jestem raczej zachowawcza, bo mam dzieci, które mnie potrzebują i nie uwazam, aby narazanie się było mi potrzebne do szczęscia. Kiedy jednak mogę spróbować czegos nowego ( co tez moze łączyć się z jakimś ryzykiem, ale w bezpiecznej dla mnie formie) to "nie odmawiam" :))) Życie tylko z tym co znamy i jest przewidywalne byłoby chyba troche nudne ...
Zaczął się nowy rok a wraz z nim moje szalone, niektóre nawet ryzykowne pomysły. Starczą do końca roku i.............. to co kiedyś dla mnie było ryzykiem, z odgórnym założeniem,że sie nie uda i nigdy się tego nie podejmę. Mało tego. Po zmierzeniu się z problemem okazuje się,że nie tylko się udaje ale jeszcze jest pogromną frajdą.Więc możę czasem warto spróbować na ten "Zawrat" wyjść?
Spokojne sielskie życie, czy może chcemy coś przeżyć unikalnego coś co zapisze się w naszej pamięci. Czekamy z pewnością na tę chwilę, kiedy nadejdzie? czy w ogóle nadejdzie. Zastanawiam się co bym zrobiła, gdy zobaczyłabym tonąca osobę, starczyłoby mi sił wskoczyć i ratować życie skoro sama nie umiem pływać...poprostu boję się wody jak ognia, a czy potrafimy jeszcze czymś zaskoczyć zrobić coś "powalającego" zrobić coś co byłoby ponadczasowe unikalne / abstrachuję od poczynań w świecie kuchni...tu też trzeba być mistrzem/ W jaki sposób wyzwolić z siebie iskrę, która zmieniłaby z dotychczasowego życia jałowego może odrobinę nawet śmiem powiedzieć chaotycznego .
Zastanówmy się warto podyskutować
Moje marzenie skromne to odkrywać na nowo piękno w swerze muzyki, książek, tak mało wiemy tak mało.
Poznać tajniki kosmosu,gwiazd...zobaczcie kosmos tajemnica, nie można dotknąć ręką, jedynie możemy puścić wodze fantazji..a może na pograniczu nawet iluzji.. rozmarzyłam się...to takie proste? A ryzyko..no to się jeszcze okaże jak mi zaproponują udział w programie "Jak Oni śpiewają"
pozdrawiam wiosennie
A ja Wam powiem, że ryzyko wpisane jest drukowanymi literami w nasze życie. Ryzykujemy wyjściem na ulicę bo a nóż jakiś idiota rąbnie nas samochodem. Ale z drugiej strony, może to my kogoś od tego uratujemy? Tak właśnie zrobił mój szwagier pociągając do tyłu młodą dziewczynę, która już była jedną nogą na pasach gdy za zakrętu wyjechał wariat. Ona była mu bardzo wdzięczna a on przeżywał to cały dzień, że taką laskę uratował.
Jeśli chodzi o takie ryzyko typu skok na linie, ze spadochronu itp to niestety nie odważyłabym się. Za dużo mam do stracenia. Już raz byłam bardzo, bardzo blisko stracenia wszystkiego. Wylizałam się i teraz podejmując jakiekolwiek ryzyko długo zastanawiam się nad jego konsekwencjami...
"Kochać i tracić,
pragnąć i żałować:
Padać boleśnie
i znów się podnosić;
Krzyczeć tęsknocie "precz"
i błagać "prowadź"-
Oto jest życie:
nic, a jakże dosyć..."
Leopold Staff
Witajcie
Podejmujac w dobrej sprawie ryzyko to tak ,ale czy skoczyć na linie lub jechać samochodem jak Zientarski to na pewno nie jest warte naszego ani zdrowia ani życia.Dużo ludzi krzyczy patrzcie jak ja ryzykuję , jaki jestem odważny bo skaczę na linie czy robią coś innego.
Nie widzę tam ani ryzyka ani odwagi raczej głupotę popis i brawurę.Czesto pomagamy ludziom i nie wiemy jak oni to przyjmą jak zachowają się .Nie musimy lecieć na księżyc żeby zrobić cos dla siebie ,może to być posadzenie kwiatka ,namalowanie obrazka czy pomoc naszym dzieciom .Poruszyłaś bardzo ciekawy temat ( miałam tylko wypić kawę i napisać do synowej na gg -są w angli)
Wiersz jest piękny.
Te strofy byly i pewnie jeszcze sa moim mottem zyciowym, nie boje sie ryzyka, oczywiscie w granicach rozsadku, skakanie do wody, zeby ratowac tonacego jesli samemu nie umie sie plywac w/g mnie nie jest ryzykiem, ale glupota. Mysle, ze nawet lubie ryzyko, zmiany, a przeciez ludzie boja sie tez zmian, bo moze niosa one ze soba jakies ryzyko....Tak jak napisalas zycie jest ryzykiem, ale ja uwazam, ze zycie zostalo nam dane, zeby go przezyc a nie przesiedziec w czelusciach wlasnego kata pod cieplym kocykiem ....
Jak sie ma wspomnienia to chyba nawet umierac jest lzej, a ze nie wiemy kiedy ..... no to wlasnie tym bardziej powinnismy budowac te wspomnienia ....takie jest moje zdanie.
A nie uważasz że jesteśmy za młode, żeby myśleć o umieraniu ,cały świat przed nami!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A co to znaczy "za mlode zeby umierac"??? Kochana Reginko bylam wielokrotnie na cmentarzu i zauwazylam, ze ludzie umieraja bez wzgledu na wiek ... i bez wzgledu na to ile "swiata i zycia bylo przed nimi" .... U nas mowia, ze na swiecie sa tylko dwie rzeczy pewne: placenie podatkow i smierc. I to chyba prawda, a w zwiazku z tym bez wzgledu na to kiedy umre .... to poki zyje, chce zyc a nie "przeczekiwac" ten ziemski czas ;))
Ale my mamy 2 lub 3 18-nastkę więc sama widzisz
A ja myślałam, że złośliwy chochlik zeżarł jedną literę w temacie i masz na myśli Rydzyka (tzw. ojca dyrektora) :))) hehehe
Pozdrawiam Dorota.
Buahhahahahahhahah ja myślałam dokładnie tak samo. Przeczytałam Rydzyka
zakładając ten wątek nie miałam na myśli, aby wykazać głupotę / wskakując to wody skoro nie umiemiem pływać - to metafora /, tylko czy czasami nasze poczynania brawurowe, na pograniczu właśnie ryzyka / nie mylić z Rydzykiem / mogą komuś pomóc, a nam przynieść satysfakcję ,choćby to -- od ust sobie odejmę dzieląć się innym - ryzykowne bo będę głodna, a satysfakcja w pełni,że mogłam pomóc
pozdrawiam
Mądre słowa.
Wiesz co Kamo, dalas mi do myslenia :) I tak sobie wymyslilam wlasnie, ze roznica miedzy ryzykiem a glupota to tylko punkt widzenia :) bo przeciez ktos kto zdaje sobie sprawe z konsekwencji nazwie dany czyn tylko ryzykiem, ale ktos kto boi sie wszystkiego co "nieznane" moze nazwac to samo postepowanie glupota. Biorac pod uwage ten metaforyczny skok do wody, to prawdopodobnie w obliczu zagrozenia zycia innej osoby, ten skaczacy nie ma nawet czasu na analize... i mimo to skacze. Ale wez np. skoczkow spadochronowych czy wspinaczke wysokogorska, dla jednych to glupota - bo i po co?? a dla drugich to ryzyko, ale w celu wzbogacania doswiadczen. Ktos boi sie zmienic prace, bo uwaza, ze jest glupota odchodzic od tego co moze nie jest doskonale, ale jest .... natomiast ktos inny podejmie ryzyko szukania nowej i wielokrotnie jest bardziej szczesliwy. Ryzykiem moze byc np. podjecie decyzji o rozwodzie, bo jedna kobieta moze sie bac odejsc od meza, ktory nie tylko nie kocha, ale bije (ale przeciez nie bije codziennie tylko np. raz w tygodniu) a druga odejdzie i bedzie szczesliwa samotnie, lub jeszcze lepiej znajdzie takiego ktory kocha....ech ....ale mi zadalas .... Teraz wyglada na to, ze jestem glupia ryzykantka :))) ale dobrze mi z tym i mimo, ze czesto balansuje na krawedzi to zawsze jakos spadam na cztery lapy i jestem szczesliwa :)))
Nie chodzi żeby siedzieć na pupie i nic nie robić.Ryzyko jest wskazane i głupotą jest wszystkiego bac sie, ale musi mieć sens.To robimy dla siebie lub dla kogoś.Nie może być to brawura ,głupota popisówka ,czy lekceważenie zdrowego rozsądku.
Zgadzam się z tym co napisałaś - odnośnie punktu widzenia - ryzyko czy głupota - to faktycznie zalezy od człowieka. To co dla mnie głupotą byc moze , dla innego bedzie podniesieniem sobie adrenaliny, albo ryzykiem do przyjecia.
Jesli chodzi o ryzyko, rozumiane jako zagrożenie (nawet jak podnosi adrenalinę, co dla kogos moze byc zachętą) - to ja niestety jestem raczej zachowawcza, bo mam dzieci, które mnie potrzebują i nie uwazam, aby narazanie się było mi potrzebne do szczęscia.
Kiedy jednak mogę spróbować czegos nowego ( co tez moze łączyć się z jakimś ryzykiem, ale w bezpiecznej dla mnie formie) to "nie odmawiam" :))) Życie tylko z tym co znamy i jest przewidywalne byłoby chyba troche nudne ...
Bardzo chcieć to móc!!Często warto i nie tylko na Zawrat bo z bliska okazuje sięże diabł nie taki straszny.
ojej ja piec razy spogladalam na ten watek i za kazdym razem tytul byl dla mnie nastepujacy "czy sie boimy Rydzyka?"
W pierwszaj chwili przeczytałem "CZY BOIMY SIĘ RYDZYKA" i zdębiałem.....
Bahus
Nie Ty jeden Bahusie, nie Ty jeden... :-D