Podzielcie się spostrzeżeniami jak u Was wyglądał egzamin na prawko.Chodzi mi o to czego może czepiać się egzaminator???Na co zwracać uwagę???Czekam na odp.
Egzaminator patrzył półgębkiem ;) , czy ustawiłam : fotel dla siebie po poprzednim kursancie, lusterko wsteczne i lusterka boczne, zapięłam pas i ... czy przy ruszaniu pamiętałam o zwolnieniu hamulca ręcznego zaciągniętego przez wcześniej egzaminowanego.
Też egzaminator patrzył mi na lusterka ale nie poprawiałam ich tylko zerkłam na nie i powiedziałam głośno (aby było słychać na nagraniu z kamery),że wszystkie lusterka są w porządku.Poprawiłam sobie fotel,włączyłam światła i spuściłam ręczny (pierwszy egzamin oblałam za ręczny).Egzaminator mi powiedział że jeśli jestem gotowa do jazdy to mogę ruszać,pasów nie zapinałam ponieważ mam zwolnienie od lekarza.Miałam kilka małych błędów w czasie jazdy ale pan egzaminator był bardzo wyrozumiały i nie było tak strasznie źle.
Szczerze powiem ze w panice zapomnialam o recznym ale egzaminator przymknal oko i puscil mnie dalej. Na egzaminie mialam jedna nieprzyjemna sytuacje, dojezdzalam do przejscia dla pieszych a tu ni z tego ni z owego facet ktory nie stal przed przejsciem tylko szedl sobie chodnikiem i nie zatrzymujac sie wszedl mi na te pasy. Ja w nerwach calym impetem nadepnelam na hamulec, auto mi zgaslo, egzaminator zaczal cos tam notowac wiec sobie pomyslalam ze pewnie egzaminu juz nie zdalam. No ale nic, kazal mi zapalic auto i jechac dalej. I dopiero wtedy, swiecie przekonana ze oblalam egzamin zaczelo mi sie dobrze jechac. No i zdalam za pierwszym razem. Ja juz na prawko zdawalam pare lat temu, nie wiem jak jest teraz. Moja kolezanke oblali np za to ze za wolno jechala. Mysle ze na kierowce trzeba sie po prostu nadawac, nie kazdy ma do tego dar. Jak zdasz egzamin to staraj sie jak najwiecej jezdzic, ja po zrobieniu prawka mialam 2 lata przerwy ( bracia chyba bali sie o swoje samochody ) a pozniej jak juz mialam swoje autko to wzielam sobie 2 godziny jazdy bo juz nie czulam sie pewnie. A i tak przez pierwszy tydzien dojezdzajac do pracy bylam cala spocona. Teraz smigam jak sie patrzy, zwlaszcza tu po Stanach gdzie jezdzi sie szybciej niz w Polsce. Pozdrawiam
:) zdawałam w Poznaniu, pierwsze dwa razy oblałam na placu, za trzecim razem pomyślałam - e tam. mam w nosie, najwyżej nie zdam i powtórzę wiosną (była potworna zima, lodowisko na drogach, śniegu co niemiara). i naprawdę myslalam ze nie zdam. przede mną egzaminator po prostu wyprosił z auta 3 kolejne osoby - sądzilam ze to koniec. usiadlam w aucie, ustawilam fotel, lusterka, zapiełam się, upewniłam że jest ok. ruszyłam i pamiętam ze na górce zaczął mi się staczać samochód - to se myślę... koniec. a egzaminator. "co? staczamy się? no to wio, jeszcze raz." nie wiedziałam wtedy ze jeden niewielki błąd można bez konsekwencji popełnić. :) w związku z czym myslalam ze złapałam za ogon tonę szczęścia. i moze dzięki temu jakoś mi się w ogole luźniej zrobilo. egzaminator wybrał najkrótszą możliwą trasę. byłam wstrząśnięta jak kazał zakręcać na miejsce i tam powiedział "no i co ja mam z panią zrobić? dam pani to prawo jazdy." :))) to było napiękniejsze wyznanie skierowane w moim kierunku w ciągu całego mojego życia
Podzielcie się spostrzeżeniami jak u Was wyglądał egzamin na prawko.Chodzi mi o to czego może czepiać się egzaminator???Na co zwracać uwagę???Czekam na odp.
Egzaminator patrzył półgębkiem ;) , czy ustawiłam : fotel dla siebie po poprzednim kursancie, lusterko wsteczne i lusterka boczne, zapięłam pas i ... czy przy ruszaniu pamiętałam o zwolnieniu hamulca ręcznego zaciągniętego przez wcześniej egzaminowanego.
Też egzaminator patrzył mi na lusterka ale nie poprawiałam ich tylko zerkłam na nie i powiedziałam głośno (aby było słychać na nagraniu z kamery),że wszystkie lusterka są w porządku.Poprawiłam sobie fotel,włączyłam światła i spuściłam ręczny (pierwszy egzamin oblałam za ręczny).Egzaminator mi powiedział że jeśli jestem gotowa do jazdy to mogę ruszać,pasów nie zapinałam ponieważ mam zwolnienie od lekarza.Miałam kilka małych błędów w czasie jazdy ale pan egzaminator był bardzo wyrozumiały i nie było tak strasznie źle.
Szczerze powiem ze w panice zapomnialam o recznym ale egzaminator przymknal oko i puscil mnie dalej. Na egzaminie mialam jedna nieprzyjemna sytuacje, dojezdzalam do przejscia dla pieszych a tu ni z tego ni z owego facet ktory nie stal przed przejsciem tylko szedl sobie chodnikiem i nie zatrzymujac sie wszedl mi na te pasy. Ja w nerwach calym impetem nadepnelam na hamulec, auto mi zgaslo, egzaminator zaczal cos tam notowac wiec sobie pomyslalam ze pewnie egzaminu juz nie zdalam. No ale nic, kazal mi zapalic auto i jechac dalej. I dopiero wtedy, swiecie przekonana ze oblalam egzamin zaczelo mi sie dobrze jechac. No i zdalam za pierwszym razem.
) a pozniej jak juz mialam swoje autko to wzielam sobie 2 godziny jazdy bo juz nie czulam sie pewnie. A i tak przez pierwszy tydzien dojezdzajac do pracy bylam cala spocona. Teraz smigam jak sie patrzy, zwlaszcza tu po Stanach gdzie jezdzi sie szybciej niz w Polsce. Pozdrawiam
Ja juz na prawko zdawalam pare lat temu, nie wiem jak jest teraz. Moja kolezanke oblali np za to ze za wolno jechala. Mysle ze na kierowce trzeba sie po prostu nadawac, nie kazdy ma do tego dar. Jak zdasz egzamin to staraj sie jak najwiecej jezdzic, ja po zrobieniu prawka mialam 2 lata przerwy ( bracia chyba bali sie o swoje samochody
:) zdawałam w Poznaniu, pierwsze dwa razy oblałam na placu, za trzecim razem pomyślałam - e tam. mam w nosie, najwyżej nie zdam i powtórzę wiosną (była potworna zima, lodowisko na drogach, śniegu co niemiara). i naprawdę myslalam ze nie zdam.
przede mną egzaminator po prostu wyprosił z auta 3 kolejne osoby - sądzilam ze to koniec. usiadlam w aucie, ustawilam fotel, lusterka, zapiełam się, upewniłam że jest ok. ruszyłam i pamiętam ze na górce zaczął mi się staczać samochód - to se myślę... koniec. a egzaminator. "co? staczamy się? no to wio, jeszcze raz." nie wiedziałam wtedy ze jeden niewielki błąd można bez konsekwencji popełnić. :) w związku z czym myslalam ze złapałam za ogon tonę szczęścia. i moze dzięki temu jakoś mi się w ogole luźniej zrobilo. egzaminator wybrał najkrótszą możliwą trasę. byłam wstrząśnięta jak kazał zakręcać na miejsce i tam powiedział "no i co ja mam z panią zrobić? dam pani to prawo jazdy." :))) to było napiękniejsze wyznanie skierowane w moim kierunku w ciągu całego mojego życia