Nie wiem jak u Was ale dla mnie Wielanoc oznacza co roku gonitwę porodzinną. Mamy do odwiedzenia rodziców męża, mojego tatę z jego rodziną oraz rodzinę mamy, która już niestety nie żyje. Każdy chce żebysmy byli u niego w pierwszy dzień a jest to nie do zrobienia ze względu na odległości. Wszystkie miejscowości, łacznie z moją, sa od siebie połozone o ok 30 km. Samochód mamy ale zanim się cos zje, pogada itp to brakuje czasu. Jak sobie radzicie w takich sytuacjach??? niestety ze wzgledu na stosunki rodzinne nie mogę wszystkich zgromadzić u siebie :( ja już sie boję tej Wielkanocy bo Świeta powinny byc miłe a nie potwornie męczące.
U mnie w domu rodzinnym bylo tak: pierwsze swieto kazdy u siebie, a odwiedzanie w poniedzialek i nie zawsze ci sami u tych samych co roku. Zmiana, zeby nie wkradala sie monotonia. A wloskie przyslowie mowi: " Boze narodzenie z rodzina, a wielkanoc z kim chcesz"
Przyzwyczajamy się do zabiegania i zaczynamy uważać za nieodłączną część części życia, a przynajmniej mnie to cechuje ;P Z biegiem lat zaczynam się do różnych rzeczy dystansować. Nie dojedziesz - to zadzwonisz, że nie dałaś rady. Nie zdążysz posprzątać i ugotować oraz upiec jednoczesnie, to podziel się sprzątaniem, zrób kilka symbolicznych potraw, resztę kup, a i to nie za dużo, bo szkoda marnować jedzenie (mam kuku na muniu na punkcie niewyrzucania potraw). To zwyczajna rzecz, że nie wszyscy się lubią, nie wierzę w układy idealne. Warto po prostu zadbać o dobrą atmosferę, ale nie kosztem własnej nerwicy. Trzymaj się!
U mnie na szczęście jest trochę lepiej - choć może się komuś wydawać monotonne i nudne, ale odkąd pamiętam- jak starsze siostry powychodziły zamąż to już można powiedzieć tradycją stało się,że zawsze pierwszy dzień świąt i tych i Bożego Narodzenia obchodzimy w naszym domu rodzinnym. A w drugi dzień każdy z rodzeństwa (a dodam, że jest nas 7) robi co zechce... Oczywiście każdy do rodziców przywozi coś od siebie, żeby wszystkie zakupy i pichcenia nie spadały na domowników. Ale wierzę,że nie jest to dla Ciebie miłe i szkoda, że zamiast cieszyć się nadchodzącymi świętami Ty już stresujesz się jak to wszystko będzie... Podejdź z dystansem i nie zamartwiaj się!!!-przecież się nie rozeriesz, tylko po to, żeby wszystkim dogodzić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiesz,ciekawa jestem co na to mężowie Twoich sióstr.Oni też zapewne maja swoich rodziców.Nie wiem czy nie chcieliby w pierwszy dzień pójść do nich.Przynajmniej co drugi rok.To jest tradycja Twojego domu rodzinnego,ale oni mają swoje domy rodzinne.Na tym polega problem,zostało to już poruszone przy okazji Świąt Bożego Narodzenia.
Ja myślę, ze - luzik... Zaplanujcie sobie wszystko, jak Wam wygodnie, a wszystkich zainteresowanych poinformujcie telefonicznie- kiedy się pojawicie. Na pretensje spokojnie odpowiadaj- "a jak mam to zrobić? ", "ja też chce mieć Święta", "W tym roku przyjedziemy w poniedziałek- w przyszłym- w niedzielę" Moja siostra robi tak: śniadanie wielkanocne i potem jeszcze trochę czasu spędzają w moich rodziców, potem jadą do rodziców męża siostry, tam nocują, zostają do obiadu w poniedziałek- potem znów wracają na chwilę to moich rodziców. Mama kiedyś wyraziła żal, ze tak krótką są u niej, ale ją "zgasiliśmy", ze mama męza mojej siostry tez chce widywac czasem swoje dzieci i wnuczkę- I że ma takie same prawa do odwiedzin, jak nasza mama. Za to matka męza mojej siostry nie może wymóc spędzania Wigilii u niej- tym samym argumentem siostra się posługuje- nasza doba ma tak samo 24 godziny, jak wasza, to jest niemożliwe, zebysmy byli w dwóch miejscach na raz. No i co z tego, ze chcą, zebyście byli w niedzielę? Spokojne wyjasnienie na pewno pomoze. A przynajmniej pomoze za którymś razem...
Macie takie samo prawo do spokojnych i przyjemnych świąt, jak Wasze rodziny...
Mi się podoba Wielaknoc czy Boże Narodzenie bo nie robię przyjęcia w domu tylko jeżdrzę po rodzinie. Wszyscy zapraszają ale są wyrozumiali i jak mam inne plany to nikt się nie obraża. Mniej wydatków, nerwów i sprzatania szczególnie po imprezie bo jej nie ma.
U nas przyjęło się tak że Wiekanoc spędzamy u moich rodziców a Boże Narodzenie u teściów. Rodziców mam ok 200 km od siebie więc bardzo trudno byłoby byc i tu i tam. Początki były sutne bo wyjechałam do obcego miasta nikogo nie znając oprócz męza i teściów i jego rodzinę. Był nie raz placz i tęsknota za domem rodzinnym. Teraz przyzwyczailiśmy się do tego i jest dobrze. Są telefony, gg czy skype więc możne nie raz usiąść w czasie świąt i porozmawiać. Pozdrawiam
My w tym roku jedziemy na wielkanoc do Polski trzeba ponad 20 godzin jechac bo droga na moje ukochane rodzinne Mazury to droga przez meke ale co tam:) Bardzo sie ciesze z tej gonitwy porodzinie bo nieczesto ich widze.Wielkanoc jest dla mnie jakos lekka i radosna.Nie moge juz sie doczekac
Nie wiem jak u Was ale dla mnie Wielanoc oznacza co roku gonitwę porodzinną. Mamy do odwiedzenia rodziców męża, mojego tatę z jego rodziną oraz rodzinę mamy, która już niestety nie żyje. Każdy chce żebysmy byli u niego w pierwszy dzień a jest to nie do zrobienia ze względu na odległości. Wszystkie miejscowości, łacznie z moją, sa od siebie połozone o ok 30 km. Samochód mamy ale zanim się cos zje, pogada itp to brakuje czasu. Jak sobie radzicie w takich sytuacjach??? niestety ze wzgledu na stosunki rodzinne nie mogę wszystkich zgromadzić u siebie :( ja już sie boję tej Wielkanocy bo Świeta powinny byc miłe a nie potwornie męczące.
U mnie w domu rodzinnym bylo tak: pierwsze swieto kazdy u siebie, a odwiedzanie w poniedzialek i nie zawsze ci sami u tych samych co roku. Zmiana, zeby nie wkradala sie monotonia. A wloskie przyslowie mowi: " Boze narodzenie z rodzina, a wielkanoc z kim chcesz"
Przyzwyczajamy się do zabiegania i zaczynamy uważać za nieodłączną część części życia, a przynajmniej mnie to cechuje ;P Z biegiem lat zaczynam się do różnych rzeczy dystansować. Nie dojedziesz - to zadzwonisz, że nie dałaś rady. Nie zdążysz posprzątać i ugotować oraz upiec jednoczesnie, to podziel się sprzątaniem, zrób kilka symbolicznych potraw, resztę kup, a i to nie za dużo, bo szkoda marnować jedzenie (mam kuku na muniu na punkcie niewyrzucania potraw).
To zwyczajna rzecz, że nie wszyscy się lubią, nie wierzę w układy idealne. Warto po prostu zadbać o dobrą atmosferę, ale nie kosztem własnej nerwicy.
Trzymaj się!
U mnie na szczęście jest trochę lepiej - choć może się komuś wydawać monotonne i nudne, ale odkąd pamiętam- jak starsze siostry powychodziły zamąż to już można powiedzieć tradycją stało się,że zawsze pierwszy dzień świąt i tych i Bożego Narodzenia obchodzimy w naszym domu rodzinnym. A w drugi dzień każdy z rodzeństwa (a dodam, że jest nas 7) robi co zechce...
Oczywiście każdy do rodziców przywozi coś od siebie, żeby wszystkie zakupy i pichcenia nie spadały na domowników.
Ale wierzę,że nie jest to dla Ciebie miłe i szkoda, że zamiast cieszyć się nadchodzącymi świętami Ty już stresujesz się jak to wszystko będzie... Podejdź z dystansem i nie zamartwiaj się!!!-przecież się nie rozeriesz, tylko po to, żeby wszystkim dogodzić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiesz,ciekawa jestem co na to mężowie Twoich sióstr.Oni też zapewne maja swoich rodziców.Nie wiem czy nie chcieliby w pierwszy dzień pójść do nich.Przynajmniej co drugi rok.To jest tradycja Twojego domu rodzinnego,ale oni mają swoje domy rodzinne.Na tym polega problem,zostało to już poruszone przy okazji Świąt Bożego Narodzenia.
Ja myślę, ze - luzik... Zaplanujcie sobie wszystko, jak Wam wygodnie, a wszystkich zainteresowanych poinformujcie telefonicznie- kiedy się pojawicie.
Na pretensje spokojnie odpowiadaj- "a jak mam to zrobić? ", "ja też chce mieć Święta", "W tym roku przyjedziemy w poniedziałek- w przyszłym- w niedzielę"
Moja siostra robi tak: śniadanie wielkanocne i potem jeszcze trochę czasu spędzają w moich rodziców, potem jadą do rodziców męża siostry, tam nocują, zostają do obiadu w poniedziałek- potem znów wracają na chwilę to moich rodziców. Mama kiedyś wyraziła żal, ze tak krótką są u niej, ale ją "zgasiliśmy", ze mama męza mojej siostry tez chce widywac czasem swoje dzieci i wnuczkę- I że ma takie same prawa do odwiedzin, jak nasza mama. Za to matka męza mojej siostry nie może wymóc spędzania Wigilii u niej- tym samym argumentem siostra się posługuje- nasza doba ma tak samo 24 godziny, jak wasza, to jest niemożliwe, zebysmy byli w dwóch miejscach na raz.
No i co z tego, ze chcą, zebyście byli w niedzielę? Spokojne wyjasnienie na pewno pomoze. A przynajmniej pomoze za którymś razem...
Macie takie samo prawo do spokojnych i przyjemnych świąt, jak Wasze rodziny...
Mi się podoba Wielaknoc czy Boże Narodzenie bo nie robię przyjęcia w domu tylko jeżdrzę po rodzinie. Wszyscy zapraszają ale są wyrozumiali i jak mam inne plany to nikt się nie obraża. Mniej wydatków, nerwów i sprzatania szczególnie po imprezie bo jej nie ma.
U nas przyjęło się tak że Wiekanoc spędzamy u moich rodziców a Boże Narodzenie u teściów. Rodziców mam ok 200 km od siebie więc bardzo trudno byłoby byc i tu i tam. Początki były sutne bo wyjechałam do obcego miasta nikogo nie znając oprócz męza i teściów i jego rodzinę. Był nie raz placz i tęsknota za domem rodzinnym. Teraz przyzwyczailiśmy się do tego i jest dobrze. Są telefony, gg czy skype więc możne nie raz usiąść w czasie świąt i porozmawiać.
Pozdrawiam
My w tym roku jedziemy na wielkanoc do Polski trzeba ponad 20 godzin jechac bo droga na moje ukochane rodzinne Mazury to droga przez meke ale co tam:) Bardzo sie ciesze z tej gonitwy porodzinie bo nieczesto ich widze.Wielkanoc jest dla mnie jakos lekka i radosna.Nie moge juz sie doczekac