Forum

Rozmowy wolne i frywolne

Lucky, Lucky, Lucky....

  • Autor: Almira Data: 2009-12-01 23:13:50

    A ile to można jeść indyka, co? No Ty mi powiedz gdzie Ty jesteś? A tam mi! Wszystkim powiedz!:)

  • Autor: Aleksandra1973 Data: 2009-12-02 00:45:54

    Almiro wejdz w profil Marylki tam masz link do jej bloga,a na blogu dowiesz sie reszty

  • Autor: kokliko Data: 2009-12-02 06:49:08

    Jesli ten indyk dobry,to mozna do nieskonczonosci, a skonczonosc (prawie) zamrozic, Lucky rozprawia sie z indykiem od paru lat, mnie slinka leci
    na jej indyka.
    Moja amerykanska przyjaciolka przez wiele lat zapraszala nas na thanksgiwindowe  biesiady, ale ten jej indyk zawsze byl z lekka suchy, moze to wina
    francuskiego indyka, bo przyjacioka wielka kucharka jest.
    Ja postanowilam tegoroczne Swieta Bozego Narodzenia spedzic w towarzystwie indyka Lucky, z Jej przepisem i niestety z tym trefnym francuskim, opowiem Wam po. Wedlug przepisu Lucky wykonam.
    Szczegolnie  ostatniego , a chodzi o sos, bo pieczenie bylo wyjasniane na WZ ze dwa lata temu.

    Trzeba bylo tylko namowic odpowiednia gromade  konsumpcyjna, bo od Bozego Narodzenia do Nowego Roku jedzenie indyka wydaje mi sie mozliwe,
    ale do Trzech Kroli z lekka nuzace.
    Indyk zostal juz zamowiony (biedaczek, jeszcze baraszkuje i nie zna  naszych niecnych kanibalskich zamierzen) u pana ktory zaopatruje nas w jajka.
    Pan prowadzi gospodarstwo pod Orleanem, calkowicie organiczne i ledwo wiaze dwa konce.
    W ubieglym roku zaopatrzyl nas w  kaplony, ale byly tak ogromne, ze opedzilismy nimi i Boze Narodzenie i Wielkanoc.

    No wiec na Swieta bedzie indyk na sposob dziekczynny, podziekowania, tudziez zazalenia skieruje bezposrednio do autorki przepisu, mam nadzieje, ze
    tych ostatnich nie bedzie, bo Lucky wbrew temu co opowiada o sobie, gotuje po mistrzowsku.

  • Autor: smakosia Data: 2009-12-02 10:37:05

    Ja też się pytam czemu Marylki tak mało na forum i wcale mnie nie pociesza, że jest na własnym blogu. Brakuje mi Jej tutaj i już

  • Autor: Almira Data: 2009-12-02 11:06:02

    No właśnie Smakosiu, ja wiem że na blogu itp., ale ja tęsknie za jej tutaj się udzielaniem! Czy to zdanie jest po polsku?;)

    W każdym razie indyk jak pyszny by nie był, nie może z Nami wygrać, bo już całkiem posiwieje i w kompleksy wpadnę straszne

  • Autor: luckystar Data: 2009-12-02 15:02:19

    Kokliko, miod lejesz na moje serce:))) Nasze dziecka przychodza na Thanksgiving uzbrojone w plastykowe pojemniki i zabieraja co zostaje z wyzerki, w ten sposob indyk "wychodzi" i nie musze sie nim pasc przez caly tydzien. W tym roku musialam wprowadzic lekkie restrykcje w tym "wychodzeniu" bo jak sie rozpedzili to zabraliby wszystko lacznie z decha do krojenia ptaszydla:)) a ja chcialam zeby nam tez troche zostalo na nastepny dzien:)))
    Ciesze sie, ze postanowilas wyprobowac moj przepis. Rozpowszechnilam go rowniez wsrod moich kilku klientek i juz dostalam podziekowania, czyli jest dobrze:))

  • Autor: luckystar Data: 2009-12-02 14:58:47

    Jestem!!! Jestem!!! Ale wlasnie pol godziny temu odjechali goscie, a ja musze zbierac sie do pracy:(( Moje indyczane swieto obchodze nie w czwartek, tak jak powinno byc wedle "amerykanskiego regulaminu" ale w sobote. Robimy tak dlatego, ze nie chcemy, zeby dzieci co roku staly w obliczu wyboru gdzie isc? do matki? czy ojca? Tym sposobem, w czwartek spedzaja swieta z matka lub tesciowa a w sobote przychodza do nas. Ja dzieki temu mam ekstra dwa dni na gotowanie, a oni mysla ze jestem Martha Stewart:))))

  • Autor: Wkn Data: 2009-12-02 17:06:12

    A ja właśnie, proszę Państwa zaczynam wyglądać w poszukiwaniu świeczników adwentowych i pierwszych mikołajkowych i w ogóle grudniowych ozdób w oknach, ogródkach, na balkonach itp.
    Taki pocieszacz antypluchowy - jeśli w warzywniaku świeci rząd kolorowych lampek, a zza firany migają lampki świecznika, robi się troszeczkę lepiej na zmokniętej duszy - jakby wciąż listopadowej.
    A indyka - owszem, zjadłabym skubańca.

  • Autor: Almira Data: 2009-12-02 18:09:00

    Lucky, ale się cieszę, że jesteś i wiem co robiłaś, bo śledzę Cię wszędzie, również na blogu:)

    Chodzi mi o to, że tu na forum trochę bezcharakternie bez Ciebie, a właściwie charakternie, ale smutno, bla bla bla, teraz skoro wróciłaś już mogę popyskować;)
    I do Was Dziewczyny. Powiedzcie proszę jak można jeść indyka???? Bo ja nigdy nie... Boję się Go, jest jak pterodaktyl, wielki i egzotyczny i nie wierzę, że zjadliwy! Ale ja to w ogóle dzikus jestem. Odkąd mieszkam na wsi, w lesie, mam mnóstwo dziczyzny i leży to wszystko, dziki, sarny, combry itp., a ja zaglądam do zamrażarki i mówię do Mądrego.... Jedziemy na zakupy, bo nie ma nic do jedzenia? On na mnie jak na głupa patrzy, ale jedzie bo przecież mnie lubi....
    A poważnie, jest tu jakiś psycholog, który wyleczy mnie z traumy pt. ,,Ja nie mogę, bo sarna ma takie piękne oczy" ? Dla jasności, cielęciny też nie jadam z tych samych- oczu powodów. Jak patrzę na przepisy Bahusa chociazby, to już, już mam wyjąć kawałek udźca, ale po rozstaniu z laptopem podchodzę do lodówki, a tam kurde OCZY zamiast udźca! POMOCY!!!!

Przejdź do pełnej wersji serwisu