czy zdarzyło Wam się w swoim życiu tak " ściąć" się z drugą osobą no powiedzmy sobie, że podczas Waszych wypowiedzi iskrzyło między Wami jak przy ostrzeniu piły albo.... tak, że wióry z drwa lecą co czujecie po takim "wnerwie" kiedy emocje opadną, czy przychodzi refleksja, że nie potrzebnie " pieniłam się"... można by było łagodniej, ale nie dało się jeżeli chodzi o mnie...staram się być łagodna jak baranek ... do pewnego stopnia, ale jeżeli miarka przebiera się .." startuję" ostro i wykładam " kawę na ławę" po takiej burzy mózgów między zwaśnioną mi osobą nie wracam nigdy nie roztrząsam, poprostu siebie rozgrzeszam,,, a już jeżeli dowiodą mi że nie mam racji mam odwagę przeprosić i przyznać się do błędu jaki popełniłam
jak jest u Was żarłoczki...czy często dostajecie takiego "wnerwa", że hej ....!!!! aż wióry..albo jak gromy z jasnego nieba
Każdy z nas ma wady i cierpimy czasami z powodu spraw które nie były tego warte
Oj Kama, mnie się to zdarza notorycznie ... Znajomość z jednym z moich byłych tak się zaczęła- tak żeśmy siękłocili na ćwiczeniach z ... historii myśli socjologicznej (hi, co nam Ci szacowni pionierzy socjologii zawinili to nie mam pojęcia :D) Iskry, pioruny i błyskawice były całkiem realne ;))) Nigdy już się potem tak nie pokłóciliśmy :) Nawet jak żeśmy się rozstawali. Kiedyś tak się z kimś kłóciłam, ze mi czerwone płatki zaczynały latać przed oczami. Wtedy to nawet sama się siebie boję, bo naprawdę mogę być niepoczytalna. Głowa mi się tak szybko zapala, że ani się spostrzegam, a już mi dym uszami wyłazi ;) Tylka ja się zapalam, błyskawicznie wypalam i już. Nie mam potem urazy, nie roztrząsam, nie rozpamiętuję.
Ja sobie myśle, że to takie emocje nie są ... hmm... konieczne. Moze nadają barwy, ale mi zawsze jakoś tak potem wstyd, ze mnie tak poniosło. Kiedys mi się wydawało, że z takim niezrównoważeniem jest mi do twarzy, ale teraz sobie myślę, ze wręcz przeciwnie. No, ale pracuję nad sobą i już tak często nie wybucham :)
Kamuś- a jak rączka? Udało się coś napisać, wiec chyba ku dobremu idzie, co?
O matko Agik ... ))) !! .. Taki jestes oponenent .... !! Strach sie bać !! heheehh .. A tak serio .. jako zyje te kilkadziesiat .. lat nie przezyłam nic takiego .. I ,, raczej nie zabiegam .. ! Wyrazam czytelnie swoja opinie ... ale zeby '' walczyć jak lwica ''' eeeeeee !! Wychodze z założenia .. "" gdzie duzo słów tam głupia mowa ..."" Pozdrawiam serdecznie i ..........nie wkrecam sie dalej do dyskusji ... hiihiiihi
Pozwolę sobie zacytować angielskie powiedzenie, które tutaj absolutnie nie jest żadną aluzją ani do kogoś ani do czegoś!!! To jest linia, którą staram się naśladować, co niestety nie zawsze mi się udaje
Anglicy mówią, że prawdziwa dojrzałość człowieka zaczyna się wtedy, kiedy przestaje odczuwać potrzebę przekonywania swego rozmówcy o własnej racji. Jak się tak nad tym zastanowić, to faktycznie coś w tym jest. Po co sobie strzępić język na próżno? Jeśli ja jestem przekonany o swojej racji, a ktoś inny myśli inaczej, to cóż ja na tym zyskam, że będę go zwalczać? W razie czego należy się zagłębiać w treść dyskutowanej myśli, a nie w bezsilne prawienie inwektyw swemu "vis a vis" W ten sposób udaje się unikać wielu konfliktów.
wcale tak nie myślałam ... nie jestem kłótliwą osóbką, nie odczuwam potrzeby przekonywania kogoś o własnej racji, ale czasami wybacz....tak bywa.....,mimo to jestem niespodziewanie spokojnym człowiekiem
Właściwie mogłabym mogłabym napisać, że mamy takie same podejście do życia. W jednym jednak się różnimy, chociaż staram się nie roztrząsać tematu to jednak siebie nie rozgrzeszam. Zastanawiam się tylko, czy nie użyłam zbyt ostrej formy. Trzymam się"złotej zasady", która mówi: postępuj w stosunku do innych tak, jakbyś chciała , aby inni postępowali w stosunku do ciebie.
Oj, zdarzyło się. Tylko doszedłem do wniosku, że nie każdego stać na szczerość i uczciwość(!) w wypowiedzi, dlatego właśnie "odpuszczam" sobie polemiki. Staram się wypowiadać tylko ale już nie dyskutować. Czegoś na stare lata mnie nauczono: milcz gdy masz coś do powiedzenia więcej niż chciano by usłyszeć.
Trafiła kosa na kamień... Hm...chyba jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Nie znam siebie z tej strony. Ciekawe na ile mogło mi się to przytrafić i na ile zbagatelizowałam taką sutuację...?
Zdarzały mi się takie sytuacje, ale nie dawałam się sprowokować. I co z tego wynikało? Zignorowany "napastnik" został ze swoimi problemami i pewnie gdzie indziej szukał obiektu do wyżycia się. Omijam wielkim łukiem ludzi wybuchowych, co to w nerwach rozdarliby innych, a jak już się uspokoją to zszywaliby. Na ogół w takim szale, mówi się dużo niepotrzebnych słów, których normalnie nigdy by się nie powiedziało. Już gdzieś w jakimś wątku pisałam, że to nie moja bajka. Lepiej do ludzi uśmiechać się, niż wdawać się w niepotrzebne spory.
Oj, całkiem mi nie po drodze z taką ...nieustępliwością. Wolę odpuścić, zwyczajnie szkoda mi energii. Zdarza się, że jestem z tego powodu z siebie niezadowolona, czasami zastanawiam się czy to słabość czy siła... Nie znoszę krzyku. W sprawach ważnych, decyzyjnych bywam uparta.Podobno im ciszej mówię tym trudniej mnie przekonać...:)))
czy zdarzyło Wam się w swoim życiu

tak " ściąć" się z drugą osobą no powiedzmy sobie, że podczas Waszych wypowiedzi iskrzyło między Wami jak przy ostrzeniu piły albo.... tak, że wióry z drwa lecą
co czujecie po takim "wnerwie" kiedy emocje opadną, czy przychodzi refleksja, że nie potrzebnie " pieniłam się"... można by było łagodniej,
ale nie dało się
jeżeli chodzi o mnie...staram się być łagodna jak baranek ...
do pewnego stopnia,
ale jeżeli miarka przebiera się .." startuję" ostro i wykładam " kawę na ławę"
po takiej burzy mózgów między zwaśnioną mi osobą nie wracam nigdy
nie roztrząsam,
poprostu siebie rozgrzeszam,,,
a już jeżeli dowiodą mi że nie mam racji
mam odwagę przeprosić i przyznać się do błędu jaki popełniłam
jak jest u Was żarłoczki...czy często dostajecie takiego "wnerwa", że hej ....!!!! aż wióry..albo jak gromy z jasnego nieba
Każdy z nas ma wady i cierpimy czasami z powodu spraw które nie były tego warte
pozdrawiam kamaxyz
Oj Kama, mnie się to zdarza notorycznie ... Znajomość z jednym z moich byłych tak się zaczęła- tak żeśmy siękłocili na ćwiczeniach z ... historii myśli socjologicznej (hi, co nam Ci szacowni pionierzy socjologii zawinili to nie mam pojęcia :D) Iskry, pioruny i błyskawice były całkiem realne ;))) Nigdy już się potem tak nie pokłóciliśmy :) Nawet jak żeśmy się rozstawali.
Kiedyś tak się z kimś kłóciłam, ze mi czerwone płatki zaczynały latać przed oczami. Wtedy to nawet sama się siebie boję, bo naprawdę mogę być niepoczytalna.
Głowa mi się tak szybko zapala, że ani się spostrzegam, a już mi dym uszami wyłazi ;)
Tylka ja się zapalam, błyskawicznie wypalam i już. Nie mam potem urazy, nie roztrząsam, nie rozpamiętuję.
Ja sobie myśle, że to takie emocje nie są ... hmm... konieczne. Moze nadają barwy, ale mi zawsze jakoś tak potem wstyd, ze mnie tak poniosło.
Kiedys mi się wydawało, że z takim niezrównoważeniem jest mi do twarzy, ale teraz sobie myślę, ze wręcz przeciwnie.
No, ale pracuję nad sobą i już tak często nie wybucham :)
Kamuś- a jak rączka? Udało się coś napisać, wiec chyba ku dobremu idzie, co?
Pozdrawiam cieplutko :)
O matko Agik ... ))) !! .. Taki jestes oponenent .... !! Strach sie bać !! heheehh .. A tak serio .. jako zyje te kilkadziesiat .. lat nie przezyłam nic takiego ..
I ,, raczej nie zabiegam .. ! Wyrazam czytelnie swoja opinie ... ale zeby '' walczyć jak lwica ''' eeeeeee !! Wychodze z założenia .. "" gdzie duzo słów tam głupia mowa ..."" Pozdrawiam serdecznie i ..........nie wkrecam sie dalej do dyskusji ... hiihiiihi
:)
Ja się też nie wkręcam na razie :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Pozwolę sobie zacytować angielskie powiedzenie, które tutaj absolutnie nie jest żadną aluzją ani do kogoś ani do czegoś!!!
To jest linia, którą staram się naśladować, co niestety nie zawsze mi się udaje
Anglicy mówią, że prawdziwa dojrzałość człowieka zaczyna się wtedy, kiedy przestaje odczuwać potrzebę przekonywania swego rozmówcy o własnej racji.
Jak się tak nad tym zastanowić, to faktycznie coś w tym jest.
Po co sobie strzępić język na próżno?
Jeśli ja jestem przekonany o swojej racji, a ktoś inny myśli inaczej, to cóż ja na tym zyskam, że będę go zwalczać?
W razie czego należy się zagłębiać w treść dyskutowanej myśli, a nie w bezsilne prawienie inwektyw swemu "vis a vis"
W ten sposób udaje się unikać wielu konfliktów.
wcale tak nie myślałam ... nie jestem kłótliwą osóbką,
nie odczuwam potrzeby przekonywania kogoś o własnej racji, ale czasami wybacz....tak bywa.....,mimo to
jestem niespodziewanie spokojnym człowiekiem
Właściwie mogłabym mogłabym napisać, że mamy takie same podejście do życia. W jednym jednak się różnimy, chociaż staram się nie roztrząsać tematu to jednak siebie nie rozgrzeszam. Zastanawiam się tylko, czy nie użyłam zbyt ostrej formy.
Trzymam się"złotej zasady", która mówi: postępuj w stosunku do innych tak, jakbyś chciała , aby inni postępowali w stosunku do ciebie.
Basieńko mój ty wilczku w owczej skórze , czasem trzeba tak postąpic bo inni zwykłek prożby, czy tłumaczenia nie rozumieją.
Oj, zdarzyło się. Tylko doszedłem do wniosku, że nie każdego stać na szczerość i uczciwość(!) w wypowiedzi, dlatego właśnie "odpuszczam" sobie polemiki. Staram się wypowiadać tylko ale już nie dyskutować.
Czegoś na stare lata mnie nauczono: milcz gdy masz coś do powiedzenia więcej niż chciano by usłyszeć.
Trafiła kosa na kamień... Hm...chyba jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Nie znam siebie z tej strony. Ciekawe na ile mogło mi się to przytrafić i na ile zbagatelizowałam taką sutuację...?
Zdarzały mi się takie sytuacje, ale nie dawałam się sprowokować. I co z tego wynikało? Zignorowany "napastnik" został ze swoimi problemami i pewnie gdzie indziej szukał obiektu do wyżycia się. Omijam wielkim łukiem ludzi wybuchowych, co to w nerwach rozdarliby innych, a jak już się uspokoją to zszywaliby. Na ogół w takim szale, mówi się dużo niepotrzebnych słów, których normalnie nigdy by się nie powiedziało. Już gdzieś w jakimś wątku pisałam, że to nie moja bajka. Lepiej do ludzi uśmiechać się, niż wdawać się w niepotrzebne spory.
Możemy podać sobie rękę, ja zawsze zadaję sobie pytanie co zmieni się gdy wybuchnę i dochodzę do wniosku, że szkoda moich nerwów.
Oj, całkiem mi nie po drodze z taką ...nieustępliwością. Wolę odpuścić, zwyczajnie szkoda mi energii. Zdarza się, że jestem z tego powodu z siebie niezadowolona, czasami zastanawiam się czy to słabość czy siła...
Nie znoszę krzyku.
W sprawach ważnych, decyzyjnych bywam uparta.Podobno im ciszej mówię tym trudniej mnie przekonać...:)))