Co wtedy robicie? Kiedy braknie zalewy do marynat dosłownie na pól słoika? Gotujecie od nowa z pełnych proporcji, z połowy? A co z resztą zalewy? Do słoika i do lodówki- na zaś, czy do zlewu? Czy jeszcze inaczej sobie radzicie?
Mnie to się zdarza notorycznie.. Pół biedy, jak do ogórków kiszonych braknie, bo to tylko woda z solą. Ale przy takich bardziej wieloskładnikowych zalewach- to już problem, bo wiecznie się okazuje, ze nie mam już w domu octu, a to nie mam przypraw, a to miodu, a to czegoś tam... Bardzo irytujące to.
Zdarza mi się ze zabraknie zalewy, to dorabiam ,nie patrze na proporcje tylko polegam na smaku. Staram się mieć zawsze zapas octu bo inne składniki to zawsze mam pod ręka a zresztą sklep bliziutko :-)))
agik, jestes perfekcjonistka, prawda?:) Ja bym albo te pol sloika wyrzucila, albo uzupelnila goraca woda w ramach eksperymentu:) Juz Cie widze jak dorabiasz 0,5 szklanki zalewy, bo "porzadek musi byc" :))
nie jestem perfekcjonistką- najczęściej idę na skróty, potem mając wyrzuty sumienia, że poszłam ;))) Mam wyrzucic pól słoika ogórków :0- przecież to moje najulubieńsze jedzenie, i przeważnie mi zimy nie doczekują ( chyba, że konkubent schowa ;)))) ) Dlatego mnie to irytuje- bo mam się namęczyć: sterylizować słoiki i nakrętki, myć i kroić warzywa, robić zalewę, czekać, az wystygnie, a potem wyrzucić? Prędzej zginę!!! Az tak walnieta nie jestem ;)))
Ostanio dolałam wody z czajnika i siurnęłam troche octu, całkowicie pomijając aspekt proporcji słodkiego i kwaśnego ;))) tylko, ze wszystkie śłoiki są takie same- więc nie wiem który jest taki "poszkodowany" ;)
Nadbieram z tych pełnych i robię tak ,aby żaden słoik nie był "poszkodowany". Do grzybów np gotuję zalewę nie zwracając na ilość grzybów(ale tak mniej więcej). Pozostałą trzymam w słoiku lub garnku z pokrywką na wszelki wypadek jak nazbieram jeszcze(i mam motywację pójścia do lasu:] ). Natomiast jeśli zbraknie mi na ok 2-3 słoiki to robię pół porcji i pozostałą zalewam coś(tzn warzywa w słoiku) w ramach eksperymentu.
No to ja robię tak podobnie, z tym, że wydaje mi się, że w ogórkami już skończyłam, a do grzybów, do papryki przeciez jest inna zalewa. Jak mi braknie na dwa słoiki- to dorabiam i resztę zlewam do słoika , a słoik do lodówki, tylko, że mnie potem w oczy kole, jak jednak już nie dorabiam tego rodzaju marynaty.
Co wtedy robicie?
Kiedy braknie zalewy do marynat dosłownie na pól słoika?
Gotujecie od nowa z pełnych proporcji, z połowy? A co z resztą zalewy? Do słoika i do lodówki- na zaś, czy do zlewu?
Czy jeszcze inaczej sobie radzicie?
Mnie to się zdarza notorycznie..
Pół biedy, jak do ogórków kiszonych braknie, bo to tylko woda z solą.
Ale przy takich bardziej wieloskładnikowych zalewach- to już problem, bo wiecznie się okazuje, ze nie mam już w domu octu, a to nie mam przypraw, a to miodu, a to czegoś tam...
Bardzo irytujące to.
Zdarza mi się ze zabraknie zalewy, to dorabiam ,nie patrze na proporcje tylko polegam na smaku. Staram się mieć zawsze zapas octu bo inne składniki to zawsze mam pod ręka a zresztą sklep bliziutko :-)))
Jak braknie mi mało to dorabiam jak najmniej
agik, jestes perfekcjonistka, prawda?:)
Ja bym albo te pol sloika wyrzucila, albo uzupelnila goraca woda w ramach eksperymentu:)
Juz Cie widze jak dorabiasz 0,5 szklanki zalewy, bo "porzadek musi byc" :))
nie jestem perfekcjonistką- najczęściej idę na skróty, potem mając wyrzuty sumienia, że poszłam ;)))
Mam wyrzucic pól słoika ogórków :0- przecież to moje najulubieńsze jedzenie, i przeważnie mi zimy nie doczekują ( chyba, że konkubent schowa ;)))) )
Dlatego mnie to irytuje- bo mam się namęczyć: sterylizować słoiki i nakrętki, myć i kroić warzywa, robić zalewę, czekać, az wystygnie, a potem wyrzucić?
Prędzej zginę!!!
Az tak walnieta nie jestem ;)))
Ostanio dolałam wody z czajnika i siurnęłam troche octu, całkowicie pomijając aspekt proporcji słodkiego i kwaśnego ;))) tylko, ze wszystkie śłoiki są takie same- więc nie wiem który jest taki "poszkodowany" ;)
To ten jeden jakoś zaznacz np robiąc x na pokrywce lub postaw w innym miejscu i zjedz jako pierwszy.
W ten sposób powstają nowe przepisy :-)))))))))))) Ja nawet swoich przepisów nie powtarzam.
Nadbieram z tych pełnych i robię tak ,aby żaden słoik nie był "poszkodowany".
Do grzybów np gotuję zalewę nie zwracając na ilość grzybów(ale tak mniej więcej). Pozostałą trzymam w słoiku lub garnku z pokrywką na wszelki wypadek jak nazbieram jeszcze(i mam motywację pójścia do lasu:] ).
Natomiast jeśli zbraknie mi na ok 2-3 słoiki to robię pół porcji i pozostałą zalewam coś(tzn warzywa w słoiku) w ramach eksperymentu.
No to ja robię tak podobnie, z tym, że wydaje mi się, że w ogórkami już skończyłam, a do grzybów, do papryki przeciez jest inna zalewa.
Jak mi braknie na dwa słoiki- to dorabiam i resztę zlewam do słoika , a słoik do lodówki, tylko, że mnie potem w oczy kole, jak jednak już nie dorabiam tego rodzaju marynaty.