Jest taka akcja "Szlachetna paczka". Moim zdaniem to dobry pomysł, można sobie wybrać rodzinę, której chce się pomóc, obdarować tym co sie chce. Przynajmniej wiem do kogo trafiają dary i że na pewno trafiają.
Ja też jestem tego samego zdania, tutaj właśnie jest pewność że paczka dojdzie do adresata. Na czyjeś prywatne konto lepiej nie wpłacać żadnych pieniędzy, bo można sobie potem pluć w brodę! że ktoś nas zrobił w balona:)
Nie gniewaj się - ale nie wierzę w pomoc osób indywidualnych, które podają swój numer konta. Jaką masz pewność, że nie jest to oszustwo? Jeżeli miałaby to być pomoc dla dzieci - czemu podane jest prywatne konto a nie konto domu dziecka. Jak dostaliby pieniądze wiedzieliby co z nimi zrobić.
Czesław-pomijając to,że ten rok zbytnio mi nie sprzyjał,pomogę rodzinie (od lat mi znajomej),która jest w gorszej niż ja sytuacji materialnej.Od lat im pomagam. Twój "post"też nie jest mi obojęrtny.Pomogę,ile będę mogła.
Byłam dzisiaj z dzieciakami w teatrze , zamiast biletów wystarczyło przynieść paczki dla dzieci z ubogich rodzin. Akcja fantastyczna, dzieci dostały certyfikaty mianowania na elfy Mikołaja, obejrzały świetne przedstawienie... ale w niemal 100 000 mieście nie uzbierano nawet 90 paczek. To smutne, rodzice w większości nie uczą już, że słabszym i biedniejszym trzeba pomagać?
Opowiem Wam mój niedawny przypadek. Niech on będzie głosem w dyskusji "Pomagać? Czy nie pomagać? ":
Prowadzę małą rodzinną firmę. Aby zwiększyć portfel klientów (wiadomo idą święta) dałem płatne ogłoszenie w lokalnej prasie. Byłem mile zaskoczony gdy listonosz przyniósł mi w oddzielnym worku stos korespondencji. Jak policzyłem; 172 listy. Jednak gdy zacząłem czytać to mina mi bardzo zrzedła. 148 listów to były prośby o wsparcie. Były one najczęściej poparte opisami wszelkich nieszczęść jakie mogą spotkać człowieka. Tylko jedna prośba posiadała wyrażoną chęć odpracowania np. przy odgarnianiu śniegu. Ale i tu adres okazał się fikcyjny. Konta nie sprawdzałem ale myślę, że było prawdziwe. I co Wy na to? Cała korespondencja powędrowała do kosza. Nie dziwię się, że ludzie nie chcą pomagać. Ja w miarę skromnych możliwości pomagam, ale ludziom, których osobiście znam i już się nie nabiorę na wszelkie "odezwy" i prośby ludzi prywatnych. Bahus
U nas był inny przypadek. Ja, mąż i córka byliśmy w Biedronce na zakupach. Ja musiałam wyjść wcześniej by szybko kupić coś winnym sklepie. Mąż z córką zostali przy kasie. Potem gdy mąż pakował zakupy do bagażnika podszedł do niego mężczyzna.Prosił o pieniądze. Mąż odmówił. Poprosił córkę by odwiozła wózek. Ten mężczyzna zaproponował, że On może odwieźć wózek. Mąż zgodził się i dał mężczyźnie 5zł. Mężczyzna aż się popłakał i powiedział, że to bardzo dużo. Bardzo dziękował. Do tej pory mam to w pamięci bo wszystko mi opowiedzieli.
Rok temu watek wyparowal po kilku dniach. Moze teraz bedzie dluzej ....
Jest taka akcja "Szlachetna paczka". Moim zdaniem to dobry pomysł, można sobie wybrać rodzinę, której chce się pomóc, obdarować tym co sie chce. Przynajmniej wiem do kogo trafiają dary i że na pewno trafiają.
Ja też jestem tego samego zdania, tutaj właśnie jest pewność że paczka dojdzie do adresata. Na czyjeś prywatne konto lepiej nie wpłacać żadnych pieniędzy, bo można sobie potem pluć w brodę! że ktoś nas zrobił w balona:)
Nie gniewaj się - ale nie wierzę w pomoc osób indywidualnych, które podają swój numer konta.
Jaką masz pewność, że nie jest to oszustwo?
Jeżeli miałaby to być pomoc dla dzieci - czemu podane jest prywatne konto a nie konto domu dziecka. Jak dostaliby pieniądze wiedzieliby co z nimi zrobić.
Czesław-pomijając to,że ten rok zbytnio mi nie sprzyjał,pomogę rodzinie (od lat mi znajomej),która jest w gorszej niż ja sytuacji materialnej.Od lat im pomagam.
Twój "post"też nie jest mi obojęrtny.Pomogę,ile będę mogła.
Byłam dzisiaj z dzieciakami w teatrze , zamiast biletów wystarczyło przynieść paczki dla dzieci z ubogich rodzin. Akcja fantastyczna, dzieci dostały certyfikaty mianowania na elfy Mikołaja, obejrzały świetne przedstawienie... ale w niemal 100 000 mieście nie uzbierano nawet 90 paczek. To smutne, rodzice w większości nie uczą już, że słabszym i biedniejszym trzeba pomagać?
Opowiem Wam mój niedawny przypadek. Niech on będzie głosem w dyskusji "Pomagać? Czy nie pomagać? ":
Prowadzę małą rodzinną firmę. Aby zwiększyć portfel klientów (wiadomo idą święta) dałem płatne ogłoszenie w lokalnej prasie. Byłem mile zaskoczony gdy listonosz przyniósł mi w oddzielnym worku stos korespondencji. Jak policzyłem; 172 listy. Jednak gdy zacząłem czytać to mina mi bardzo zrzedła. 148 listów to były prośby o wsparcie. Były one najczęściej poparte opisami wszelkich nieszczęść jakie mogą spotkać człowieka. Tylko jedna prośba posiadała wyrażoną chęć odpracowania np. przy odgarnianiu śniegu. Ale i tu adres okazał się fikcyjny. Konta nie sprawdzałem ale myślę, że było prawdziwe. I co Wy na to? Cała korespondencja powędrowała do kosza. Nie dziwię się, że ludzie nie chcą pomagać. Ja w miarę skromnych możliwości pomagam, ale ludziom, których osobiście znam i już się nie nabiorę na wszelkie "odezwy" i prośby ludzi prywatnych.
Bahus
PS. Prośby nadal przychodzą
U nas był inny przypadek. Ja, mąż i córka byliśmy w Biedronce na zakupach. Ja musiałam wyjść wcześniej by szybko kupić coś winnym sklepie. Mąż z córką zostali przy kasie. Potem gdy mąż pakował zakupy do bagażnika podszedł do niego mężczyzna.Prosił o pieniądze. Mąż odmówił. Poprosił córkę by odwiozła wózek. Ten mężczyzna zaproponował, że On może odwieźć wózek. Mąż zgodził się i dał mężczyźnie 5zł. Mężczyzna aż się popłakał i powiedział, że to bardzo dużo. Bardzo dziękował. Do tej pory mam to w pamięci bo wszystko mi opowiedzieli.