No napisalam wiecej ale cos jakos sie to nie ujawnilo. Cultofless to jest taki nowy trend - dokladnie chodzi tu o zycie w minimalizmie. Tutaj chodzi o to ze sie nie powinno wiecej niz 100 rzeczy posiadac. Glowna krytyka dotyczy tu zycia w luksusie i nadmiarze.
Sugerowane jest, ze czlowiek ktory w nadmiarze zyje i mnostwo rzeczy posiada, musi w nie duzo pieniedzy i wolnego czasu inwestowac, i jesli sie on glownej czesci swojego posiadku pozbyje, uzyska za to wiecej czasu i moze sie lepej na swoje zycie skacentrowac. Co wy o tym myslice? Czy my naprawde to wszysko co my posiadamy potrzebujemy, tyle ubran, torebek, butow, i co ja wiem recznikow, misek poscieli itd? Moze jest tu ktos ktory mysli ze ten nadmiar nas nawet obciaza? Denerwoje was ze jestesmy bez przerwy animowani do kupna rzeczy ktorych wlasciwie nie potrzebujemy, o ktorych tylko myslimy ze sa nam potrzebne? Myslice ze prostsze zycie by czlowieka wiecej uszczesliwilo niz te w luksusie?
Jest takie powiedzenie: "Co za dużo, to niezdrowo". I nie tyczy się ono tylko do spożywania w nadmiarze różnego rodzaju pokarmów, ale do rzeczy i przedmiotów, które posiadamy w nadmiarze. Z pewnością nie wszystko jest nam potrzebne. A "bombardujące" nas zewsząd reklamy, zachęcające do kupna tak naprawdę zupełnie zbędnych dla nas rzeczy, są tylko wabikiem żeby firmy miały zyski. Tak naprawdę, to niewiele potrzebna człowiekowi do życia. Warto się nieraz zastanowić, co jest nam niezbędne i czy rzeczywiście musimy to mieć. Niestety chęć posiadania coraz więcej i więcej, ogłupia i popycha człowieka do gromadzenia i powiększania swoich dóbr, co jest wyobrażeniem luksusu. Napewno człowiek jest szczęśliwszy gdy ma niewiele, a może jeszcze szczerze podzielić się tym z innymi. :)
No dla Ciebie to moze nic nowego, ale dla innych to tak, dlatego ze czlowiek w tym czasie zyje i zajety jest 1000cem innych rzeczy, nie ma czasu na przemyslenie takich spraw. Faktem jest ze inwestujemy czas i pienoadze w rzeczy ktore nas wlasciwie nie interesuja, zajmojemy sie sprawami ktore nas mecza, no z drugiej strony nie da sie tego inaczej zorganizowac bo zyjemy w sztucznie stwozonym spoleczenstwie, w ktorym jedno od drugiego zalezy. Ja nie mam zamiaru byc eremitem, ale mie ten temat poprostu zainteresowal. Z tego powodu chcialam wiedziec co i jak inni ludzie na ten temat mysla. Milo by bylo jesli by cos z tego wyszlo.Tyle ille z kwojego komentaza zrozumialam to mam sobie o Sokratesie poczytac.
Spokojnie. Umiarkowanie w emocjach też nie zaszkodzi:) Po prostu to co nazwałaś "nowym trendem" skojarzyło mi się z jedną z cnót kardynalnych chrześcijaństwa a stąd krótki krok do filozofów starożytności. Wszystko już było, tylko niewielu uczniów mają te szkoły.
No tak moze Twoj komentarz troche osobiscie wzielam. Sorry. Mowiac o trendzie mialam na mysli taki nowy prad w naszej generacji. Nie mowie ze to jakies nowe odkrycie. Ale mimo to jest to dla mnie ciekawe jak inni zyja, czy inni to juz praktykuja, jak zaczeli z tym i czy im ciezko bylo sie rzeczy pozbyc.
Kilka odpowiedzi już masz:) Przyznaję się, że źle zrozumiałem. Myślałem, że chodzi raczej o cnotę umiarkowania Arystotelesa, przesłanie Chrystusa, św. Tomasza, dzieciach kwiatach... a nie o wyprzedaż garażową.
Niektórym z dobrobytu to już się w d....ch za przeproszeniem poprzewracało.No ale cóż, czym ma więcej to mu wciąż mało! Gdy jeden ledwo wiąże koniec z końcem inny pławi się w luksusach.
Ja taka rozrzutna nie jestem i nie mam po kilkanaście torebek i po 20 par butów. Ręczników mam sporo, pościeli też, nawet nie rozpakowanej, którą dostałam na prezenty. W sumie mogłabym się bez nich obyć, ale zawsze mogę oddać później dzieciom. Po co mi żyć w luksusie jak np. nie będę miała zdrowia i szczęśliwej rodziny, bo nie wszystko przecież możemy kupić.
Już od pewnego czasu, zapewne pod wpływem jakichś przeczytanych informacji, zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście nie posiadam zbyt wiele rzeczy i przedmiotów które mnie ograniczają. Doszłam do wniosku, że zdecydowanie tak. W miarę możliwości chętnie pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. W tej chwili jestem na etapie radykalnego zmniejszenia liczby posiadanych książek. Tak lekko licząc miałam ich pewnie około 300. Na szczęście, bez problemów , te książki które uznałam za zbędne, mogłam przekazać do biblioteki miejskiej. Teraz też mam odłożoną całą siatkę książek i czekam żeby je dostarczyć do biblioteki. Oddałam część naczyń kuchennych (w tym cały serwis obiadowy, dużą ilość różnego typu szkła, noży, zapasową sokowirówkę, itp). Czeka mnie jeszcze generalny przegląd ubrań. Staram się nie dokupować (póki nie zużyję tych co mam) wielu artykułów spożywczych typu kasze, makarony, przyprawy. I powiem jedno - wraz z pojawieniem się wolnego miejsca na półkach - czuję się naprawdę lepiej. Wiem, że wiele osób ma tylko tyle co potrzebuje, nie kupuje na zapas. Zapewne są i takie osoby którym wielu rzeczy brakuje, ale ja piszę o swojej sytuacji.
Fajnie ze sie twoimi doswiadczeniami dzielisz. Ja jesze z dziecinstwa mam taki nawyk ze sie nic nie wyrzuca. Ja wiem ze wtedy inne czasy byly, ale jednak mi trudno sie czegos pozbyc. Czytalam ze po takich radykalnych likwidacjach ludzie sie fantastyczie czuja.
"cultofless
No napisalam wiecej ale cos jakos sie to nie ujawnilo. Cultofless to jest taki nowy trend - dokladnie chodzi tu o zycie w minimalizmie. Tutaj chodzi o to ze sie nie powinno wiecej niz 100 rzeczy posiadac. Glowna krytyka dotyczy tu zycia w luksusie i nadmiarze.
Sugerowane jest, ze czlowiek ktory w nadmiarze zyje i mnostwo rzeczy posiada, musi w nie duzo pieniedzy i wolnego czasu inwestowac, i jesli sie on glownej czesci swojego posiadku pozbyje, uzyska za to wiecej czasu i moze sie lepej na swoje zycie skacentrowac. Co wy o tym myslice? Czy my naprawde to wszysko co my posiadamy potrzebujemy, tyle ubran, torebek, butow, i co ja wiem recznikow, misek poscieli itd? Moze jest tu ktos ktory mysli ze ten nadmiar nas nawet obciaza? Denerwoje was ze jestesmy bez przerwy animowani do kupna rzeczy ktorych wlasciwie nie potrzebujemy, o ktorych tylko myslimy ze sa nam potrzebne? Myslice ze prostsze zycie by czlowieka wiecej uszczesliwilo niz te w luksusie?
Jest takie powiedzenie: "Co za dużo, to niezdrowo". I nie tyczy się ono tylko do spożywania w nadmiarze różnego rodzaju pokarmów, ale do rzeczy i przedmiotów, które posiadamy w nadmiarze. Z pewnością nie wszystko jest nam potrzebne. A "bombardujące" nas zewsząd reklamy, zachęcające do kupna tak naprawdę zupełnie zbędnych dla nas rzeczy, są tylko wabikiem żeby firmy miały zyski. Tak naprawdę, to niewiele potrzebna człowiekowi do życia. Warto się nieraz zastanowić, co jest nam niezbędne i czy rzeczywiście musimy to mieć. Niestety chęć posiadania coraz więcej i więcej, ogłupia i popycha człowieka do gromadzenia i powiększania swoich dóbr, co jest wyobrażeniem luksusu. Napewno człowiek jest szczęśliwszy gdy ma niewiele, a może jeszcze szczerze podzielić się tym z innymi. :)
No napisalam wiecej ale cos jakos sie to nie ujawnilo. Cultofless to jest taki
A co w tym nowego? Nazwa. Arystoteles nazywał to umiarkowaniem.nowy trend - dokladie chodzi tu o zycie w minimalizmie.
No dla Ciebie to moze nic nowego, ale dla innych to tak, dlatego ze czlowiek w tym czasie zyje i zajety jest 1000cem innych rzeczy, nie ma czasu na przemyslenie takich spraw. Faktem jest ze inwestujemy czas i pienoadze w rzeczy ktore nas wlasciwie nie interesuja, zajmojemy sie sprawami ktore nas mecza, no z drugiej strony nie da sie tego inaczej zorganizowac bo zyjemy w sztucznie stwozonym spoleczenstwie, w ktorym jedno od drugiego zalezy. Ja nie mam zamiaru byc eremitem, ale mie ten temat poprostu zainteresowal. Z tego powodu chcialam wiedziec co i jak inni ludzie na ten temat mysla. Milo by bylo jesli by cos z tego wyszlo.Tyle ille z kwojego komentaza zrozumialam to mam sobie o Sokratesie poczytac.
Spokojnie. Umiarkowanie w emocjach też nie zaszkodzi:) Po prostu to co nazwałaś "nowym trendem" skojarzyło mi się z jedną z cnót kardynalnych chrześcijaństwa a stąd krótki krok do filozofów starożytności. Wszystko już było, tylko niewielu uczniów mają te szkoły.
No tak moze Twoj komentarz troche osobiscie wzielam. Sorry. Mowiac o trendzie mialam na mysli taki nowy prad w naszej generacji. Nie mowie ze to jakies nowe odkrycie. Ale mimo to jest to dla mnie ciekawe jak inni zyja, czy inni to juz praktykuja, jak zaczeli z tym i czy im ciezko bylo sie rzeczy pozbyc.
Kilka odpowiedzi już masz:) Przyznaję się, że źle zrozumiałem. Myślałem, że chodzi raczej o cnotę umiarkowania Arystotelesa, przesłanie Chrystusa, św. Tomasza, dzieciach kwiatach... a nie o wyprzedaż garażową.
Niektórym z dobrobytu to już się w d....ch za przeproszeniem poprzewracało.No ale cóż, czym ma więcej to mu wciąż mało!
Gdy jeden ledwo wiąże koniec z końcem inny pławi się w luksusach.
Ja taka rozrzutna nie jestem i nie mam po kilkanaście torebek i po 20 par butów. Ręczników mam sporo, pościeli też, nawet nie rozpakowanej, którą dostałam na prezenty. W sumie mogłabym się bez nich obyć, ale zawsze mogę oddać później dzieciom.
Po co mi żyć w luksusie jak np. nie będę miała zdrowia i szczęśliwej rodziny, bo nie wszystko przecież możemy kupić.
No nie posadasz zadnych rzeczy ktorych nie potzrebojesz jakichs lapaczy kurzu?
Raczej nie! nie lubię chomikować , pozbywam się niepotrzebnych rzeczy, zostawiam tylko te do których czuję jakiś sentyment:)
Już od pewnego czasu, zapewne pod wpływem jakichś przeczytanych informacji, zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście nie posiadam zbyt wiele rzeczy i przedmiotów które mnie ograniczają. Doszłam do wniosku, że zdecydowanie tak. W miarę możliwości chętnie pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. W tej chwili jestem na etapie radykalnego zmniejszenia liczby posiadanych książek. Tak lekko licząc miałam ich pewnie około 300. Na szczęście, bez problemów , te książki które uznałam za zbędne, mogłam przekazać do biblioteki miejskiej. Teraz też mam odłożoną całą siatkę książek i czekam żeby je dostarczyć do biblioteki. Oddałam część naczyń kuchennych (w tym cały serwis obiadowy, dużą ilość różnego typu szkła, noży, zapasową sokowirówkę, itp). Czeka mnie jeszcze generalny przegląd ubrań. Staram się nie dokupować (póki nie zużyję tych co mam) wielu artykułów spożywczych typu kasze, makarony, przyprawy. I powiem jedno - wraz z pojawieniem się wolnego miejsca na półkach - czuję się naprawdę lepiej. Wiem, że wiele osób ma tylko tyle co potrzebuje, nie kupuje na zapas. Zapewne są i takie osoby którym wielu rzeczy brakuje, ale ja piszę o swojej sytuacji.
Fajnie ze sie twoimi doswiadczeniami dzielisz. Ja jesze z dziecinstwa mam taki nawyk ze sie nic nie wyrzuca. Ja wiem ze wtedy inne czasy byly, ale jednak mi trudno sie czegos pozbyc. Czytalam ze po takich radykalnych likwidacjach ludzie sie fantastyczie czuja.
PS: jak by ktoś miał dwa mieszkania w warszawie, to jedno z chęcią przyjmę (w dobre ręce, słowo!)
Za pensje jaka w moich stronach płacą pracodawcy to trudno zyć w luksusie i kupować zbędne rzeczy....
To chyba ja już dawno to praktykuję. Jedynie z książkami umiaru nie mam. Ale wszystkie czytam, czasami parę razy jedną.